grocholica
27.09.11, 10:21
Moje dziecko chodzi drugi rok na angielski do pewnej szkoły językowej (bardzo znanej i reklamowanej dla dzieci); zmieniono im panią, bo na poprzednią były skargi (tak twierdzi koordynator).
Z tego co wiem skargi były we wrześniu ub.r. i mama zabrała dziecko z tej szkoły. Potem dzieci się przyzwyczaiły i polubiły panią.
Wczoraj moja córka się popłakała, że tęskni za tamtą panią bo ta jest niefajna.
Zastrzeżenia córki:
Pani stawia plusy za zachowanie tylko chłopcom, choć dziewczynki są grzeczniejsze (pewnie pani czuje potrzebę motywowania chłopców, ale grzeczne dziewczynki postrzegają to jako niespraweiedliwość)
Pani nie pomaga na klasówkach, powiedziała, że najlepsza ocena u niej to 5, dużo zadaje
Moje zastrzeżenia: maksymalna ocena na klasówce to 4 (mojej córki); były dzieci, które dostały 2-
bardzo długie prace domowe i zawsze okazuje się, że dziecko czegoś tam nie miało zaznaczone i pani rysuje smutne buźki ( w weekend robiłyśmy pracę domową ponad godzinę, 4 strony cwuczeń, zarobiłyśmy smutną buźkę, bo nie miałysmy jakiś 2 ćwiczeń, których córka nie zaznaczyła jako do zrobienia)
w zeszłym roku było spotkanie dla rodziców, w tym roku ciągle słyszę "niebawem", a na razie mogę się kontaktować mailem lub tel.
grupa się wykrusza, kilkoro dzieci zrezygnowało
Dlaczego mi zależy?
Bo szkoła ma zwarty program, wizję i tego szukałam
Bo w zeszłym roku było Ok
Bo nie wiem czy tylko mi/córce coś przeszkadza czy ogólnie jest źle
mam takie wrażenie, że pani próbuje udowodnić, że te dzieci nic nie umieją, że ona dopiero teraz ich nauczy - ja jednak posłałam córkę nie do jakiejś pani, ale do renomowanej szkoły i mam ochotę zapytać się właścicielki czy uważa, że dzieci rzeczywiście nic nie umieją, bo jeśli tak to ja poproszę zwrot czesnego z zeszłego roku (220 złotych miesięcznie

)
Czy ja powinnam sie czepiać, skarżyć gdzieś dalej, czy olać szkołę, zabrać dziecko, a może po prostu się nie interesować, bo zawsze jednak czegoś się nauczy...