Dodaj do ulubionych

a w szpitalu...

01.09.09, 22:01
Rozmowa między ambitną studentką położnictwa (S) i bardzo sympatyczną młodą
położną (P) w jednym z warszawskich szpital mającym całkiem dobrą opinię:
S: Jak tu panie zazwyczaj rodzą, bo do tej pory widziałam tylko porody na
łóżku - można tu urodzić w pionie?
P: Za takie pieniądze jak tu dostaję, to ja się nie będę gimnastykować!
S: A poród prywatny?
P: Na prywatnym to się mogę wysilić.
S: A jakby jakaś Pani "państwowa" się uparła, że chce rodzić w pionie?
P: To nie przyjmę! Jak koleżanka zechce, to może przyjmować.
S: confused

Czy potrzeba komentarza???
Obserwuj wątek
    • juleg Re: a w szpitalu... 02.09.09, 07:03
      Dobra byłasuspicious
    • kropkaa Re: a w szpitalu... 02.09.09, 14:17
      Czyli to wszystko kwestia pieniędzywink Są mądre, wykształcone, na
      bieżąco się eduukują i podnoszą kwalifikacje, tylko ta mamona. Ech...
      Szkoda tylko, że ta "miła" pani położna nie potrafi myśleć logicznie
      i wyciągać wniosków z badań, że takie porody trwają krócej, są
      łatwiejsze, rzadziej i mniej pęka krocze, czyli nie muszą tyle szyć,
      zadowolona pacjentka jest łatwiejsza w obsłudze. Sumując: raz by się
      schyliła, a za to by więcej czasu na serial i n-tą kawę miaławink
      Mój wywód można tejże przedstawićsmile
    • oldzinka Re: a w szpitalu... 02.09.09, 14:49
      To u nas standard. Dobrze, że chociaż można przyjmować porody w
      pionie jak się położnej chce. Bardzo często ordynator zabrania
      takich wygłupów i wtedy nawet mądra położna nic nie wskóra.
      • jola-kropek Re: a w szpitalu... 02.09.09, 15:03
        nie moge tego po prostu sluchac... brrrrrrrrrr
    • kaakaa inny kwiatek 02.09.09, 16:35
      I znów, ta sama ambitna studentka (S) i inna młoda położna (P). Dziecko jest już
      szczęśliwie na świecie, czekamy na poród łożyska. Oczywiście III okres
      prowadzony aktywnie, czyli rodząca dostała 5 j. oksytocyny. Czekamy, czekamy,
      łożysko się nie rodzi. Młoda położna pociąga za pępowinę (przy dezaprobacie
      ambitnej studentki) ale nadal nic się nie dzieje. Mija 10-15 minut. Nic się nie
      dzieje, poza tym, że noworodek płacze rozpaczliwie. Ambitna studentka nieśmiało
      proponuje:
      S: To może dziecko przystawić, żeby się to łożysko odkleiło?
      P: Nie teraz! Teraz czekamy na łożysko. Jak się urodzi, to będzie czas, żeby
      przystawiać!
      S: confused
      W chwilę później rodzi się szczęśliwie kompletne łożysko. Choć niestety
      "wspomagane" pociąganiem za pępowinę i uciskaniem brzucha confused
      Za chwilę okazuje się, że macica słabo się obkurcza i krwawienie jest dość duże.
      Rodząca dostaje jeszcze oksytocynę. Dziecko nadal płacze nieprzystawione...
      • hatchalit Re: inny kwiatek 02.09.09, 16:59
        Mi to się ryczeć chce, jak czytam coś takiego uncertain
        • juleg Re: inny kwiatek 03.09.09, 08:11
          I gdyby jej logicznie spróbować wytłumaczyć, nie dałaby rady zmienić swojej taktyki?
          • abiela Re: inny kwiatek 03.09.09, 10:51
            Bardzo źle mi na psychikę działają takie opisy....
            • pilka87 Re: inny kwiatek 03.09.09, 13:21
              Strasznie to smutne, zwłaszcza ten drugi opis, z maleństwem..
    • ph78 Re: a w szpitalu... 03.09.09, 13:41
      Kaakoo, a Ty byś się nie mogła rozklonować?
      Albo zrobić jakiegoś puczu w MZ i przejąć rządów?
      W imię dobra wszystkich rodzących kobiet polskich!!!
      • kropkaa Re: a w szpitalu... 03.09.09, 15:35
        Kaakaa się stara, ale kloniki jeszcze małewink
        • kaakaa Re: a w szpitalu... 03.09.09, 17:23
          Hola, hola, to nie żadne "kloniki" tylko po bożemu spłodzony przychówek! wink W
          dodatku w przeważającej części płci męskiej, więc mam nadzieję, że położnictwem
          się zajmować nie będzie.
          Tylko Irenka jak podrośnie, to może iść w ślady swojej genialnej imienniczki
          położnej, ale decyzja będzie należała do niej.
          • kaeira Re: a w szpitalu... 03.09.09, 17:33
            kaakaa napisała:
            > w przeważającej części płci męskiej, więc mam nadzieję, że położnictwem
            > się zajmować nie będzie.

            Ale przecież bywają mężczyźni-położne smile
            www.swissinfo.ch/eng/index.html?siteSect=107&sid=5677561&cKey=1120650882000
            www.pennlive.com/bodyandmind/index.ssf/2009/09/male_midwife_attends_to_the_bi.html
            www.guardian.co.uk/lifeandstyle/2003/may/14/familyandrelationships.nhs
            • kaakaa Re: a w szpitalu... 03.09.09, 19:38
              Owszem, bywają mężczyźni-położni. Podobnie jak kobiety-hutnicy. Ale dla mnie to
              jakieś wynaturzenie jest. Ja tradycjonalistka.
              Może właśnie zaprezentowałam się jako patryjarchalny beton, ale, niestety,
              popieram tradycyjny podział ról w społeczeństwie. Ot, takie drobne odchylenie w
              naszych postępowych i tolerancyjnych czasach.
              • monicus Re: a w szpitalu... 03.09.09, 20:28
                ja im starsza i wiecej dzieci mam tym bardziej na prawo, na prawo. juz nawet
                berecik z antenka z moheru dziergam. choc uwazam ze kobieta w jakims stopniu
                zawodowo powinna byc aktywna i niezalezna. to z doswiadczen rodzinnych mam. za
                to nie wiem jeszcze jak to pogodzic zeby (mi sie to udalo - ale to specyfika
                zawodu) byc z dziecmi i zarabiac smile
                • kropkaa Re: a w szpitalu... 04.09.09, 23:55
                  A ja odwrotnie...
              • kaeira Re: a w szpitalu... 04.09.09, 10:47
                No cóż, ja absolutnie tradycjonalistką nie jestem... ale dla mnie osobiście także ginekolog-położnik płci męskiej to jakieś wynaturzenie. wink Na pewno nie chciałabym rodzić z męską położną.

                Ale tak w ogóle - skoro są faceci, którzy chcą się tym zajmować i dobrze to robią, i kobiety, które chcą z nimi rodzić... to dla mnie to się dzieje, no... "naturalnie". Odstępstwo od normy nie musi być "nienaturalne".
                Nie bardzo rozumiem dlaczego mężczyzna może być akceptowany jako lekarz, a nie jako położna. Zapewne bycie dobrą położną wymaga większej empatii/ciepła/wyczucia itp. niż ma większość mężczyzn. Ale przecież są i tacy, którzy mają te cechy lepiej rozwinięte niż niejedna kobieta.

                Ale oczywiście nie chcę cię przekonywać do zmiany swoich przekonań czy planów/nadziei dla potomstwa... tak sobie tylko piszę. smile
                • clementine_kruczynski Re: a w szpitalu... 04.09.09, 23:09
                  kaeira napisała:

                  > No cóż, ja absolutnie tradycjonalistką nie jestem... ale dla mnie osobiście
                  także ginekolog-położnik płci męskiej to jakieś wynaturzenie. wink Na pewno
                  > nie chciałabym rodzić z męską położną.

                  Oj tam, od razu nie chciałam. Facet przynajmniej ma jakiś dystans, nie będzie
                  się spoufalał, jak to się zdarza niektórym paniom ("No, mamuśka, to co, rodzisz
                  dzisiaj?" wink )

                  www.tvn24.pl/28377,1607142,0,1,meska-rzecz,fakty_wiadomosc.html
                  z panem ze Szczecina miałam styczność i bardzo mi się podobało jego podejście do
                  pracy
                  • oldzinka Re: a w szpitalu... 04.09.09, 23:35
                    To ciekawe, że pan położny z Warszawy mówi o tym, że na porodówce
                    więcej się zarabia i ciężej się dostać niż na noworodkowy. Tak jest
                    Kaakaa? Orientujesz się?
                    • kaakaa Re: a w szpitalu... 05.09.09, 10:58
                      To zależy od szpitala.
                      • abiela Donka 05.09.09, 11:44
                        Koleżanka próbowała, ale b. cieżko się dostać do szkoły dla położnych
                        i jednak nie puścili jej przez egzamin. Ona odejrzewa, że dlatego, że
                        ma trójkę i nie jest tak dyspozycyjna. Ale u was może być inaczej. Tu
                        na rok jest chyba tylko 20 miejsc w szkole.
                        • kaakaa Re: Donka 05.09.09, 12:54
                          To zapraszam do nas - jest 300 miejsc i chętnych chyba mniej niż tych miejsc,
                          więc przyjmują każdego sad Może to jest poniekąd wytłumaczenie poziomu naszych
                          położnych... ???
                          • kropkaa Re: Donka 05.09.09, 13:04
                            Kaakaa, a Ty robisz jednym ciągiem pięć lat, czy dwustopniowe są
                            studia? A jeśli dwustopniowe to możesz zakończyć na licencjacie,
                            skoro mgr już masz, czy trzeba całość?
                            • 987ania Re: Donka 05.09.09, 13:51
                              studia są dwustopniowe, najpierw licencjat potem mgr ale po lic. ma się prawo
                              wykonywania zawodu, nie trzeba robić mgr.
                              • abiela Re: Donka 05.09.09, 15:05
                                Ale w Niemczech to nie studia, tylko chyba trzyletnie wykształcenie.
                                • 987ania Re: Donka 05.09.09, 16:30
                                  w Niemczech jest inny system ale chodzi o to samo. Ma być 5400h kształcenia aby
                                  mieć uprawnienia, w PL postanowili, że będzie to system akademicki w innych
                                  krajach są to szkoły pomaturalne ale czasami też studia.
      • kaakaa Rozklonować się? 03.09.09, 17:20
        Niestety nie potrafię i chyba nawet gdybym potrafiła, to bym się nie zdecydowała
        - ja naturalistka jestem - żadne takie fiki miki ze mną nie przejdą wink
        Ale znalazłam inny sposób - intensywnie indoktrynuję koleżanki ze studiów.
        Niektóre są nawet dość podatne. Jak mi ich w szpitalach na praktykach nie
        popsują, to spodziewajcie się za rok wysypu fajnych położnych smile
        • ph78 Re: Rozklonować się? 04.09.09, 15:28
          Gdyby nie to, że jestem uskrzydlona po wczorajszej wizycie anielskiej
          położnej naszej do domówki, to chyba bym wyła przed monitorem z
          przedporodowego przerażenia...

