Dodaj do ulubionych

Bez taty...

23.04.03, 14:56
Odeszłam od męża. Niedawno. Maluszek ma dopiero 2 latka. Robię co mogę aby
nie odczuł negatywnych konsekwencji tego kroku (tato niestety nie kwapi sie
za bardzo w stronę zmiany swojego trybu życia i widuje się z maluchem tylko w
weekendy 2-3 godziny; tłumaczy to tak, ze mały jest przy nim zdystansowany
itp., ale - na maginesie - jak ma być skoro ma dla niego tylko tyle czasu??),
jednak widzę, ze tęskni. Nieraz nawet przez sen słyszę "mama, tata"..
Strasznie to przeżywam.

Staram sie poświęcać mu maximum czasu ale to chyba nie wystarczy.
Co powinnam zrobić?
Stanąć na głowie aby ojciec częściej widywał dziecko?
Przebywać z nim jak najczęściej wsród innych ludzi?
Pomóżcie proszę.
beta
Obserwuj wątek
    • Gość: max Re: Bez taty... IP: *.dnet.pl / 10.1.18.* 23.04.03, 16:22
      poszukaj sobie innego taty. Dzieci szybko przestawiają się i dla dziecka bez
      różnicy kto go spłodził, ważne aby był, opiekował się...itd
      • Gość: solo Re: Bez taty... IP: *.uml.lodz.pl 24.04.03, 09:39
        Niestety nowego taty nie da się kupić w supermarkecie. Obawiam się, że
        niewielu facetów zaopiekuje się "obcym" dzieckiem skoro tak wielu nie poczuwa
        się do wychowywania własnych pociech. Czy ktoś zna pozytywne przykłady ?
        • Gość: max Re: Bez taty... IP: *.dnet.pl / 10.1.18.* 24.04.03, 11:22
          > Niestety nowego taty nie da się kupić w supermarkecie. Obawiam się, że
          > niewielu facetów zaopiekuje się "obcym" dzieckiem skoro tak wielu nie
          poczuwa się do wychowywania własnych pociech. Czy ktoś zna pozytywne przykłady ?

          Nie zgadzam się, myśle ze spokojnie jest w stanie znaleść odpowiedzialnego
          faceta z który zbuduje nową rodzinę.
          I musi zrobić to jak najszybciej, póki maluch mały. I gwarantuje-dziecko
          b.szybko zaakceptuje nowego tate, jesli tylko on bedzie odpowiedni.

          Kontynuacja toksycznych związków jest bezcelowa, skoro teraz tatuś ma dla
          dziecka na tydzien 2-3 godz. - to jest to zdecydowanie dziwny człowiek, a
          mówienie typu, że może kocha tylko nie potrafi... śmiechu warte
          • Gość: anika Re: Bez taty... IP: *.de.ibm.com 24.04.03, 12:44
            Gość portalu: max napisał(a):

            > > Niestety nowego taty nie da się kupić w supermarkecie. Obawiam się, że
            > > niewielu facetów zaopiekuje się "obcym" dzieckiem skoro tak wielu nie
            > poczuwa się do wychowywania własnych pociech. Czy ktoś zna pozytywne
            przykłady
            > ?
            >
            > Nie zgadzam się, myśle ze spokojnie jest w stanie znaleść odpowiedzialnego
            > faceta z który zbuduje nową rodzinę.
            > I musi zrobić to jak najszybciej, póki maluch mały. I gwarantuje-dziecko
            > b.szybko zaakceptuje nowego tate, jesli tylko on bedzie odpowiedni.

            Niestety twój optymizm jest mocno na wyrost. Piszę to z pozycji mamy, która
            samotnie spędziła kilka lat. Owszem, zainteresowanie panów duże, ale
            najchętniej bez zobowiązań. A juz dziecko? Niestety widziałam nieraz jak
            gwałtownie spada zainteresowanie moją osobą po informacji, że mam dziecko.
            Zresztą żeby dziecko zaakceptowało faceta, musi on poświęcać mu dużo czasu, a z
            kolei na początku każdy wolałby koncentrować się na osobie kobiety, a dziecko,
            cóż - staje się niestety przeszkodą, bo nawet pogadać spokojnie nie można póki
            się malucha nie położy spać, że nie wspomnę że ani wyskoczyć do kina, ani na
            imprezę... Jeden mój roczny i dobrze zapowiadający się związek szlag trafił
            właśnie z powodu dziecka. Nie jest to prosta sytuacja. Na pocieszenie mogę
            dodać, że nie zawsze tak bywa, ale nie jest łatwo znaleźć faceta
            odpowiedzialnego i z otwartym sercem na tyle, żeby w pełni zaangażować się w
            układ kobieta+dziecko. Mnie się udało trafić na super faceta dopiero po kilku
            latach (choć ja nie miałam takiego problemu, bo mój były jest dobrym ojcem i
            mają ze sobą świetny i bardzo częsty kontakt). Dwie moje bliskie przyjaciółki
            też znalazły sobie nowych partnerów z którymi razem wychowują dzieci jak
            wspólne, tak że nie załamujmy się.


