Mam zagwostkę i proszę o pomoc w interpretacji. Próbuję to rozwikłać
na własną rękę, ale przyznaję, że się poddałam. Od listopada
zeszłego roku zaczął się w moim horoskopie tzw. okres wzrostu.
Saturn przeszedł IC, Jowisz wszedł do Koziorożca zbliżając się do
DSC, podobnie jak progresywny Księżyc. Saturna w I ćwiartce
przeszłam klasycznie kursowo (Jóźwiakowo), czyli depresyjnie, w
izolacji, złamana noga, rozrachunki z przeszłością, terapia, itd.
Poziom energii = 0. Po przejściu punktu trefl, pogodziłam się z tym,
zaakceptowałam, nie walczyłam z samotnością. Innymi słowy
przestroiłam się. Postanowiłam czekać na nowy cykl.
I faktycznie od listopada, czyli od pierwszego przejścia Saturna
przez IC coś drgnęło (jednocześnie progresywny Księżyc zrobił aspekt
kwadratury do natalnej kon. Ks.-Pl.). Pojaśniało. Nastąpiła
intensyfikacja spotkań towarzyskich, i powoli, powolutku zaczęła się
klarować relacja z facetem, z którym do tamtej pory łączyły mnie
stosunki dość luźne. W lutym Jowisz wszedł do 7 domu, Saturn
przeszedł drugi raz IC, Księżyc w dalszym ciągu zmierza do DSC,
Pluton wchodzi do Koziorożca i aspektuje: mnie Księżyc, jemu Słońce,
a między nami robi się coraz cieplej.
Relacja posypała się przy 3, ostatnim przejściu Saturna do IC.
Pluton cofnął się z powrotem w Strzelcu. Jowisza mam ciągle w 7
domu, za chwilę znowu dotknie DSC, Saturn siedzi już na stałe w 4.
Rozstanie dość bolesne, bo bez słowa. Unikamy się.
Przyznam, że przy układzie: Saturn kon. IC, Jowisz tranzytujący 7
dom, księżyc progresywny na DSC, i dodatkowo zaangażowany w to
tranzyt Plutona - spodziewałam się raczej trwałej relacji.
Zwłaszcza, że nie była to nowa, przypadkowa znajomość.
Przyznaję, że nie rozumiem. Może komuś będzie się chciało rozwiać tę
Neptunową mgłę, która najwyraźniej mi przesłania cały obraz i
wskazać coś, co w tym ukłądzie nie gra?
m.
podaję linka, żeby zilustrować
www.astro.com/cgi/chart.cgi?cid=qyqfilemCc7Bm-u1217705022&lang=e&gm=a1&nhor=1&nho2=1&btyp=245&mth=gw&sday=10&smon=8
&syr=2008&hsy=-1&zod=&orbp=&rs=0&ast=