predikata
02.03.11, 21:25
Witajcie drogie Panie, tak mnie zebrało na refleksje, a że jestem niespełnioną wielbicielką PD to wyżyję się tutaj. Dziś miałam okazję rozmawiać z koleżanką, co kilka dni temu urodziła trzecie dziecko. No i oczywiście gadka o porodzie: no tak była oksytocyna, ale inaczej się nie dało, no przebili mi pęcherz, ale inaczej by nic z porodu nie było, no rodziłam jak chciałam, ale na koniec oczywiście na leżąco, bo wiesz im by było niewygodnie (!!!) dziecko łapać, tak powiedzieli, zresztą dobrze, że leżałam, bo musieli mi pomóc dziecko wypchnąć (!!!), a ty z tym PD to nie zdajesz sobie zupełnie sprawy, jakie to niebezpieczne... i tak w ten deseń. Nie ona pierwsza z moich znajomych zresztą tak o porodzie swoim prawi. No i co z tego, że nowe rozporządzenie daje nam możliwość wyboru w szpitalu (w domu to wiadomo) dogodnej pozycji do wypierania dziecka (już to widzę: "tak proszę pani, oczywiście może pani rodzić jak chce, ale teraz niech się pani położy, bo nam niewygodnie się schylać, wie pani, dla pleców naszych niezdrowo...") skoro niestety takich oszołomek wojujących jest jednak mało (bez urazy oczywiście, to w sensie pozytywnym). Większość pań jednak uznaje leżenie za normę, oksytocynę, masaż szyjki, nacięcie i inne tego typu atrakcje za bezdyskusyjną konieczność. I tego kurka oczekuje od porodu. Cholernie smutno mi się zrobiło...