          Indoktrynuj i walcz!
          Dzięki Ci, dobra kobieto smile
    • kaakaa Jeszcze nowszy kwiatek... 03.09.09, 17:52
      Rodzi młoda kobietka. Pięknie jej to idzie - dobrze znosi skurcze, postęp jest
      szybki. Mimo to, na wejściu na salę porodową, przy 7 cm. dostaje dożylnie leki
      rozkurczowe. Poród prowadzi wytrawna położńa. Ambitna studentka znowu ma szanse
      "pouczestniczyć", żeby się nauczyć czegoś nowego.
      Po badaniu wewnętrznym (prawie pełne rozwarcie ale główka jeszcze wysokooooo)
      rodząca jak może usiłuje okryć się skąpym prześcieradełkiem, które ma do
      dyspozycji. Ambitna studentka, pomaga i przykrywa. Wytrawna położna - odkrywa.
      Rodząca szuka ręką prześcieradełka. Studentka przykrywa. Położna odkrywa.
      Rodząca znów szuka. Studentka pomaga się okryć. Położna odkrywa. Rodząca z
      pomocą studentki się przykrywa. Położna odkrywa.
      P: Co się Pani tak przykrywa? Tu przecież sami swoi są! Proszę się nie
      przykrywać, bo ja tu muszę widzieć!
      S: Ja rozumiem, że Pani może się czuć skrępowana, co to za przyjemność gołą pupą
      przy ludziach świecić. Pozwólmy Pani się przykryć chociaż między skurczami.
      P: A co tu się krępować? Pani młoda jest i ładna. A tu się nikt obcy nie kręci.
      Na te słowa do sali zagląda salowa. Studentka korzystając z okazji (położna
      rozmawia z salową) przykrywa panią mrugając do niej porozumiewawczo wink

      Ten sam poród. Komentarze wytrawnej położnej:
      - No, już dwie godziny tu siedzę i nic. Przecież na innych salach też coś się
      dzieje, ja tu nie mogę cały dzień siedzieć!
      - Jak się zaraz nie ruszy to oksytocynę podłączę.
      - Do niczego masz te skurcze! Za krótkie i za słabe. Nic z tego nie będzie!
      - Jak masz tak przeć, to już lepiej żebyś wcale nie parła!
      - Pani w ogóle nie współpracuje! Przecież ja chcę pomóc! Proszę mnie słuchać i
      robić, co każę!
      - Co tak Pani oczami wywraca?! Proszę się zachowywać normalnie!

      I końcóweczka tego samego porodu. Od jakiegoś czasu pełne rozwarcie. Skurcze
      parte. Zrugana za samowolne udzielanie odpowiedzi na pytania rodzącej ambitna
      studentka zamilkła (choć to nie leży w jej naturze) i udziela się tylko badając
      tętno dziecka po skurczach i podpowiadając rodzącej, jak oddychać. Dialog między
      rodzącą a położną. Rodząca (R) leży na łóżku, odkryta. Wytrawna położna
      (P)siedzi sobie na krzesełku i z dystansu 2-3 m. od niechcenia obserwuje krocze.
      R: - Idzie skurcz!
      P: - Nie ma skurczu!
      R: - Idzie!
      P: - Nie przyj!
      R: - Mogę poprzeć?
      P: - NIE!
      R: - Proszę!
      P: - Jeszcze NIE!
      R: - Błagam!!!
      P: - NIE!

      Pytanie konkursowe - jak długo ambitna studentka to zniesie??? sad
      • hyris Re: Jeszcze nowszy kwiatek... 03.09.09, 19:41
        załamałam się sad

        ja już za stara, żeby się od zera kształcić, więc położną nie
        zostanę sad

        ale może chociaż na szkolenie dla douli się zapiszę?
      • jusder Re: Jeszcze nowszy kwiatek... 03.09.09, 19:55
        o matko i córko,
        teraz to już przegięcie na calego ...
        jak dobrze, że rodzilam w domu bo jak by mi się taka polożna trafila
        to by się to obdukcją skończylo - polożnej.

        najlepsze jak da mnie:
        > - Co tak Pani oczami wywraca?! Proszę się zachowywać normalnie!

        • w_oparach_absurdu Re: Jeszcze nowszy kwiatek... 04.09.09, 10:32
          jak znam siebie to pewnie bym sie "wypiela" na taka polozna, doslownie i w
          przenosni, a swoja droga to jak czytam takie kwiatki to az ,mnie korci zeby
          polozna zostac... tylko to juz troche pozno i niestety brak warunkow zeby sobie
          postudiowac...
      • donkaczka Re: Jeszcze nowszy kwiatek... 04.09.09, 10:45
        kaakaa aurola o sufit nie haczysz? bo swieta trzeba byc zeby wytrzymac

        pokolenia sa potrzebne, zeby sie cala mentalnosc personelu medycznego zmienila
        uwierzycie, ze jak w de w szpitalu zniknelam na godzine na obiad i pielegniarki
        sie z mala bawily (bo tu nikt dzieciom plakac nie da) to jak wrocilam dwie
        pielegniarki, dorosle kobiety lezaly na podlodze na srodku izby przyjec i
        puszczaly z nia banki??

        o poloznych tu nie wspominam nawet smile inna klasa podejscia
        • kaeira Re: Jeszcze nowszy kwiatek... 04.09.09, 10:48
          donkaczka napisała:
          > kaakaa aurola o sufit nie haczysz? bo swieta trzeba byc zeby wytrzymac

          No właśnie.
          • gobisha Re: Jeszcze nowszy kwiatek... 04.09.09, 13:30
            wlosy mi deba staja jak to czytam...
      • kropkaa Re: Jeszcze nowszy kwiatek... 04.09.09, 11:23
        Tylko jedno mi się ciśnie na usta. Q... mać!
    • kaakaa jeszcze taki kwiatuszek... 04.09.09, 16:12
      ... stykam się z nim codziennie ale jakoś przywyknąć nie mogę i wciąż bardzo
      mnie razi. Instruktarz do parcia:
      - Nabieramy dużo powietrza i przemy jak na kupę! No, robimy dużą, twardą kupę!
      • monicus Re: jeszcze taki kwiatuszek... 04.09.09, 16:16
        śmiac sie czy plakac? i to kobieta kobiecie...
        • hyris Kaakaa! 04.09.09, 17:39
          Mam 31lat. Napisz mi, że jestem za stara na studia i zmianę zawodu.
          Proszę napisz. Bo mnie taki wkur.... chwyta jak czytam te opowieści
          szpitalne, że normalnie spać nie mogę...
          • kaakaa Piękny wiek... 04.09.09, 18:14
            ... w sam raz na nowe studia!
            Znam co najmniej dwie osoby, które właśnie w takim wieku zaczęły studiować
            położnictwo smile !!!
            • hyris Re: Piękny wiek... 04.09.09, 18:37
              przestań!!!!!!!!!!!

              aż mnie młode w brzuchu skopało, więc nie chcę wiedzieć, co
              powiedziałby mój mąż wink
              • kaakaa Re: Piękny wiek... 04.09.09, 18:39
                hyris napisała:

                > co
                > powiedziałby mój mąż wink

                Popukałby się w czoło? wink
                • hyris Re: Piękny wiek... 04.09.09, 18:49
                  przy okazji przypomniał, że trójka dzieci plus praca i studia, to
                  może nie jest optymalna wizja wink

                  no, gdybym na księgową chciała się przekwalifikować, to jeszcze by
                  może zrozumiał....
            • monicus Re: Piękny wiek... 04.09.09, 19:01
              tez o tym mysle czasami ale jak pomysle o dupogodzinach... nienawidze szkoly
              • hyris Re: Piękny wiek... 04.09.09, 19:10
                ja szkołę lubię bardzo, ale szósty rok już żyję z tego, że stoję po
                drugiej stronie, więc nie wiem, czy potrafiłabym się przestawić wink

                jak urodzę, to o tym pomyślę, bo teraz mi hormony ciążowe mózg
                atakują smile
                • monicus Re: Piękny wiek... 04.09.09, 19:21
                  ja sie lubie uczyc i zglebiac. ale nie w szkole sad zeby tak byly studia co sie
                  dostaej program i na polrocze zdaje egzaminy... ehhhh najlepiej na odleglosc smile
                  • donkaczka Re: Piękny wiek... 05.09.09, 10:16
                    a wiecie, ze i ja o tym mysle tez? co prawda najpierw jezyk i dzieciaki wypchnac
                    w swiat, ale moze.. moja polozna sie przekwalifikowala przed 30, ja co prawda
                    kilka lat pozniej bym zaczynala, ale co to za roznica wink
    • kaakaa Kolejny podsłuchany kwiatuszek... taki malutki ;-) 16.09.09, 20:26
      Przyszła na oddział pani w ciąży, żeby umówić się z jakąś położną na
      indywidualną opiekę. Pani w ciąży (C) sonduje położną (P):
      C: A w drugim okresie będę mogła być w jakiejś wertykalnej pozycji? Na przykład
      w kucki?
      P: Tak, oczywiście! Tylko na ostatnie 3-4 skurcze zaproszę panią na łóżko. Ale
      będzie tam pani w pozycji półsiedzącej. Tak będzie pani najwygodniej. Bo to może
      potrwać nawet godzinę...
      confused
    • kaakaa świeżynka 18.09.09, 19:50
      Pani w ciąży (C) przyszła do szpitala porozmawiać sobie z położną (P) o tym,
      czego może się tu w czasie porodu spodziewać.
      C: Czy można liczyć na ochronę krocza?
      P: Oczywiście! Jako ochronę krocza stosujemy nacięcie. I to jest ochrona, bo
      inaczej to nam pani pęknie po sam odbyt.

