Mój 8-letni syn ostatnio liczył swoje pieniądze. Zbiera je raczej
dla samego zbierania, więc powiedzieliśmy mu, żeby zaczął może na
coś konkretnego zbierać. Padło na rower, bo ten co ma juz mały i na
wiosnę trzeba większy kupić. Policzył pieniądze i stwierdził, że na
rower już starczy. Następna rzecz, to komputer. Ok, to musi jeszcze
troooche pozbierać.
Parę dni temu przychodzi ze szkoły i oznajmia dumnie: mam świetny
pomysł! Nie musimy roweru kupować! Więc ja już myślę, co mu się
odmieniło, bardzo lubił jeździć na rowerze. A on mi: mikołaj mi
przyniesie! Mina mi zrzedła, chociaż mogło być gorzej i mógł od razu
powiedzieć, że komputer też mu mikołaj może przynieść. Powiedziałam,
że może mikołaj nie mieć tyle pieniędzy, no i rower mu się nie
zmieści do worka

Po głębszym przemyśleniu, syn ma dylemat, czy prosić mikołaja o ten
rower. Bo przecież nie wie, jaki duży ma być i jeszcze mu na
czterech kółkach da

Chciałabym domek z ogródkiem - może mi mikołaj przyniesie??