            > Kontynuacja toksycznych związków jest bezcelowa, skoro teraz tatuś ma dla
            > dziecka na tydzien 2-3 godz. - to jest to zdecydowanie dziwny człowiek, a
            > mówienie typu, że może kocha tylko nie potrafi... śmiechu warte

            Zgadzam się w pełni. Nie wiem, jakie autorka ma relacje np. z rodziną męża,
            może rozmowa z dziadkami coś by dała. Wiem że wkrótce po rozstaniu ciężko się
            dyskutuje z byłym mężem, ale u mnie np. było tak, że poprosiłam o wsparcie
            teściów, bo na początku zdarzało się, że tatuś np. mówił dziecku że może
            przyjdzie (a kilkulatek nie rozumie takich pojęć i dziecko płakało pod drzwiami
            poł dnia czekając, a mnie szlag trafiał). Niezależnie od układów pomiędzy nami
            teściowie bardzo kochają wnuczkę i to oni wpłynęli na mojego byłego, żeby
            zachowywał się odpowiedzialnie, tzn. dzwonił i jak najczęściej widywał się z
            dzieckiem. W zasadzie bardzo szybko te nowe stosunki się jakoś unormowały,
            zresztą dbałam tez o to, żeby dziecko nie straciło kontaktu również z rodziną
            męża (do tej pory spędzamy razem część świąt, mimo, że i ja i mój były jesteśmy
            w innych związkach). Myślę, że dużo to pomogło, bo moja córka nie przeżyła aż
            takiego szoku, że nagle straciła połowę bliskich jej osób. Ot, po prostu
            rodzice mieszkają oddzielnie, a z ojcem widuje się czasem co weekend, czasem co
            dwa, dzwonią do siebie prawie codziennie. "Zapasowego" tatusia ma w domu i tez
            jest z nim bardzo zżyta. No, ale do takich relacji trzeba zaangażowania obu
            stron, a przede wszystkim odcięcia się od przeszłości i wzajemnych animozji i
            skoncentrowanie się na dziecku. Powodzenia.
            • Gość: m Re: Bez taty... IP: *.dnet.pl / 10.1.18.* 24.04.03, 14:53
              Gość portalu: anika napisał(a):

              > bo na początku zdarzało się, że tatuś np. mówił dziecku że może
              > przyjdzie (a kilkulatek nie rozumie takich pojęć i dziecko płakało pod
              > drzwiami poł dnia czekając, a mnie szlag trafiał).
              > Niezależnie od układów pomiędzy nami teściowie bardzo kochają wnuczkę i to
              > oni wpłynęli na mojego byłego, żeby zachowywał się odpowiedzialnie, tzn.
              > dzwonił i jak najczęściej widywał się z dzieckiem.

              Nie bardzo rozumiem jak można namawić ojca do kontaktu z własnym dzieckiem.
              To chore.
              • Gość: anika Re: Bez taty... IP: *.de.ibm.com 28.04.03, 13:50
                Gość portalu: m napisał(a):

                > Gość portalu: anika napisał(a):
                >
                > > bo na początku zdarzało się, że tatuś np. mówił dziecku że może
                > > przyjdzie (a kilkulatek nie rozumie takich pojęć i dziecko płakało pod
                > > drzwiami poł dnia czekając, a mnie szlag trafiał).
                > > Niezależnie od układów pomiędzy nami teściowie bardzo kochają wnuczkę i to
                >
                > > oni wpłynęli na mojego byłego, żeby zachowywał się odpowiedzialnie, tzn.
                > > dzwonił i jak najczęściej widywał się z dzieckiem.
                >
                > Nie bardzo rozumiem jak można namawić ojca do kontaktu z własnym dzieckiem.
                > To chore.