      Miałam ochotę zaproponować tej położnej dekapitację jako ochronę przed wszelkimi
      dolegliwościami confused
      • kaeira Re: świeżynka 18.09.09, 19:57
        Zawsze zastanawia mnie, jak takie osoby odpowiadają na argument typu "ale w
        Holandii/UK/... nacina się tylko 12/20/... procent rodzących"
        • monicus Re: świeżynka 18.09.09, 21:24
          pewnie ze polki to nie holenderki
          • 987ania Re: świeżynka 18.09.09, 22:15
            My mamy inne pochwy i stąd to nacinanie. Ale za to Holenderki potem swoje macice
            ciągną za sobą a my dzięki polskim lekarzom i położnym mamy nasze na miejscu. A
            Wy wybrzydzacie.
            Kaakaa a Ty teraz gdzie masz zajęcia?
            • kropkaa Re: świeżynka 18.09.09, 22:42
              Dokładnie tak jest i ja się zgadzam.
              Polski lekarz i położna wie, co robi i żadna tam Angielka czy
              Holenderka nie będzie przykładem. Zgniły Zachód i już.
              • kaakaa Re: świeżynka 19.09.09, 05:55
                No, proszę, ile mądrych argumentów za tym, żeby profilaktycznie nacinać! wink
                A gdzie mam zajęcia, to zdradzić nie mogę - ochrona danych i tajemnica zawodowa wink
                Dość powiedzieć, że to jeden z lepiej ocenianych szpitali... confused
                • donkaczka Re: świeżynka 19.09.09, 09:51
                  o jejciuniu

                  kakaa, a pwoiedz mi, na ile swiadoma poloznica ma szanse wywalczyc sobie porod?
                  kurcze, przeciez nikt sie z kroplowka strzykawka nie zaczai, na lozko tez nie
                  wciagna sila..

                  z druiej strony, jak ktos ma sile decydowac o swoim ciele i przebiegu porodu, to
                  rodzi w domu wink
                  • kaakaa Re: świeżynka 19.09.09, 20:38
                    donkaczka napisała:

                    > kakaa, a pwoiedz mi, na ile swiadoma poloznica ma szanse wywalczyc sobie porod?
                    > kurcze, przeciez nikt sie z kroplowka strzykawka nie zaczai, na lozko tez nie
                    > wciagna sila..

                    Hmmm, jednym ze sposobów jest umówienie się na poród z położną, o której się
                    wie, że da się z nią dogadać. Choć to też nie daje pełnej gwarancji.

                    A w kwestii czajenia się z kroplówką...
                    Widziałam ostatnio taki poród:
                    Pani chciała naturalnie. Nawet bez wenflonu. Umówiona wcześniej położna
                    przystała na taki układ, choć oczywiście poinformowała o ewentualnym ryzyku
                    związanym z brakiem zabezpieczonego dostępu do żyły. Wszystko było dobrze do
                    momentu urodzenia dziecka. Potem na salę wtargnęła lekarka i chciała rodzącej
                    koniecznie podać oksytocynę na łożysko, bo na pewno bez tego się nie urodzi.
                    Położna uprosiła, żeby nie podawać, bo rodząca nie ma wenflonu i wcale tej
                    oksytocyny nie chce a łożysko pewnie zaraz urodzi się bez tego. Łożysko się
                    urodziło. Kompletne. Jednak lekarka czuła się chyba niezrealizowana, bo jojczyła
                    tak długo, aż pani (która już w tym momencie nie była rodząca) wyraziła zgodę na
                    podanie kroplówki z oksytocyną "żeby się macica po porodzie lepiej obkurczała".
                    Więc sam już nie wiem, czy aby na pewno się nikt z tą kroplówką nie czai... confused
                    • donkaczka Re: świeżynka 20.09.09, 12:45
                      aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa
                      umarlam

                      szkoda, ze na lekach jednych sie tnie, a inne jak widac wciska bez opamietania,
                      chyba ze oksytocyna, igly tansze sa od papieru toaletowego..
                      babce to juz chyba rybka byla smile swoja droga na obkurczanie kroplowka, jak sie
                      nam biednym macice obkurczyly wink
                      mi po kazdym porodzie zwijaly sie tak szybko, ze polozne uwierzyc nie mogly,
                  • bonga_dax1 Re: świeżynka 21.09.09, 09:18
                    donkaczka napisała:


                    > kurcze, przeciez nikt sie z kroplowka strzykawka nie zaczai,

                    A ja tam w dobrej wierze zgodziłam się na wenflon i zanim się obejrzałam
                    dostałam zastrzyk przeciwskurczowy "żeby się pani lepiej spało", bo "jutro"
                    będzie pani rodzić (była 1 w nocy). Uwierzcie mi, że nie zdążyłam zaprotestować
                    jak już miałam całą zawartość strzykawki w żyle. Są w tym dobre. Skończyło się
                    cesarką.
                • marianna0077 Re: świeżynka 19.09.09, 10:28
                  No pewnie, że śmierdzący ten Zachód. Poczuł każdy, kto przekroczył
                  zachodnią granicę. A w Holandii to już potwornie śmierdzi. Bo nie
                  dość że te biedne kobiety ciągną za sobą macice to jeszcz posikują
                  przy każdym kroku i nie mają żadnej kontroli nad gazami. Nie to co
                  my, pięknie porozcinane i pozaszywane eleganckie kobiety.
                  A tak baj de łej Holandii. Kilka miesięcy temu stałam u mnie w
                  szkole w kolejce do sekretariatu z grupą młodych dziewczyn. Jedna
                  opowiadała z zaangażowaniem jak to jej bratowa ma przeje... bo w
                  Holandii mieszka i tam jej proponują w domu rodzić. A to przecież
                  takie OBLEŚNE (wykrzywiła się jak do wymiotowania). Oczywiście nie
                  mogłam się powstrzymać smile. Z uśmiechem się wtrąciłam, że serdecznie
                  polecam taki poród, że to wspaniałe przeżycie. I w tym momencie
                  wszystkie spojżały na mnie i zeskanowały wzrokiem od pasa w dół
                  jakbym wciąż z dyndającą pępowiną chodziła zostawiając krwawe
                  smugi smile. Wszystkie zrobiły to automatycznie. Były wyraźnie
                  zniesmaczone smile

                  I mam pytanie do Kaaki: czy zaglądasz na pocztę gazetową? Bo
                  napisałam do Ciebie wiadomość.
                  • kaakaa Re: świeżynka 19.09.09, 20:39
                    marianna0077 napisała:

                    > I mam pytanie do Kaaki: czy zaglądasz na pocztę gazetową? Bo
                    > napisałam do Ciebie wiadomość.

                    Zaglądam czasem. Odpisałam smile
    • ciociacesia zajrzałam sobie rocznicowo 21.09.09, 11:39
      i mnie skreciło. no masakra. dobrze ze mi sie kojny poród długo jeszcze nie
      szykuje...
      jakos o tej porze dostałam pierwsza oxytocyne smile i radio grało i ukochany w
      fotelu przysypiał.
    • kaakaa No, to chwilowa przerwa... 25.09.09, 20:35
      Dziś odbyłam ostatni dyżur na sali porodowej w ramach tego, co miałam do
      odpracowania w ubiegłym roku akademickim. Kolejne zajęcia chyba dopiero w
      styczniu. Mam dużo czasu na zebranie sił na to trudne doświadczenie.
      I na koniec kwiatek dzisiejszy.
      Ambitna studentka zachwala szpital powiatowy w Pucku, w którym miała przyjemność
      odbywać praktyki. Że cud-miód i sama natura. Na to wytrawna położna, z nutką
      oburzenia:
      - No, tak, to oni tam nic nie robią! Same im te kobiety rodzą! Tylko się
      przyglądają!

      Hmmmm... a może nie trzeba wiele więcej robić poza "przyglądaniem się"...?
      • monicus Re: No, to chwilowa przerwa... 25.09.09, 20:51
        trza bylo powiedziec, ze jak same zrobily to same rodza
      • kropkaa Re: No, to chwilowa przerwa... 25.09.09, 21:48
        A jakby ta pani też "nic nie robiła poza przyglądaniem się"... Nie
        chciałaby tak???
        • kaakaa Re: No, to chwilowa przerwa... 26.09.09, 08:01
          Pewnie czułaby się niezrealizowana, bo bardzo ambitna jest... confused
          • marianna0077 Re: No, to chwilowa przerwa... 26.09.09, 12:01
            Same??
            Jestem pod wrażeniem. To bardzo wywrotowa treść, że kobiety potrafią
            rodzić same, bez dyrektyw specjalistow? Odważna ta położna, taką
            myśl wypowiedzieć na głos wink
    • kaakaa Nowy szpital i nowe kwiatki... 07.01.10, 20:26
      Ambitna studentka znów na praktykach wink Całkiem nowy szpital. Mało tu się
      dzieje, więc i kwiatków trochę mniej ale po pierwszym dyżurze mam dla Was takie
      dwa smaczki:
      1.
      Osoba oprowadzająca nas po oddziale i pokazująca nam sale porodowe chwali się
      sprzętem dostępnym dla rodzących:
      - Mamy też stołeczki porodowe. Wprawdzie panie na nich nie rodzą ale mogą z
      nich korzystać w I okresie porodu.

