dust.in.the.wind
07.10.04, 16:32
Kilka dni temu miałam niesamowicie wielowątkowy sen. Pamiętam tylko niektóre
obrazy. Pierwszy: Jestem z mamą i siostrą w górach, uwagę zwraca zieleń, ale
tez piaszczyste place w niektórych miejscach - pozbawione trawy.
Postanowiłyśmy więc poobsiewac je trawą. Wdrapałyśmy się na szczyt skoczni -
spojrzałam w dół i po chwili wszystkie 3 zaczęłyśmy zjeżdżać na tyłkach w
dół, robiłyśmy to z uśmiechem, jakby to nas bawiło. Zszedłszy z gór znalazłam
się, ale już sama na jakimś osiedlu, zaczepiła mnie tam młoda, piękna
dziewczyna, która prowadziła wózek z dzieckiem. Poprosiła mnie, bym
zaopiekowała się nim - dziecko było pogodne, usmiechnięte. Potem znikła. Nie
wiem też, gdzie podziało się dziecko, gdyż siedziałam juzw dziwnym pociągu,
którego wagony nie były typowymi wagonami. Sidziałam z przodu tego dziwnego
pociągu, obserwowałam tory, za mna siedziało sporo ludzi, nie pamiętam czy
znajomych. Wiem, że patrzylam tez na miejsce, gdzie mają byc zbudowane nowe
tory. "Pociąg" pchany przez traktor najpierw napotkał na torowisku 2 ogromne
krzaki ostu a na końcu zatrzymał się przed krzewem czarnej porzeczki, na
której wisiały dorodne owoce. To był koniec podrózy, razem z synem znalazłam
się w domu pewnej pani, mielismy tam zostac na noc. Ta pani ( to bardzo
daleka znajoma mamy) zaczęła pokazywać mi zdjęcia swojej córki, gdy ta była
mała.... Obraz ożył - ujrzałam szczęśliwą rodzinę z małym dzieckiem,
przyglądałam się im z radością i wypatrywałam do kogo bardziej podobne jest
dziecko... Matyldo, jeśli mogę prosić o Twoją interpretację:)
Pozdrawiam