                Oczywiście, ale czasem trzeba schować ambicję do kieszeni w imię interesu
                dziecka. Poza tym małe nieporozumienie (nieprecyzyjnie to napisałam) - ja nie
                musiałam namawiać męża do kontaktów z dzieckiem, ale zwracałam mu uwagę
                na "jakość" tych kontaktów. On na początku nie rozumiał, że mówiąc dziecku np.
                że zadzwoni pod koniec tygodnia powoduje to, że dziecko czeka kilka dni pod
                telefonem, albo że jak powie, że POSTARA się przyjść, to dziecko słyszy, że
                PRZYJDZIE i niepotrzebnie się rozczarowuje. Rozmowa na ten temat, acz podszyta
                na początku emocjami, dużo pomogła, bo początkowe "a co ty mnie tu będziesz
                pouczać" skwitowałam tym, że mi jego widok nie jest do szczęścia potrzebny, ale
                jego dziecko właśnie siedzi pod drzwiami i płacze. I jak w chwilę później
                rozmawiał z zachlipanym dzieckiem przez telefon, to jakoś to do niego dotarło,
                że te uwagi to nie są spowodowane jakąś moją złośliwością tylko tym, że chcę
                dziecku zaoszczędzić przykrości.
                • aleksandrynka Re: Bez taty... 29.04.03, 22:59
                  Mozna a nawet trzeba namawiac tate do kontaktu z dzieckiem. Nie robi się tego
                  przecież dla siebie albo przeciwko sobie, ale ze względu na dobro dziecka.
                  Łatwo odmówić dziecku ojca tylko dlatego, ze jest się na takiego faceta po
                  prostu wściekłym. Ale to nic nie da oprócz złudnego poczucia, że dobrze się
                  zrobiło. Chała, trzeba tate zachęcać do odwiedzin, bo męża można zawsze
                  zmienić, ale tatę ma się jednego... Albo powiem tak: mężem się bywa, ojcem się
                  jest na zawsze, a jeśli jakiś pan ma z tm problemy, nie umie zrozumieć, to
                  należy mu pomóc właśnie ze względu na dziecko, i schować prywatne porachunki
                  przed dzieckiem, bo ono niczemu winne. Niektórzy panowie są zniechęceni agresją
                  małżonek, nie wierzą w spontaniczny kontakt, doszukują się podstepów... Wiele
                  zależy od tego, jak para się rozstała. Wiem też, że są i tacy, co
                  mają "przeszłość" w głębokim poważaniu, tutaj nalezy sobie odpuścić, bo nikogo
                  nie zmusi się do miłości, takie zachowanie pozostaje jedynie moralnie ocenić
                  (nie przy dziecku!), bez wyrazów proszę. smile Ale porozmawiać o tym można
                  zawsze...
                  Nie mówię tutaj oczywiście o skrajnych, patologicznych sytuacjach przemocy
                  wobec dziecka, nadużyć seksualnych... Tutaj separacja jest oczywista i nie ma
                  nad czym dyskutować.
                  Zostawcie więc panie po rozwodzie porachunki z mężem tylko dla was dwojga, nie
                  grajcie dzieckiem i jego uczuciami, bo niczym sobie na to nie zasłużyło. (to
                  ostatnie nie konkretnie do autorki wątku, piszę to tak na wszelki wypadek, bo
                  świat wiele zna, niestety, podobnych przypadków. Nienawiść i rozczarowania zbyt
                  częst zaciemniają zdrowy rozsądek)
    • Gość: Iza Re: Bez taty... IP: *.introl.pl 24.04.03, 10:58
      Strasznie mi przykro. Nie dość, że pewnie sama masz problem czy podjęłaś
      słuszną decyzję to dochodzi jeszcze troska o szkraba. Dziecko potrzebuje
      obojga rodziców, ale nie za wszelką cenę. Nic nie piszesz jaki mąż był dla
      Ciebie i dziecka, czy był dobry, czy je kochał, czy też np. krzyczał i bił,
      pił alkohol etc.. To istotne. Ale może mąż kocha dziecko tylko nie potrafi
      tego okazać, może nie umie z nim bawić się, ale chętnie wybrałby się np. na
      spacer, do zoo czy parku (nie wiem czy jest człowiekiem odpowiedzialnym
      dlatego wszystko to gdybanie). A może sama masz ochotę na pojednanie tylko nie
      chcesz się do tego przyznać i próbujesz nas podpytać. Jeśli np. powiemy, że
      dziecko potrzebuje taty to wrócę do męża pod tym pretekstem. Sama musisz
      podjąć decyzję co zdecydowało o odejściu i czy było na tyle ważne by dziecko
      pozbawiać ojca. Jak ktoś powiedział coś zbudować jest szalenie trudno, zburzyć
      niesamowicie łatwo.