      W tym miejscu ambitna studentka zaczęła się zastanawiać, czy aby na pewno wie do
      czego przeznaczony jest stołeczek porodowy... confused

      2.
      Ordynator (O) wraz z lekarzem stażystą (S), w obecności ambitnej studentki (AS)
      przyjmują na salę porodową nową rodzącą. U pani od ok. dwóch godzin odpływa
      czysty płyn owodniowy, czynności skurczowej póki co nie ma. Ordynator przepytuje
      stażystę:
      O: I co pan zrobi w tej sytuacji, panie kolego?
      S: Podam oksytocyn! - rzuca z niezachwianą pewnością
      AS: Nie wytrzymuje i niewątpliwie się naraża, ale prawie krzyczy - No,
      pewnie! Najlepiej zaraz oksytocyną kobietę atakować!

      S: Patrzy lekko zdezorientowany...
      O: Poklepuje ambitną studentkę uspokajająco po ramieniu i wyjaśnia stażyście:
      Nie, nie ma wskazań do podania oksytocyny. Pani ma czas. Będziemy obserwować.
      AS myśli sobie: zapunktował u mnie ten ordynator wink
      • kawo-szka Re: Nowy szpital i nowe kwiatki... 07.01.10, 21:19
        No, Kaakaa - do odważnych świat należy! smile Fajnie, że ordynator także potępił
        takie rozwiązanie smile

        A co do tego stołka - to się uśmiałam.
        Gorzko...
        • fizula Re: Nowy szpital i nowe kwiatki... 07.01.10, 22:17
          > A co do tego stołka - to się uśmiałam.
          > Gorzko...

          A ja to się nie uśmiałam, bo u nas do tego samego służą stołki porodowe: czyli
          do pokazywania studentom, uczącym się położnym.
          Ech, życie.
      • eszmeraldka Re: Nowy szpital i nowe kwiatki... 07.01.10, 23:14
        a do czego się przydaje taki stołek w I okresie? i czym różni się od zwyczajnego stołka w takim układzie?
        • kaakaa Re: Nowy szpital i nowe kwiatki... 07.01.10, 23:39
          eszmeraldka napisała:

          > a do czego się przydaje taki stołek w I okresie? i czym różni się od zwyczajneg
          > o stołka w takim układzie?

          No, właśnie jak do tej pory podejrzewałam, że nie przydaje się do niczego w I
          okresie, bo znacznie wygodniej jest wtedy siedzieć na czymś normalnym albo na
          piłce, czy innym worku sako. Ale może powinnam uaktualnić swoją wiedzę wink
          • kawo-szka Re: Nowy szpital i nowe kwiatki... 08.01.10, 01:33
            Teraz się będziecie śmiały w takim razie smile Bo to ja dałam ciała big_grin
            sądziłam, że tak jak w filmie "Porodowy biznes (cz.02/09,
            www.youtube.com/watch?v=kJMLN99fNq0 od 6min.50sek.) lekarz
            pokazuje stołek, na którym siedzi przyjmując poród w pozycji
            wertykalnej smile Dlatego zareagowałam śmiechem smile
        • amparito Re: Nowy szpital i nowe kwiatki... 08.01.10, 07:57
          Nam się przydał tongue_out
          Ja wprawdzie głównie klęczałam na podłodze, ale na początku jeszcze zaanektowałam zwykły stołek i między skurczami przenosiłam się na niego. Dla męża został już tylko stołek porodowy. I tak siłą rozpędu spędził na nim dużą część pierwszego okresu.
          A później to ja go użyłam smile To bardzo fajny sprzęt smile
    • kaakaa Re: a w szpitalu... 10.01.10, 21:45
      Dzisiejszy kwiatek dość pospolity jest, niemniej w takim wydaniu na żywo
      widziałam po raz pierwszy więc się podzielę:
      Doświadczony pan doktor odbiera poród. Przed położeniem dziecka na brzuchu mamy
      każe rozłożyć na nim... sterylną serwetę..., na której dziecko leży do momentu
      odpępnienia, czyli ok 2 minut... Następnie przejmują je "noworodki". Dziecko (po
      urodzeniu całkiem zdrowe) nie wraca do mamy przez najbliższe 2 godziny. Potem
      nie wiem co było, bo poszłam do domu.
      I to by było na tyle jeśli chodzi o kontakt "skóra do skóry" i wczesne
      rozpoczynanie karmienia confused

      A tak poza wszystkim, to przechodzę kryzys. Uczestnicząc w porodach szpitalnych
      mam poczucie, że robię krzywdę tym biednym kobietom i ich dzieciom. Sytuacja
      patowa, żeby kiedyś w przyszłości móc kobietom pomagać dziś muszę im szkodzić by
      zdobyć ten nieszczęsny papier sad

      Może na mojego doła ma wpływ pierwsza poważna reprymenda otrzymana dziś od
      lekarza za wtrącanie mu się w pracę. Co ja poradzę, jak nie mogę stać spokojnie,
      gdy ktoś straszy i tak zestrachaną rodzącą? Obawiam się jednak, że przez swoją
      niewyparzoną gębę napytam sobie biedy sad Trzymajcie za mnie kciuki - jeszcze
      tylko trzy dyżury w tym szpitalu i mam nadzieję, że nigdy więcej... Oby udało
      się trzymać dziób w ciup...
      • kaczkastrofa Re: a w szpitalu... 10.01.10, 21:55
        kaaka dzielna bądź i trzymam za Ciebie kciuki. Swoją drogą lekarze
        strasznie nie lubią jak im się zwraca uwagę i to w dodatku od
        studentki, no jak mogłaś no powiedz mi to proszę?!wink
      • kawo-szka Re: a w szpitalu... 10.01.10, 22:34
        Kaakaa - jesteś i tak wielka, choćby tutaj dla nas! Mogę sobie wyobrazić
        jakie to paskudne uczucie, gdy nie można realizować się w pełni, pomagając
        rodzącym, ale uwierz mi - niedługo będziesz Aniołem frunącą na swoich własnych
        pięknych skrzydłach smile)

        Oczywiście mocno ściskam za Ciebie kciuki!
        • 987ania Re: a w szpitalu... 10.01.10, 23:37
          Znam to uczucie z własnej codziennej pracy. Na szczęście na oddziałach
          dziecięcych jest trochę lepiej niż u dorosłych a i moja specjalizacja wymusza
          humanitarne i mądre postępowanie. Niemniej jednak i tak bywa, że mnie skręca a
          jestem na okresie próbnym i nie mogę za bardzo pyskować. Na razie siedzę cicho
          pamiętając o tym, żeby mi język głowy nie uciął.
          • viewiorka Re: a w szpitalu... 11.01.10, 11:18
            Ja co prawda nie ambitna studentka, ani nie położna, ale chciałam się podzielić (jeśli można) co sama zasłyszałam w szpitalu gdzie rodziłam moje pierwsze dziecko.
            Otóż po porodzie leżałam na sali z 2 dziewczynami po cc (sama rodziłam sn). Do jednej z nich (młoda 20-letnia dziewczyna) przyszła w odwiedziny jej mama i wyjechała z tekstem "masz szczęście, że miałaś cesarkę, bo po porodzie naturalnym macica musi sie obkurczać, a to bardzo bolesne". Jako co prawda laik, ale trochę wiedzy jakieś tam miałam wtrąciłam od siebie nieśmiało, że przecież po cesarce też się musi obkurczyć... Na to mamuśka z fochem, że nieprawda i ona wie lepiej, bo jest położna i przez 20 lat pracowała w zawodzie..
            Myślałam, że z łóżka spadnę.
            • kaczkastrofa Re: a w szpitalu... 11.01.10, 12:25
              też bym spadła.
              smile
      • gos85 Re: a w szpitalu... 12.01.10, 13:43
        kaakaa trzymam kciuki, wytrzymaj, będziesz świetną położną, przecież nie musisz przyjmowac porodów w szpitaluwink
        • kaakaa Re: a w szpitalu... 12.01.10, 15:14
          gos85 napisała:

          > przecież nie musisz
          > przyjmowac porodów w szpitaluwink

          Sęk w tym, że teraz muszę, bo mi bez tego dyplomu nie dadzą sad
          • gos85 Re: a w szpitalu... 12.01.10, 17:35
            to teraz wytrzymaj..a potem jak już będziesz mieć dyplom..wink
          • 987ania Re: a w szpitalu... 12.01.10, 22:16
            kaakaa a tak z ciekawości czy sam dyplom lic. wystarczy, żeby bez stażu
            przyjmować porody i mieć działalność? I drugie pytanie czy po 3 latach studiów
            czujesz się na siłach przyjmować porody w domu sama?
            • kaakaa Re: a w szpitalu... 12.01.10, 23:07
              Pierwsze pytanie: TAK - dyplom daje prawo wykonywania zawodu wraz ze wszystkimi
              konsekwencjami wynikającymi z ustawy o zawodzie pielęgniarki i położnej.
              Drugie pytanie: To jest bardzo trudne pytanie i chyba nie jestem w stanie
              zwięźle udzielić na nie odpowiedzi, która byłaby dla mnie satysfakcjonująca i
              oddawała w pełni stan mojego ducha i całą złożoność zagadnień jakie stają mi
              przed oczyma duszy przy poruszaniu tej kwestii... Jeśli wiesz, co mam na myśli wink
              A tak na poważnie i w wielkim skrócie:
              * duchowo czuję się gotowa do wspierania kobiet rodzących
              * merytorycznie - czuję, że brakuje mi praktyki położniczej, jednak z moich
              dotychczasowych doświadczeń wynika, że praktyka jakiej jestem w stanie nabyć w
              szpitalu, to nie jest to, co uważam za szczególnie przydatne sad
              Jeszcze krócej - moja głowa i serce czują się gotowe, moje ręce - nie koniecznie wink
              • 987ania Re: a w szpitalu... 12.01.10, 23:55
                Może inaczej. Czy czujesz się gotowa na sytuacje komplikacji? np. widziałaś
                resuscytację, prowadziłaś ją i jesteś w stanie sama ją przeprowadzić. Ja bym się
                bała braku doświadczenia, takiej trochę rutyny, która daje spokój w działaniu.
                Moja branża zupełnie inna ale ja mimo kilku miesięcy pracy w anestezjologii nie
                jestem gotowa na wiele sytuacji. Nie chodzi mi o to, żeby straszyć komplikacjami
                ale o swoje poczucie bezpieczeństwa, które przekazuje się pacjentowi. Późno
                jest, piszę niezbyt jasno ale mam nadzieję, że się rozumiemy smile
    • kaakaa Re: a w szpitalu... 12.01.10, 15:19
      Dzisiejszy kwiatek, z jeszcze innego szpitala. Wstyd mi, bo wyjdzie na to, że
      podsłuchiwałam ale ja tylko tak przypadkiem usłyszałam jak jeden doktor mówi do
      drugiego doktora... A było tak. Przyszła pani do planowego cc. Ze skurczami. W
      wywiadzie dwa wcześniejsze cc (stąd wskazanie) oba wykonane przy dużym
      zaawansowaniu porodu. Pani czeka na swoje cc. Akcja skurczowa się rozwija.
      Niektórzy bardzo przeżywają. Słyszę ja sobie jak jeden doktor klaruje drugiemu
      doktorowi, że najwyższa poro się panią zająć:
      - Jak jej zaraz nie zoperujemy, to ona nam tu urodzi! Jest po dwóch cc! Przecież
      nie możemy jej tego zrobić!
      • bonga_dax1 Re: a w szpitalu... 13.01.10, 08:26
        Piękne, piękne. Może mnie się uda trafić na "leniwych" lekarzy i urodzić zanim
        się do mnie ze skalpelem dobiorą wink.
        • kaakaa Re: a w szpitalu... 13.01.10, 14:45
          Spodziewałam się, że Ty i Monicus docenicie tę historię wink
          • soldie Re: a w szpitalu... 13.01.10, 17:02
            kaakaa bardzo dobrze ci idzie zachęcanie nas do porodów domowych smilePrzy tych
            opowieściach to faktycznie uśmiać się idzie po pachy, gdyby nie fakt że to
            rzeczywistośćsad
          • monicus Re: a w szpitalu... 19.01.10, 09:17
            taaaa co za palanty. ale jest to jedno z wyjsc dla mnie jakies wyjscie E albo F smile
      • sugarxxx Re: a w szpitalu... 13.01.10, 17:29
        Kako, a jak się ta historia skończyła? NAiwnie mam nadzieję na happy end...
        • kaakaa Re: a w szpitalu... 13.01.10, 18:29
          Nie wiem, bo nie na tym oddziale byłam ale podejrzewam, że zakończeniem był
          hepyend w postaci cc...
    • kaakaa Widziałam... 18.01.10, 20:23
      Widziałam PAMBUKA przy pracy... sad
      Nic więcej dziś nie napisze, bo niechybnie zostałabym zbanowana za używanie słów
      powszechnie uznawanych za niecenzuralne i obelżywe sad sad sad
      • ciociacesia serce sie kraje jak Cie czytam 20.01.10, 10:57
        co prawda moje macierznskie plany czekaja na lepsze czasy, ale straszne to wszystko.
      • fizula Re: Widziałam... 20.01.10, 10:57
        Kakoo, przepraszam, że Ci zaśmiecam wątek, ale czuję potrzebę, żeby też napisać,
        dlaczego słowo "szpital" kojarzy mi się z niebezpieczeństwem. Niektórzy na
        informację, że 2 razy rodziłam w domu reagują: "Ale ty odważna jesteś", ale po
        tym co ostatnio przeszłam uważam, że trzeba być odważnym, żeby rodzić w
        szpitalu: z obcymi ludźmi, najbardziej zjadliwymi szczepami bakterii, tą całą
        rutyną szpitalną.
        Niestety trafiłam z poronieniem do szpitala jakiś czas temu (prawdopodobnie moje
        infekcje zaszkodziły maluszkowi- w tym opryszczka).
        Było to wieczorem: wyproszono mojego męża i całą noc nikt do mnie nie
        przychodził. Ja za to poszłam do położnej:
        1. Raz, żeby powiedzieć, że poroniłam i że tak dużo krwi tracę, że wszystkie
        swoje podpaski zużyłam, podłogę zalałam. Dostałam podkłady i tyle.
        2. Drugi raz poszłam, żeby poprosić o jeszcze i powiedzieć, że jak tak dalej
        pójdzie to się wykrwawię całkiem. Na co usłyszałam, że na pewno za często
        zmieniam wkładki . Cha cha- strasznie śmieszne- całą toaletę, łóżko, ubranie,
        swoje klapki zalałam.
        Na szczęście znam naturalny sposób pobudzenia wydzielania oksytocyny i
        krwawienie mi się zmniejszyło, jak trochę nad tym popracowałam. Ale anemię mam
        do leczenia na wiele miesięcy.
        Czego jak czego, ale rodząc w domu na pewno ze znieczulicą się nie spotkacie. I
        będziecie pod opieką- a nie bez opieki i ignorowane, bo komuś się chce spać albo
        trzeba komuś innemu pomagać.
        Nie wiem, czy dane mi będzie mieć jeszcze kolejne dziecko, ale jeśli, to zrobię
        wszystko albo bardzo dużo, żeby uniknąć szpitala.
        • bonga_dax1 Re: Widziałam... 20.01.10, 11:21
          Strasznie, strasznie współczuję. Okropna sytuacja, a zachowanie położnych
          skandaliczne. Ja poroniłam w pierwszej ciąży - jak zalałam krwią całą podłogę w
          izbie przyjęć, to potraktowano mnie ze sporym zainteresowaniem. W sumie cały
          personel zachowywał się bardzo ok, a rano mnie wypuścili do domu, więc nie mam
          co narzekać. Jedno tylko "ale" - dziewczyny z ciążą zagrożoną leżały na jednej
          sali z tymi, które właśnie poroniły... Musiały przeżywać prawie taki sam koszmar
          jak my, ech.
          • monicus Re: Widziałam... 20.01.10, 11:58
            jest jeszcze fajniej jak leza przez sciane z tymi co urodzily i slysza kwekania
            noworodkow... dla tych, ktore ronia poraz ktorystam musi to byc bardzo mile.
            • kaczkastrofa Re: Widziałam... 20.01.10, 19:37
              tak, to jest straszne. Nie potrafie wyobrazic sobie cierpienia
              kobiety, która straciła dziecko.
              Niestety w Polsce często nie ma warunków do godnego rodzenia, a do
              ronienia tym bardziej. Jednak myslę, że takie sytuacje, gdy kobieta
              po poronieniu lezy na sali z tą która ma ciążę zagrożoną lub gdzie
              na sali obok są świeżo upieczone matki, nie wynika ze złych chęci
              personelu, tylko z przepełnienia szpitali, braku miejsc w
              oddziałach. Same napewno słyszałyście o tym, że kobiety po porodach
              leżą na korytarzach, czy godzinami oczekują na miejsce na porodówce.
              No właśnie to jest ta bolączka, z którą kobietom przyjdzie się
              mierzyć przez jeszcze wiele lat. Dopóki nie powstaną nowe szpitale,
              lub stare się nie rozbudują.
              A jesli chodzi o personel to no cóż, brak mi słów.
              Można tylko dodać, że nie wszyscy saak beznadziejni.
              Pozdrawiam.
              • juleg Re: Widziałam... 21.01.10, 08:01
                Fizulo, bardzo mi przykrosad
        • edytadk Re: Widziałam... 21.01.10, 09:28
          Bardzo współczuję i życzę dużo wewnętrznej siły i nadziei...
          • fizula Re: Widziałam... 21.01.10, 15:48
            Kochane, nie napisałam tego, żebyście mi współczuły. Niemniej dziękuję za
            solidarność. Już się trochę pozbierałam.
            Ale chciałam dodać kwiatek szpitalny: czy po takim doświadczeniu szpital może
            się kojarzyć z bezpieczeństwem? Wybrałam ten szpital, bo tam urodziłam moją
            kochaną Lidzię- i to nie była jakaś trauma, chociaż pewnego rozczarowania
            doznałam: jak można przeszkadzać w rodzeniu matce.
            Gdybym miała jakieś komplikacje w czasie ciąży, nie wiem, czy bym mimo to nie
            wybrała domu do rodzenia. Także doskonale rozumiem np. dziewczyny po cc
            obstające za domowym porodem. Teraz (przed 2 dniami) moja położna została
            poproszona przez naszą znajomą o asystowanie w porodzie domowym przez dziewczynę
            w ostatnim momencie: ma termin na 24 stycznia. Ciekawa jestem, czy rzeczywiście
            będą razem rodzić.
            • monicus Re: Widziałam... 21.01.10, 16:37
              własnie. to samo uważam. jak można im zaufac poraz kolejny skoro raz za razem
              idziesz z zaufaniem a wracasz oszukana, pokaleczona...
    • kaakaa Re: a w szpitalu... 26.01.10, 21:04
      Ochłonęłam już trochę po praktykach, nabrałam dystansu i mogę Wam zapodać
      jeszcze jakiś kwiatek. Skojarzyło mi się jak czytałam inny wątek gdzie
      dyskutujemy o działaniach personelu w II okresie porodu.

      Otóż na sali porodowej gdzie miałam ostatnio praktyki, pracował pewien młody
      doktor, który kilkakrotnie przeprowadził akcję, jaką opiszę poniżej. Dodam, że
      doktor miał opinię nadgorliwego...
      Sytuacja przebiegała tak: Doktor przystępował do akcji w II okresie, gdy kobieta
      od jakiegoś już czasu miała skurcze parte i parła na komendę, jak personel
      kazał. Tętno dziecka pięknie oscylowało między 125 a 150 i nie reagowało na
      skurcze (kto się zna ten wie, że to świadczy o dobrym stanie malucha). Doktor
      przemawiał do rodzącej w takiej konwencji:
      - Proszę pani, musimy już urodzić. To już trwa za długo. Przecież nie chcemy
      męczyć dzidziusia? Musimy zrobić wszystko, żeby w najbliższym czasie dzidziuś
      się urodził.
      I w najbliższym skurczu po takiej przemowie doktor kładł się kobiecie na brzuchu...
      To tak w kwestii "niemęczenia"...

      I jeszcze, jako przykład bardzo pośledniej jakości poczucia humoru u doktora
      (rasowego pambuka). Doktor przystępuje do szycia, kobieta bardzo miauczy o
      porządne znieczulenie, bo wrażliwa jest bardzo (oj, w istocie, wrażliwa była
      bardzo...). Doktor kwituje to krótko:
      - Proszę się nie odzywać, bo to pani szkodzi!
      Po czym zwraca się do asystującej ambitnej studentki:
      - Proszę nakryć pani głowę jakąś szmatą, żeby na mnie nie patrzyła!
      W tym miejscu ogłaszam konkurs, bez nagród niestety sad - Co powinna Waszym
      zdaniem w takiej sytuacji zrobić/powiedzieć studentka?
      • monicus Re: a w szpitalu... 26.01.10, 21:21
        ja bym temu panu tez szmata nakryła głowe i coś najpierw rozciela a potem zszyla
        na zywca. szkuuuu...!!!
      • gos85 Re: a w szpitalu... 26.01.10, 21:25
        nakryć tą szmatą doktora..a najlepiej go zawinąć w tą szmatę i gdzieś wynieść...
        • mala_ika Re: a w szpitalu... 26.01.10, 21:44
          szmatą przez łeb pambukowi!
          przepraszam, nie mogłam się opanowaćwink
          • marianna0077 Re: a w szpitalu... 26.01.10, 22:46
            Ja się teraz oburzyłam powaznie.
            Powiem jedno: przesadziłaś Kaka. Widzę, że Cię ponosi w tym wątku i
            coraz lepsze Kwiatki zaczynasz wymyślać, ale żeby aż tak?
            No, poniosło Cię...
            • marianna0077 Re: a w szpitalu... 26.01.10, 22:50
              No dobra, jednak nie mogę: czyją głowę nakryłaś ostatecznie?
              Szczerze podziwiam tak na marginesie. Jak Cię czytam to mnie skręca,
              nie wytrzymalabym, mam tak niewyparzoną buzię że wywaliliby mnie z
              praktyk. Można się załamać...
            • kaakaa Re: a w szpitalu... 26.01.10, 22:54
              marianna0077 napisała:

              > coraz lepsze Kwiatki zaczynasz wymyślać, ale żeby aż tak?
              > No, poniosło Cię...

              Wierz mi, nie byłabym w stanie czegoś takiego wymyślić sad Niestety, wszystkie
              opisane w tym wątku przeze mnie sytuacje naprawdę zdarzyły się na warszawskich
              porodówkach. Może nie każdy zwróciłby na nie uwagę. Ja może jestem
              przewrażliwiona ale każda taka historia to dla mnie jak cios obuchem przez łeb.
              Fakt, że Was to również bulwersuje jest dla mnie dowodem na to, że może jednak
              to nie ja jestem szalona, przewrażliwiona czy egzaltowana tylko rzeczywistość
              okołoporodowa w naszym kraju jest wariacka sad
              • marianna0077 Re: a w szpitalu... 26.01.10, 23:02
                Nie no, Kaka, jasne, to taki kiepski dowcip. Wierzę w każde słowo i
                nawet więcej. Jak Fizula napisała o swoim ostatnim pobycie w
                szpitalu to przywołała moje wspomnienia o pobytach towarzyszących
                poronieniom. Nawet sie zastanawiałam czy by co lepszych kwiatków tu
                nie powstawiać ale stwierdziłam że nie ma to sensu. Naprawdę ostre
                kawałki. Chyba nawet za ostre. Mój pierwszy szpitalny poród z
                parciem na komendę w sufit to pikus przy tamtych historiach...
                No i dla mnie to miejsce też dobrze działa, moge się przekonac że to
                jednak nie ja jestem nienormalna. I tym optymistycznym akcentem, jak
                na to forum przystało zakonczę smile
                • kaakaa Ufff... 26.01.10, 23:51
                  Już się obawiałam, że na poważnie obraziłam Twoje uczucia...

                  A najdrastyczniejsze smaczki i tak Wam oszczędzam, bo by się tylko do sądu
                  nadawały i nawet wspominać nie chcę sad
                  • juleg Re: Ufff... 27.01.10, 07:11
                    No i co zrobiłaś?
                    Moja mama była szyta przez takiego panasad
                  • edytadk Re: Ufff... 27.01.10, 09:29
                    Skorzystam z okazji i się dopytam... Jak to jest z tym znieczulaniem przy szyciu krocza? Standardowo to samo czy są skuteczniejsze i mniej skuteczne?

                    Ja przy szyciu niby znieczulenie miałam - jakiś tam zastrzyk dostałam, ale pambuk od razu po nim wziął się do cerowania. Laik "znieczuleniowy" ze mnie, ale u dentysty czeka się chwilę, coby zadziałało? Cóż, pecha miałam, bo nocna zmiana akurat się kończyła:/. Ostatecznie czułam każde wkłucie i przeciągnięcie nici - poród przy tym to był luzik. Pan doktor cerował sobie wytrwale i na okrętkę, dzięki czemu wyciąganie tych szwów później to też była niezła jazda. Ale w sumie powinnam być wdzięczna, nie zasugerował przykrywania mi głowy szmatą...
                    • bonga_dax1 Re: Ufff... 27.01.10, 09:54
                      Boże, najpierw siłą położą, potem znienacka potną, potem szyją "na żywca"... i
                      jak tu z własnej woli oddać się w ich łapska. A dotarcie do tych "atrakcji" i
                      tak miałoby być szczytem moich marzeń, bo najpierw musieliby wykazać się
                      anielską cierpliwością tudzież lenistwem, coby mnie od razu na stół nie wziąć,
                      ech odechciewa mi się wszystkiego.
                      • monicus Re: Ufff... 27.01.10, 09:59
                        mozna zrozumiec, ze niektore chca od razu cc. oszczedzic sobie cierpien i
                        upokorzen - nasluchaja sie i potem panicznie sie boja. eh.
                    • kaakaa Re: Ufff... 27.01.10, 23:15
                      edytadk napisała:

                      > Skorzystam z okazji i się dopytam... Jak to jest z tym znieczulaniem przy szyci
                      > u krocza? Standardowo to samo czy są skuteczniejsze i mniej skuteczne?

                      Standardowo do szycia krocza podaje się Lignokainę - taki środek miejscowo
                      znieczulający (dentyści też go używają). Ale są takie szpitale (np. na Karowej
                      tak kiedyś było, nie wiem, jak teraz), gdzie można szyć w znieczuleniu
                      zewnątrzoponowym jeśli kobieta miała takie założone do porodu. Po prostu, przed
                      szyciem przychodzi anestezjolog i podaje pani jeszcze jedną dawkę znieczulenia.
                      I to jest chyba najskuteczniejsze znieczulenie jeśli chodzi o komfort szycia dla
                      obu stron - szytej i szyjącej. Są również zwolennicy szycia na żywca,
                      szczególnie jak jest niedużo szwów do założenia - prosta kalkulacja - zamiast
                      ukłuć dwa razy, żeby znieczulić (a efekt i tak nie jest pewny), to lepiej ukłuć
                      cztery razy bez znieczulania.

                      > Ja przy szyciu niby znieczulenie miałam - jakiś tam zastrzyk dostałam, ale pamb
                      > uk od razu po nim wziął się do cerowania. Laik "znieczuleniowy" ze mnie, ale u
                      > dentysty czeka się chwilę, coby zadziałało?

                      Moja położna była tak miła, że czekała chwilę, żeby się dobrze znieczuliło
                      (właśnie tak jak u dentysty), a jak było trzeba to dodawała jeszcze znieczulenia.

                      > Ostatecznie czułam każde wkłucie i przeciągnięcie nici -
                      > poród przy tym to był luzik.

                      Po pierwszym moim porodzie miałam dokładnie takie same przemyślenia - poród to
                      pikuś (cały ten ból mocno przereklamowany jakiś) ale szycie to doświadczenie
                      ekstremalne (mimo, że moja położna naprawdę bardzo się starała i okazała mi
                      wiele wyrozumiałości)

                      >Pan doktor cerował sobie wytrwale i na okrętkę, d
                      > zięki czemu wyciąganie tych szwów później to też była niezła jazda.

                      A nie mógł rozpuszczalnym zszyć? Choć wiem po sobie, że zdarza się, że i te
                      rozpuszczalne się nie rozpuszczą.
                      • edytadk Re: Ufff... 28.01.10, 10:02

                        > Standardowo do szycia krocza podaje się Lignokainę - taki środek miejscowo
                        > znieczulający (dentyści też go używają). Ale są takie szpitale (np. na Karowej
                        > tak kiedyś było, nie wiem, jak teraz), gdzie można szyć w znieczuleniu
                        > zewnątrzoponowym jeśli kobieta miała takie założone do porodu. Po prostu, przed
                        > szyciem przychodzi anestezjolog i podaje pani jeszcze jedną dawkę znieczulenia.
                        > I to jest chyba najskuteczniejsze znieczulenie jeśli chodzi o komfort szycia dl
                        > a
                        > obu stron - szytej i szyjącej. Są również zwolennicy szycia na żywca,
                        > szczególnie jak jest niedużo szwów do założenia - prosta kalkulacja - zamiast
                        > ukłuć dwa razy, żeby znieczulić (a efekt i tak nie jest pewny), to lepiej ukłuć
                        > cztery razy bez znieczulania.

                        Dzięki! Dobrze wiedzieć, jakie opcje wchodzą w rachubę w praktyce. Mam wielką nadzieję, że nie będę musiała tego ponownie przerabiać... Niemniej, jeśli plany "domowe" uda się zrealizować i przydarzy się potrzeba pozszywania czegoś, wezmę poprawkę na fakt niekoniecznie 100% skuteczności lignokainy i postaram się nie mieć położnej za złe jej działańwink.

                        > A nie mógł rozpuszczalnym zszyć? Choć wiem po sobie, że zdarza się, że i te
                        > rozpuszczalne się nie rozpuszczą.

                        No ja w tej kwestii ostatecznie nie uzyskałam jasnej odpowiedzi, dalej nie wiem, jakie to były... Skoro dostałam prikaz zgłosić się po 5 dniach na zdjęcie, to chyba nie były rozpuszczalne? Ginekolog, który przez dwie wizyty dłubał w tych supełkach, twierdził, że wszystko się z czasem rozpuszcza/wchłania. Usłyszałam tyle, że to nie było nici jedwabne bodajże, tylko jakieś szorstkie cosik (w kwestii rodzajów nici też laik jestem i byłabym wdzięczna za kolejne mini szkoleniesmile), przez co wyciąganie bolało niemal tak, jak szycie. A zdjąć szwy trzeba było, bo ciągnęło mnie jak jasna ch... Dopiero po zdjęciu odczułam błogosławioną ulgę.

                        BTW, sorry za OT, ale to dla mnie niepowtarzalna okazja dowiedzieć się paru ciekawych rzeczysmile.
      • kaakaa Widzę, że mój konkurs coś mało atrakcyjny ;-) 27.01.10, 22:58
        No, dobra to nie będę tej żenady dłużej ciągnąć.
        Przyznam uczciwie, że miałam w opisanej sytuacji ochotę na to, co sugeruje
        monicus - znaczy naciąć coś panu i zszyć na żywca zaznaczając uprzejmie, że ma
        się nie odzywać, bo mu to zaszkodzi i proponując szmatę na głowę...
        Mam jednak świadomość, że takie fantazje, to mogę sobie snuć tu przy Was a na
        sali porodowej obowiązuje mnie względem doktorów "dziób w ciup i łapy przy
        sobie". Przynajmniej o ile nadal zamierzam skończyć te studia - a jeszcze mi
        taki zamiar nie przeszedł.
        A co zrobiłam? Hmmm, może to nie było jakieś przesadne bohaterstwo z mojej
        strony, ale pozwoliłam sobie popatrzeć na człowieka z wyższością (ja stałam a on
        siedział do szycia, więc było mi o tyle łatwiej wink ) i wyrzec lodowatym głosem
        retoryczne pytanie:
        - Rozumiem, że pan doktor jest uprzejmy żartować?
        Doktor w odpowiedzi rzekł tylko:
        - Ha ha.
        W końcu pani była szyta z nienakrytą głową, ale podczas całej tej procedury nie
        ośmieliła się, mimo widocznego cierpienia, kwiknąć ani wierzgnąć. Wbijała tylko
        palce w moje biodro patrząc na mnie błagalnie i przepraszająco i pytając co
        chwila szeptem (żeby się doktor nie zdenerwował), czy dużo jeszcze zostało.
        • kropkaa Re: Widzę, że mój konkurs coś mało atrakcyjny ;-) 27.01.10, 23:22
          Gdyby to było na CiPie, to bym nie uwierzyła... Uznałabym, że
          rozhisteryzowana rodząca wizje po dolarganie, przewidzenia i
          przesłyszenia miała...sad
          • szczur.w.sosie Re: Widzę, że mój konkurs coś mało atrakcyjny ;-) 28.01.10, 12:28
            Gdybym raz nie rodziła na Inflanckiej w W-wie to bym nie uwierzyła...

            Off topic, kakaa, doszła ta książka "Call the midwife"? U nas w UK były
            akurat strajki poczty, więc nie wiem, jak tam wszystko podochodziło.
            Inne paczki wysłane do W-wy dotarły, mam nadzieję, że do Ciebie też.
            • kaakaa OT - W kwestii książki :-) 28.01.10, 19:36
              Jasne, że doszła! Wielkie dzięki! Bardzo mi się podobała. Oferuję ją teraz moim
              koleżankom studentkom i położnym - niesyety zrażają się językiem sad
              BTW, dałabym sobie coś uciąć, że jak tylko przyszła, to wysłałam dziękczynnego
              maila...
              • marianna0077 Re: OT - W kwestii książki :-) 28.01.10, 21:32
                A ja tak niezupełnie OT, bo o szpitalu smile. No i o porodach też rzecz
                jasna.
                Pomyślałam, ze to w sumie dobre miejsce żeby wam napisać, że właśnie
                się wbiłam (mam nadzieję) na seminarium do kobiety, która jako
                jedyna w moim instytucie jest mi w stanie pomóc przy pisaniu tego,
                co chcę w mojej moooocno zapóźnionej pracy magisterskiej.
                Konkursu na temat mojej pracy nie ustanowię, bo jak widać słabą wenę
                macie wink więc postanowiłam was zaskoczyć: będę pisać o przemocy
                stosowanej wobec rodzących w trakcie porodu. Zaskoczone, co? smile
                Mam nadzieję że w momentach zwrotnych wspomożecie dobrym słowem czy
                mądra myślą smile
                • gos85 marianna 28.01.10, 21:41
                  wszystkim Cię wspomożemy!!!
                • kaakaa Bardzo apetyczny temat... :-) 28.01.10, 22:30
              • szczur.w.sosie Re: OT - W kwestii książki :-) 30.01.10, 14:13
                mogłam w nawale reklam i spamu nie zauważyć i skasować...
                niestety, język może zrazić, ale to w sumie jet jak powieść, lekkie, no
                chyba, że ktoś języka ni w ząb.
                • monicus Re: OT - W kwestii książki :-) 30.01.10, 18:56
                  a czy ja bym mogla tez pozyczyc?
                  • sziszaczek do kaakaa ;) 30.01.10, 19:52
                    kaakaa Ty na 3 r jestes?
                    • sziszaczek Re: do kaakaa ;) 30.01.10, 19:52
                      na 3 roku znaczy? smile
                      • kaakaa do sziszaczek i do monicus 30.01.10, 20:03
                        Oczywiście smile
                        • sziszaczek Re: do sziszaczek i do monicus 30.01.10, 20:06
                          szczęściarasmile ja własnie zaliczyłam I semestr I roku, od maja na praktyki ale
                          wczesniej jeszcze exam z anatomii- postrach roku ;/
                          3mam kciuki za Twoj dyplomsmile moze wpadne pod Twoje skrzydła kiedys na praktykach wink
    • migotkaus Re: a w szpitalu... 01.02.10, 21:00
      A ja mam pytanieodnośnie postępowania pewnego pana doktora, łódzkiego, przyjmującego w pewnej łódzkiej "mordowni" i pięknym full wypas nowiutkim szpitalu.
      Przyjaciółka w 40tc czyli rodzić powinna już, poszła dzis na zapis ktg. Zapis ten nie spodobał sie lekarzowi bo mały był mało aktywny w trakcie (lezała na lewym boku, zapis trwał 30 min) mały podobno się wcale nie ruszał tętno miał 140. Pan dokrot postanowił kolezankę przebadać, a dokładnie zafundował jej masaż szyjki i obfity krwotok. Później wysłał na jeszcze jeden zapis, tętno w normie ale mały śpi i nic nie pomaga sztruchanie go. Postanowił zrobić jej test oxy, skórcze urosły do 40, mały nadal sie nei ruszała tetno było miarowe 140/min. Pan doktor ciągle przychodził i szturchał brzuchol, w końcu mały zaczał się poruszać i reagował normalnie. Powiedzcie mi czy ja juz jestem tak kompletnie nastawiona na NIE czy faktycznie pan doktor przeginał?? i koleżanka powinna go na wstępnie kopnąć??
      • kaczkastrofa Re: a w szpitalu... 01.02.10, 21:53
        ehhhhhhhhh, ciężkie pytanie. Nie wiem czy wszystkie mozliwości
        obudzenia malucha zostały wykorzystane: zmiana boku, pozycja
        siedząca, picie, jedzenie, słodkie, ruszanie brzuchem. Czasami
        wystarczy szybko wypić szklanke wody i maluch się zaczyna ruszać.
        Napewno nie powinien jej robić masażu szyjki, badac tez na dobra
        sprawę nie miał powodu. Ale to lekarz, więc będzie szukał patologii.
        Skoro drugi zapis był także kiepski, bo taki zapis swiadczyc może o
        tym, że dzidziusiowi już w brzuchu jest źle, to mógł jej zlecić test
        oxy aby sprawdzić wydolność łożyska.
        Teraz najwazniejsze, że z maluchem jest ok. Może musiał więcej
        pospać i kobieta miała pecha, że akurat w tym dniu poszła na KTG. A
        z drugiej strony, no cóż przezorny zawsze ubezpieczony- ta zasada
        kieruje się większość lekarzy.

        • kaakaa Re: a w szpitalu... 02.02.10, 12:55
          kaczkastrofa napisała:

          > ehhhhhhhhh, ciężkie pytanie.
          No, ciężkie, z tym się zgodzę. Nie było tam ani mnie ani Ciebie i
          żadna z nas nawet tego zapisu nie widziała, więc ciężko się
          mądrzyć...

          > Nie wiem czy wszystkie mozliwości
          > obudzenia malucha zostały wykorzystane: zmiana boku, pozycja
          > siedząca, picie, jedzenie, słodkie, ruszanie brzuchem. Czasami
          > wystarczy szybko wypić szklanke wody i maluch się zaczyna ruszać.
          Też nie wiem, bo mnie tam nie było ale, jak znam polską
          rzeczywistość, to było może ruszanie brzuchem, ewentualnie zmiana
          boku. O inne zabiegi nikogo nie podejrzewam raczej sad Choć może to
          mój wrodzony pesymizm się odzywa...

