... tego mojego bloga jestem, znaczy się. No i żeby dorównać kroku czołowym sieciowym publikatorkom musiałam poczynić kilka inwestycji.
Zaczęłam od nowego ciała. Canon EOS 60D. Tak jak chciałam, choć chłopaki mnie próbowali mocno przekabacić na stronę Nikona. Nikon pewnie w opinii wielu oczko wyżej się plasuje od Canona, ale i tak ciało mam niezłe. A chłopaki obrotowego wyświetlacza zazdroszczą.
Do ciała dokupiłam oko i to od razu wyspecjalizowane. 100mm makro z przesłoną 2.8. Śmichy chichami, ale standardem w gastropornografii dziś są superzbliżenia oprawione bokeh, które z byle bułki z dżemem uczynią seks nocy letniej. I 575 komciów jest i szum się robi w eterze i nagrody się sypią jak przyprawy kamisa z torebki. Potem książka, druga książka, telewizja śniadaniowa, stadko epigonek, teges szmeges... A w wolnej chwili nauczę się gotować.
No. To dokupić jeszcze muszę drugie oko, jakąś portretówkę jasną do zmysłowych strzałów przy skąpym oświetleniu. Upatrzyłam już sobie EF 50mm
f/1.4. Nice.
Zostało jeszcze przeszperać babcine szpargały w poszukiwaniu zaśniedziałej srebrnej łyżeczki, pikotków i filiżanek z chodzieskiej porcelany...
A w ramach zarzucania siatki wiernopoddańczych followerek na zanętę podrzucę tu kilka zdjątek. Reszta będzie do obejrzenia na fejsbuku, pod tym adresem:
en-gb.facebook.com/people/Krystyna-Dwatysi%C4%85ce/100000849221221
Indżoj!