niedobramatka
16.02.10, 09:30
Potrzebuję porady nie tyle w sprawie dziecka, co postępowania męża
wobec dziecka.
Mamy dwójkę dzieci córę prawie 9 lat i syna 3,5 roku. Córa to żywe
srebro, lubiana w szkole, łatwo nawiązuje kontakty, były co prawda
kłopoty w pierwszej klasie z powodu nadpobudliwości, ale teraz jest
wg mnie spokojniejsza. Z powodu nadpobudliwości ma kłopoty z
koncentracją, ale i tak uważam, że naprawdę nieźle sobie radzi w
szkole.
Koszmar zaczyna się w domu. Sama czasem chciałabym mieć chwilę dla
siebie lub zwyczajnie mam obowiązki domowe. Ponieważ mała się
rozprasza i nie umie usiedzieć w jednym miejscu dłużej, to
odrabianie lekcji trwa dłużej. Kiedy proszę męża, żeby pomógł jej
przy lekcjach zawsze kończy się to tak samo – ja się denerwuję, a
dziecko płacze, że ojciec się z niej śmieje lub ją irytuje.
Najwięcej kłopotu sprawia jej matematyka i ja to doskonale rozumiem,
bo sama nie cierpiałam matmy. Według mnie nie każdy musi być ze
wszystkiego orłem. Mąż niestety tego nie może pojąć – sam jest
zdolny, nie miał kłopotów z nauką, poza tym był bardzo wspierany
przez rodziców, jest najmłodszy, więc całe życie był oczkiem w
głowie całej rodziny.
Tym bardziej nie rozumiem jak można gnębić dziecko i mówić, że jest
matołem czy głąbem. Ciągle ją gania za dosłownie wszystko: za buty
nie tak postawione w przedpokoju, za ubrania na podłodze, ręcznik
nie tak zostawiony w łazience i sto innych pierdół. Wyśmiewa się,
gdy mała coś źle policzy czy przeczyta przekręcając wyrazy. Wymaga
od niej samych piątek, a gdy trzeba z dzieckiem powtórzyć np. słówka
z angielskiego to trzeba go poprosić, żeby był łaskaw poświęcić swój
czas, a nawet jak już zacznie to za moment jest dogryzanie i płacz.
Szkoda mi dziecka, bo ona naprawdę marzy o dobrym kontakcie z tatą,
a on mówi, że ona mu działa na nerwy, że wykorzystuje sytuacje, że
wchodzi na głowę itp. A wg mnie ona tak bardzo potrzebuje uwagi, że
nawet za cenę kary robi głupie rzeczy.
Kiedy próbuję postawić się w jej sytuacji to jest mi przykro, bo
syna tatuś traktuje zupełnie inaczej. Można to zauważyć bardzo
szybko. W stosunku do młodego zawsze używa zdrobniale jego imienia,
a do córy „ona” czy ironicznie np. powiedz, żeby „twoja córeczka”
zrobiła coś. Co robić? Tłumaczenie mężowi, że jest niesprawiedliwy i
robi dziecku krzywdę pomaga na chwilę.
Jak przemówić tacie do rozumu?
A może ja jestem w błędzie?