Święta na półmetku, ja sporo w pracy(jak rzadko w święta) , zrobiłam więc
rachunek sumienia:
Ile i jakie jedzenie

Mazurki:5 sztuk, z kaimakiem, z masą kawową i czekoladową.
2 na białkach z orzechami(tych nie próbowałam)
3 na kruchym cieście z żółtkami na twardo - ciasto z tymi żółtkami -
rewelacja, mazurek - marzenie(bo ja kocham kaimak).
Baba: sztuk 1 ledwo napoczęta, ale jak to baba - pyszna.
Placek drożdżowy:1 sztuka - też pewnie pyszny, bo z takiego ciasta jak baba,
ale poszedł do ludzi.
Pascha z przepisu Winaczerwonego:1 sztuka, też ledwo napoczęta, ale przepyszna.
Wędlina własnej produkcji:
Biała kiełbasa: kilka metrów - miodzio dawno tak pysznej nie jadłam, część
oczywiście poszła do ludzi.
Łopatka robiona z przepisu na "szybką wędlinę domowej roboty":
1 sztuka, też pyszna, ledwo napoczęta.
Schab, pieczony przez mojego Misia, na oko, bez przepisu:
1 sztuka kruchutki z nutą żurawinową, smaczniutki.
Żurek własnoręcznie ukiszony - pychota.
Sałatka jarzynowa, z majonezem własnej produkcji, dwa wydania(moja bogata, z
jabłkiem, śliwką i grzybkami)
Misiowa, uboga bo on takich cudów do sałatki nie dodaje.
I mimo, że z roku na rok coraz miej robię tego, jeszcze za dużo.
Będę miała żarcia na tydzień z górką.
Wychodzi na to, że Święta, to przeżycie właściwie kulinarno porządkowe, hmmmm....