Tak jak już pisałam gdzieś, córka dostała się na skrzypce. Ma 7 lat skończone kilka dni temu.
Chodzi z chęcią na zajęcia z rytmiki, kształcenie słuchu już mniej fajne, ale też ujdzie. No i instrument jako lekcja jest ok, choć skupić się nie potrafi za bardzo na wszystkim. Nauczycielkę mamy fajną, ma super podejście do dzieci, ale mam wrażenie, że trochę za bardzo rozprasza córkę niektórymi swoiim zachowaniami. Ale widzę, że ona taka po prostu jest.
Problem zaczyna się w domu. Córka nie chce ćwiczyć

Ja też się trochę gubię w tym wszystkim jeszcze, sama uczę się tego co córka, bo z muzyką nie miałam do czynienia. Ale to co córka zaczyna, ja potrafię już zagrać a ona niekoniecznie. Zdarzało się, że w domu jakoś grała i jej wychodziło nawet bez błędów - na zajęciach - jakbym słuchała innego dziecka. Normalnie mi było głupio, bo można było pomyśleć, że córka wcale nie ćwiczyła. Prawda jest taka, że zagra raz lub dwa cwiczenie i już nie chce powtarzać, doskonalić. Nie rozumie jeszcze, że aby coś było dobrze to trzeba to wiele razy powtórzyć. Nie chcę na siłę jej zmuszać do grania, bo zupełnie się zniechęci. Nie wiem co mam zrobić. Mowi mi, ze ona już nie chce się uczyć grać na skrzypcach i wcale nie chciała chodzić do tej szkoły (to nie prawda, bo bardzo chciała i sama wybrała skrzypce). Czuję się zdołowana tym wszystkim, bo corka ma dobry słuch, wyczucie rytmu, ale zupełnie nie jest systematyczna i nie wierzy w siebie. I bardzo skarży się na ból pleców, szyi i rąk przy graniu.
Początki na skrzypcach są dość trudne i nie wiem czy damy radę przez to przejść. Wiedziałam, że będą problemy, ale nie zdawałam sobie sprawy z tego że tak szybko
Czy u Was w I klasie jest podobnie?
Nawet przeszła mi przez myśl zmiana instrumentu, ale nie wiem czy to byłby dobry pomysł i czy w ogóle możliwy. Wiem, że jest tu wiele osób które już długo w tym "siedzą" więc bardzo proszę o radę i napiszcie jak to u Was wyglądało.