      Co do drugiego taty, myślę, że pewnie na razie nie masz do tego głowy, ale
      mogę Cię pocieszyć, że jeśli mężczyzna pokocha kobietę, pokocha także jej
      dziecko. Nie wyobrażam sobie, żeby mogło być inaczej.
    • Gość: dorota Re: Bez taty... IP: *.icnet / 192.168.196.* 24.04.03, 12:17
      Myślę,że ważne jest znalezienie dziecku wzorca męskiego.Dlatego doradzam częsty
      kontakt malucha z męzczyznami-może to byc dziadek,brat,jakiś ulubiony wujek.To
      w jakiś sposób pomaga dziecku zrekompensować brak taty.
      Odradzam szukanie na siłę nowego taty.Osobiście nie znam żadnego pozytywnego
      przykładu,aby "przyszywany"tatuś z sercem opiekował się nieswoim dzieckiem.
      Życzę Ci jednak dużo optymizmu i szczęścia.A może Ci się uda??
      • marusia72 Re: Bez taty... 28.04.03, 12:30
        ja też wychowuję swojego syna od 5 lat sama, jeżeli masz ochotę jeszcze na ten
        temat pogadać to napisz marusia72@wp.pl,
        • Gość: fiatuszek Re: Bez taty... IP: *.eeft.com 29.04.03, 12:49
          Nic nie jest proste. Ale co zrobić i jakie decyzje podjąć, aby nie skrzywdzić
          dzieci - to chyba najtrudniejsze. Ja dla dzieci zostałam sama. Teraz nie
          wyobrażam sobie wprowadzenia innego faceta do domu. Dzieci mają z ojcem dobry
          kontakt, a ja czasem mam ochotę znów złapać byka za rogi i spróbować ratować
          nasz związek. Wiem, że mam porównywalne szanse do nowej partnerki mojego ex...
          A na dodatek on też do końca nie wie czego chce... Życie nie jest pasmem samych
          bułek z masłem smile
    • Gość: Olga Re: Bez taty... IP: 212.14.38.* 29.04.03, 15:31
      Radzę, niestety schować dumę do kieszeni i chociaż przez jakiś czas stanąć na
      rzęsach starając się aby tata spędził jak najwięcej czasu z dzieckiem. To w
      pierwszych miesiącach po rozstaniu kształtuje się cały model waszego dalszego
      życia - czy tata będzie zabierał jedynie synka na lody do parku, czy też będzie
      prawdziwym tatą, który spędza dużo czasu z dzieckiem, chodzi na wywiadówki itp.
      Tłumacz mu to do bólu, zaciśnij zęby, bo jak tak to zostawisz to tak już
      zostanie.
      Pamiętaj, że on nadal jest ojcem, tylko mieszka oddzielnie - zwracaj sie do
      niego ze wszystkimi problemami - musisz, zrobić, zakupy, pójść do dentysty, na
      imieniny do koleżanki - może studia czy kontynuacja nauki. Mężczyźni bardzo
      często czują się "zdynsowani", nie bardzo wiedzą co robić z małym dzieckiem -
      wypchnij go na długi spacer, na 2-3 godziny na plac zabaw tam na pewno sobie
      poradzi.
      Tłumacz mu przede wszyskim co czuje maluch, nie miej skrupułów zadzwonić do
      niego "i poprosić żeby oddzwonił", bo dziecko płacze itp. Staraj się jednak
      wyciszyć emocje. To tudna sztuka i CHWAŁA CI ZA TO JEŚLI SIĘ UDA.
      Przy dłuższych rozstaniach dobrym pomysłem jest zawieszenie na scianie
      kalędarza z przesuwaną kratką - tata zaznacza flamastrem kiedy przyjdzie (to
      działa również na jego wyobraźnię), a dziecko widzi ile dni zostało i co rano
      przesuwa kratkę. Dla małego dziecka tydzień to okreś czasu zupełnie
      niepoliczlny i rozciągającyc się w nieskończoność.
      Pozdrawiam Cię serdecznie.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka