motyla.nogaa
23.08.08, 01:21
Z prawie sześciomiesięcznym opóźnieniem ale opisuje swoje
wspomnienia, bo to dzięki Wam całą ciąże raczyłam się cudownymi
opowieściami porodowymi(nie czytałam wtedy, żadnego innego forum
porodowego)i odważyłam się wziąć sprawy w swoje ręce i zadbać o to
jak ma wyglądać mój poród za co Wam Baardzoo Dziekuje!!
Decyzję, że w domu musi być fajnie rodzić wywnioskowałam sama po
pierwszym porodzie, który wspominam miło ale po wszystkim byłam w
szoku, że wtedy kiedy mi nikt nie przeszkadzał ja sama instynktownie
wiedziałąm co robić i to były najprzyjemniejsze chwile porodu. Wtedy
chyba po raz pierwszy tak mocno poczułam co to inuicja i instynkt,
po prostu cudownie rozumiałam się z naturą

Przy drugim dziecku trafiłam na to forum i zdobyłam kontakt do
cudownej kobiety Kasi Oleś.
Umówiliśmy się na spotkanie a ja w wyobraźni widziałam już jak rodzę
w domu. Kasia była szczera, "nie owijała w bawełne", mówiła o swoich
uczuciach, zapytała czego my od niej oczekujemy i jakie są nasze
wyobrażenia (a potem ucieli sobie z mężem dłuższą pogawędkę o jego
roli w tym wszystkim). Powiedziała, że po takim podejściu, moim
przekonaniu o słuszności wyboru i przebiegu dwóch ciąż spodziewa się
fajnego porodu ale... no właśnie mam grupe krwi RH- i to zdecydowało
o szukaniu alternatywy. Na szczęście udało się znaleść miejsce gdzie
Kasia mogła odebrać moj poród a nie być co najwyżej osobą
towarzyszącą (wiedziałąm, że w żadnym krakowskim szpitalu się na to
nie zgodzą).
Byłyśmy w stałym kontakcie telefonicznym i w dniu porodu zadzwoniłam
do męża z informacją, że się zaczeło ale niech jeszcze siedzi w
pracy bo to jeszcze potrwa więc zadzwonie za dwie godziny i powiem
na jakim jestem etapie (oczywiście mąż zaraz był w domu i zapytał
czy ja myślę, że on jest zdolny do pracy po takiej informacji).
Pojechaliśmy jeszcze po małego do przedszkola, zjedliśmy razem obiad
i odwieźliśmy go do kolegi (czym był uszczęśliwiony i zpaytał ile
razy bedę rodzić bo on fajnie spać u Kuby).
Po przybyciu na porodówkę KAsia mnie zbadała, uznała, że skurcze są
słabe i zapytała czy nie mamy ochoty pospacerować po miasteczku na
przyśpieszenie akcji porodowej (czym wprawiła mnie w zachwyt bo
szpitale kojarzą mi się z zamknięciem i podpięciem KTG a nie
wypuszczeniem rodzącej na spacer) i tak spacerowaliśmy sobie 1,5 po
miasteczku (weszliśmy nawet do tesco, żeby mąż nabył dla siebie coś
na kolacje a ja zakupiłam niezbędne na tamtą chwilę jajka (30 szt) i
niebieskie ścierki do naszej nowej kuchni- ale cóż rodzącej się nie
odmawia).
Po powrocie na porodówkę oczekiwania na skórcze umilała nam Kasia
wspomnieniami z porodó domowych, popijaliśmy herbatkę owocową, a
później przyszedł jakiś oszołomiony tata, któremu dano
nowonarodzonego synka, a on zamiast zostać z żoną to przyszedł do
nas się pochwalić.
Kiedy zaczeły się skurcze parte klęknełam na podłodze i
powiedziałam, że na sale porodową nie idę bo tu mi najwygodniej
(byłam na sali,w której potem spałam) i tu nie było żadnego
problemu, druga położna przyniosła materac, podała mi małe krzesełko
żebym mogła opszeć ręce a Kasia położyła się na podłodzę i w takiej
pozycji z drugą położną Ulą przyjeły mojego synka (cały czas
powtarzając jaka to ja jestem cudowna i dzielna i co było
szczególnie fajne, mój mąż był zaangażowany w ten poród, miał
określone zadania i nie był tylko obserwatorem). Małego dostałam od
razu na ręce, byłam nim tak zafascynowana, że nie spojrzałam, czy to
chłopczyk czy dziewczynka(przed urodzeniem nie chcieliśmy znać
płci).
Przez pierwszą godzine nikt nam małego nigdzie nie zabierał, dopiero
po godzinie B. poszedł z Kasią go zważyć.
Podczas całego porodu, na parapecie paliła się tylko nocna lampka, w
tle leciała muzyka, nikt mi nie podał oksytocyny, mąż został z nami
na noc- to niby drobnostki, jednak dla mnie bardzo ważne.
Mój poród był cudowny, prawie mistyczny- do tego stopnia, że dwa
tygodnie po porodzie pomyślałam sobie, że chciałabym dopiero dzisiaj
rodzić i przeżyć to jeszcze raz.