olena.s
29.09.11, 09:04
Natrafiłam na ciekawy artykuł, analizujący niskie wyniki USA w międzynarodowych testach matematycznych (PISA).
Z ostatniej edycji testów wynikało, że na czoło wysunęły się kraje, w których nie ma polityki wczesnego oddzielania tumanów od geniuszy, czyli te, gdzie edukacja jest demokratyczna, przy czym na czele stawki stała Azja. Finlandia, nieodmienny lider spadła na drugą pozycję. Polska nieco poprawiła wyniki, zaś USA zajęły bardzo skromne miejsce w okolicach trzeciej/czwartej dziesiątki.
Maksio, forsujący tu na forum tezę, że poza USA nie ma nic godnego uwagi, a i iloraz inteligencji pozostałej populacji jest niziutki, poradził sobie z dysonansem poznawczym w ten sposób, że uznał, iż do testów w krajach egalitarnych wzięto uczniów szkól przeciętnych, zaś w USA - niżej niż przeciętnych, jako że nie trafili do badań uczniowie szkół wybitnych.
Nie wiem czy tak właśnie było, ale natrafiłam na tekst, z którego wynika, że teza Maksia nie usprawiedliwia bynajmniej niskich rezultatów amerykańskiej młodzieży.
Znacząco gorze wypadły bowiem wyniki amerykańskich nastolatków z takich uprzywilejowanych podgrup jak nie-emigranci, dzieci białe, dzieci rodziców z wyższym wykształceniem.
Dla zainteresowanych całość tutaj Tekst linka, tylko jeszcze osobom zaangażowanym w tamten wątek szepnę na uszko, że tekst zawiera coup de grace dla Maksia - oto złe matematyczne wyniki uznaje i martwi się nimi sam wielki idol naszego forumowego maniaka, a mianowicie Bill Gates.