          > Napewno nie powinien jej robić masażu szyjki,
          I tu się zgadzam, bo generalnie, masaż szyjki to barbarzyństwo
          jest sad

          > badac tez na dobra
          > sprawę nie miał powodu.
          Powodu może nie miał ale w większości miejsc po zapisie KTG (takim
          po terminie wykonywanym) badanie wewnętrzne jest rutynowe. Więc nie
          musiał mieć jakiś szczególnych powodów, żeby badać.

          > Ale to lekarz, więc będzie szukał patologii.
          Niestety sad

          > Skoro drugi zapis był także kiepski, bo taki zapis swiadczyc może
          o
          > tym, że dzidziusiowi już w brzuchu jest źle, to mógł jej zlecić
          test
          > oxy aby sprawdzić wydolność łożyska.
          Tylko, czy był kiepski? Ja nie widziałam... Jeśli faktycznie był
          kiepski, to test oksytocynowy mógł być uzasadniony ale brutalne
          badanie z masażem szyjki???. Dodam, dla tych, co nie są
          specjalistkami, że w zapisie KTG bierze się pod uwagę nie tylko
          przecięną liczbę uderzeń serca na minutę (FHR), która powinna
          mieścić się w granicach ok. 110-160 ale również zmiany czynności
          (oscylację), które nie powinny być za małe ani za duże. Czyli jeśli
          w tym przpadku było tak, że FHR było ok. 140 (idealne) ale zmienność
          była za mała (np oscylacja 10, czyli zmiany od 135 do 145), to taki
          zapis nie jest prawidłowy. Może świadczyć o tym, że maluch po prostu
          śpi (i wtedy obudzenie go powinno dać pożądane zmiany w zapisie) ale
          również może być objawem złego funkcjonowania mechanizmów
          adaptacyjnych u dziecka, co może być wynikiem jego pogarszającego
          się stanu.

          > Teraz najwazniejsze, że z maluchem jest ok. Może musiał więcej
          > pospać i kobieta miała pecha, że akurat w tym dniu poszła na KTG.
          I tu mi się niestey nóż w kieszeni otwiera - to, jak kobieta
          zostanie potraktowana przez lekarza, czy zastosuje się wobec niej
          jakieś procedury medyczne nie powinno wynikać z jej szczęścia lub
          pecha tylko z realnej potrzeby sad Ale najłatwiej jest zrobić
          kobiecie jakąś krzywdę zupełnie niepotrzebnie a potem zastawiać się
          tym, że najważniejsze, że z dzieckiem jest wszystk ok confused

          > A z drugiej strony, no cóż przezorny zawsze ubezpieczony- ta
          zasada
          > kieruje się większość lekarzy.
          Sorry, ale ja bardzo dziękuję za takie ubezpieczenie sad Wolę, żeby
          ubezpieczeć mnie i moje dziecko a nie lekarską d...
          • bonga_dax1 Re: a w szpitalu... 02.02.10, 13:10
            Boże, nie dobijajcie mnie, właśnie do tego lekarza miałam "uderzać" z moją
            sprawą. Ech, chyba jednak pozostaje poród częściowo w domu, a częściowo w tym
            nieszczęsnym Koperniku, tzn. o ile położna się w ogóle tego podejmie, Soldie
            miała tylko 1 cc "na koncie", kiedy się z nią umawiała na taką opcję, albo
            schowam się w sypialni i będę udawała, że nic się nie dzieje sad Może ja jednak
            nie chcę kolejnego dziecka...
            • monicus Re: a w szpitalu... 02.02.10, 13:31
              bonga - moim zdaniem najpierw rozpoznanie a potem ciaza. inaczej zeswirujesz.
      • gos85 Re: a w szpitalu... 01.02.10, 22:24
        pan doktor powinien zalecić napicie się czegoś słodkiego albo zaprosić na ktg następnego dnia.

        a masaż szyjki to nie wiem po co robił..eeeehhhhhh
        • migotkaus Re: a w szpitalu... 01.02.10, 22:35
          No własnie, a to tętno, które tak niepokoiło pana doktora... mnie się wydaje ze 140/min to jest normalne. Czy mi sie wydaje?
          • bonga_dax1 Re: a w szpitalu... 02.02.10, 07:53
            Czy to na pewno był masaż szyjki? Ja po badaniu w szpitalu za pierwszym razem
            dostałam krwawienie, podobno z powodu dawno przebytej nadżerki. I czy to był
            doktor W.? Chociaż on już chyba tylko prywatnie przyjmuje...
            • migotkaus Re: a w szpitalu... 02.02.10, 09:12
              Ta to był doktor W. przyjmuje w Salve i tam kwalifikuje do porodów i je odbiera. MAsakra przenosi moim zdaniem swoje, rzeźnickie zapędy do fajnej porodówki uncertain Wydaje mi się po opisie ze to był masarz, mnie lekarz przed porodem badal tak ze prawie nic nie czułam...
              • 987ania Re: a w szpitalu... 02.02.10, 15:54
                Ja jeszcze raz napiszę, że od łódzkich porodówek należy trzymać się daleko i czy
                to Wiliński czy Suzin czy Osz8ukowski. Po prostu daleko!
                • migotkaus Re: a w szpitalu... 02.02.10, 21:05
                  No dobra, ale to gdzie ja mam rodzić? Jak jestem po cc to położna (jedyna w Lodzi) nie zgodzi się przyjąc mojego dziecka w domu uncertain Pozostaje udawać że: "nie kochanie to nie to, jedź do pracy"
                  Odpowiadając na Wasze wątpliwości, jedyną metoda na pobudzenie bobasa było szturchanie brzucha i pozycja na boku... Mały miał miarowe tetno 140/min właśnie bez skoków w czasie skurczu. Nie wiem, wiem tyle że wspominany doktor W. Zaproponował koleżance (innej) która lezała od 3 tyg. w szpitalu z powodu niskiej wagi ciała bobasa w 38 tc całe 1700g i niewydolnego łożyska, aby poszła się leczyć prywatnie uncertain Nie wiem... Wyniosę się na okres ciąży i porodu do Pucka, ładnie tam jest, o smile
                  • bonga_dax1 Re: a w szpitalu... 03.02.10, 08:00
                    A tak można sobie do Pucka pojechać i już zgłaszasz się na porodówkę? To może
                    załóżmy tam jakąś kwaterę, umówimy się co do terminów porodów i będziemy sobie
                    przekazywać lokal na ostatni miesiąc ciąży wink Ech wisielczy mam coś humor.
                    • donkaczka Re: a w szpitalu... 03.02.10, 08:48
                      a czemu nie?
                      znajac poziom polskich porodowek, ja bym jak najbardziej brala pod uwage
                      wynajecie mieszkania czy pomieszkania w hotelu w okolicy terminu porodu, zeby
                      tylko miec blisko do dobrej porodowki smile
                      prostsze przy pierwszym dziecku ofkors
                  • kaakaa Re: a w szpitalu... 03.02.10, 11:55
                    migotkaus napisała:

                    > Odpowiadając na Wasze wątpliwości, jedyną metoda na pobudzenie
                    bobasa było sztu
                    > rchanie brzucha i pozycja na boku... Mały miał miarowe tetno
                    140/min właśnie be
                    > z skoków w czasie skurczu.

                    To przyznam, że teraz dopiero mnie zagwoździłaś... Jak rozumiem
                    problemem było to, że FHR nie zmienia się w czasie skurczu? Dziwne
                    to z dwóch powodów:
                    1. Wcale się nie musi na skurczu zmieniać. A nawet, pewne określone
                    zmiany w czasie skurczu wskazują na niewydolność łożyska. Brak zmian
                    wskazuje na to, że dzieciu w czasie skurczu się nie pogarszają
                    warunki.
                    2. Jeśli dziewczyna na tym pierwszym KTG miała własne skurcze (tak
                    to zrozumiałam, że problemem był brak zmian w czasie skurczu i stąd
                    doktór przedsięwziął masaż szyjki i zlecił test oksytocynowy), to po
                    kiego grzyba było robić jej test oksytocynowy, którego celem jest
                    właśnie sprawdzenie jaka jest wydolność łożyska właśnie poprzez
                    wywołanie skurczów...
                    No, teraz to już całkeim się głupia czuję w tej historii sad
                    • soldie Re: a w szpitalu... 03.02.10, 16:55
                      Wygląda na to (jeśli to wszystko prawda) ze doktor W. nie był jednak sercem przy
                      domowych porodach i jednym słowem się sprzedał...
                      Migotkaus w Łodzi faktycznie nie masz co liczyć na domowy po cc (tak a propos
                      ile po cc jesteś?)i jeśli faktycznie chcesz urodzić w spokoju sn, to chyba
                      zostaje ci ta jedyna nasza położna (no chyba że serio myślisz o Puckusmile)Ja tez
                      byłam rozczarowana kiedy mi odmówiła (a zastanawiała się nad opcją domowego,
                      nawet badania porobiłam na krzepliwość itd.) a niestety zdawałam sobie sprawę że
                      sama nie dam rady bez niej.
                    • migotkaus Re: a w szpitalu... 04.02.10, 15:56
                      Ja też zwątpiłam, a najbardziej zniesmaczona jestem faktem, ze jest ta prywatna porodówka, płacisz ciężkie pieniądze za opiekę i taka JA na przykład chciałam iść tam rodzić aby móc się wykazać i urodzić fizjolgicznie, sama bez tego całego cyrku. W efekcie okazuje się, ze super szpital ma predyspozycje do bycia taką samą mordownia jak pozostałe porodówki w Łodzi, tylko z ładnie pomalowanymi ścianami... uncertain Wszystko przez waśnie tzw. personel i specjalistów doktórów sad
                      Soldie, jestem po cc rok i cztery miesiące (dokładnie 8.02 minie.
                      Nie staram się jeszcze o drugie maleństwo, to jedno daje wystarczająco czadu wink

Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka