Dzielę się moją relacją.

10.03.07, 16:22
To jest moja relacja napisana na gorąco (Iga urodziła się wieczorem napisałam
to rano).

Jak się rodziła Iga Buczyńska - 15 lutego 2006.

Obudziła mnie raniutko o 5:30 swoim wierceniem. Próbowałam jeszcze zasnąć,
ale skapitulowałam i stwierdziłam, że dawno się nie gimnastykowałam i zrobię
sobie delikatną sesję. Pomyślałam "dziś termin". Około 6:10 pękł pęcherz
płodowy, wylało się troszkę wód, i po kilkunastu minutach odszedł czop
śluzowy. Troszkę później pojawiły się dosyć regularne skurcze, niebolesne, co
7-13 min.

O 7-mej zadzwoniłam do Ireny. Umówiłyśmy się, że zadzwonię poźniej, jak
skurcze będą częstsze, a jeśli długo ich nie będzie to pojedziemy do szpitala,
a poza tym przyjdzie do nas wracając z miasta wczesnym popołudniem. Do
przyjazdu Ireny ok. 15:30 skurcze były, ale niezbyt bolesne, i co 5-10 min, od
15-stej co 5 min.
Przez cały ten czas razem robiliśmy ostatnie przygotowania, prasowanie,
trochę sprzątania, wybrałam pierwsze ubranko i pieluszkę.

Irena mnie zbadała ok. 16 i powiedziała, że mam rozwarcie na 1cm, szyjka nie
zgładziła się całkowicie, ale jest podatna na rozciąganie. Zaproponowała dwie
opcje: spacer i schodzenie po schodach albo od razu do szpitala, bo od
odejścia wód już sporo czasu minęło i trzeba sie liczyć z tym, że
prawdopodobnie w szpitalu i tak wylądujemy, a jeśli nie chcemy mieć tam
nieprzyjemności albo kłamać to trzeba już jechać. Wody ciekły czyste, tętno
Igusi było wzorowe, więc zdecydowaliśmy się pójść na spacer, który trwał ok.
40 min. Skurcze zrobiły się bardziej bolesne i co 4 min. Odpoczęłam trochę w
domu i ruszyłam na schody. Sugestia Ireny była wjeżdżać windą na 9 piętro i
schodzić do 1-szego (żeby za dużo ludzi nie spotykać) i tak zrobić z 8 razy.
Zrobiłam 2,5 (mieszkamy na piątym) i stwierdziłam, że muszę odpocząć w domu,
bo skurcze są coraz mocniejsze.

W międzyczasie Irena zapytała nas, do którego szpitala byśmy chcieli
pojechać w razie czego, powiedzieliśmy, że my sirotki żadnego w końcu nie
odwiedziliśmy i że za jej radą na Solec, bo najbliżej. Zadzwoniła do Krystyny
Komosy (położnej z Solca) i okazało się, ze ona może być w szpitalu o 21.
Irena powiedziała, że nie wierzy, żebym przed 21 urodziła i w związku z tym
możemy jeszcze pobyć w domu i że zbada mnie dopiero po 20, bo lepiej zbyt
czesto nie badać przy na wczesnym wyciekaniu wód. Od 18 skurcze były ciężkie
do zniesienie i walczyłam z nimi, miałam trochę kryzysu i pomyślałam oby to
był kryzys 7 cm smile. Irena mówiła, że świetnie sobie radzę, przypominała, że
właśnie miałam aż 5 min przerwy - słowem była cudowna. Wreszcie powiedziała,
że jeszcze 2 skurcze i mogę wskoczyć do wanny!

Powoli zrozumiałam jak się rozluźnić w skurczu i otworzyć (szkoła rodzenia
tak bardzo mi w tym pomogła, zwłaszcza zajęcia o swobodnym wydawaniu dźwięków
i to że Asia powtarzała, że kręcenie biodrami jest super). W wannie na
początku było super, ale jak przyszedł skurcz to nie wiedziałam gdzie się
podziać. W końcu znalazłam cudowną pozycję, jak na drabince oparłam się o
kaloryfer i kręciłam biodrami i już nie walczyłam ze skurczami. Zbliżała się
20, tętno Igi cały czas wzorowe. Poczułam popieranie. Irena była zaskoczona.
Poszłyśmy się zbadać. Nie było dużo czasu na badanie, bo skurcze były dość
częste. Irena powiedziała, że mam pełne rozwarcie!!! Była zaskoczona, później
powiedziała, że liczyła na to że będzie z 5 cm. Jarek migiem zbiegł do
samochodu Ireny po drugą torbę porodową (bo Irena nie wierzyła, że uda sie
skończyć w domu, więc nie przynieśliśmy jej wcześniej), w której był rzeczy
potrzebne w drugiej fazie. Główka urodziła się powoli i delikatnie, ale barki
troszkę szybko i trochę popękałam powierzchniowo. Iga przyszła na świat ok.
20:40 i głośno krzyczała, Irena powiadomiła Krystynę Komosę, że już dzidzia
jest przysuwając telefon do wrzeszczącej Igi, która powoli uspokajała się w
naszych ramionach. Nasz mały ssak zaczął szeroko otwierać pyszczek i zassał
się na jakieś 2,5h.

Po ok. 50 min urodziło się wielkie łożysko. Było całe! Obejrzeliśmy je
sobie, Irena pokazała jak mocny jest pęcherz i jakim cudem mieści się w nim
dzidzia. Przez czas jak leżałyśmy z Igą, Jarek z Ireną trochę uprzątnęli
bałagan w łazience gdzie się Iga urodziła, Irena obejrzała jeszcze łożysko
dokładnie i przygotowała się do szycia. Mam kilka szwów, Irena z cudowną
cierpliwością mi je zakładała informując o każdym najmniejszym ruchu. Jeszcze
przed szyciem Iga została zważona i zmierzona.

Dziś Iga została zaszczepiona i obejrzana przez pediatę - wszystko jest
dobrze. Teraz głównie śpi, a my co mocno zmęczeni.

Pozdrawiamy serdecznie
Weronika, Jarek i Iga
    • kasiaimichael Re: Dzielę się moją relacją. 11.03.07, 10:16
      Swietna relacja dziekujesmile
      Kaska
    • quin nisiabu 30.03.07, 23:15
      ja też rodziłam z Ireną. 1 marca 2006, czyli 2 tyg po Tobie, Irena opowiadała o
      swoim ostatnim porodzie, tzn chwaliła, że tak dzielnie sobie radzialaś
    • kropkaa Re: Dzielę się moją relacją. 26.04.07, 01:46
      Ja też z Ireną. I też jestem nią zachwycona.
      • pacsirta Re: Dzielę się moją relacją. 26.04.07, 21:37
        Ja dwa razy z Ireną, w 2002 i w 2006. Było wspaniale i mam zamiar to jeszcze
        powtórzyć.
        • housewife1 Re: Dzielę się moją relacją. 18.07.07, 02:52
          ja tez z irena ale tylko łozysko smile moja relacja jest na tym forum (embro1)
          • arieta Re: Dzielę się moją relacją. 25.07.07, 19:56
            A jakie to miasto? W sensie gdzie ta wspaniala pani Irena odbiera porody domowe?smile
            Tak z ciekawosci i ewentualnie na pzyszlosc?wink
            • silije.amj Re: Dzielę się moją relacją. 25.07.07, 21:06
              Warszawa
Pełna wersja