mam klęske urodzaju w postaci mirabelek, lubaszek i gruszek -
klapsa i taka - no nie wiem" mala, nie pachnaca, w smaku
klapsowata, ale bardziej "mączysta"
porobilam prztwoer - cala sobota i niedziela.
na sam dzem sliwkowogruszkowy obralam ponad wiadro malych gruszek i
przetarłam przez sito (po wczesniejszym podpieczeniu)ponad wiadro
lubaszek....
do zapakowania zostalo jeszcze okolo 6 litrów wysmazonego dzemu,
choc raczej to powidła bardziej
kurcze - co ja z tym zrobie?????
bo my w zasadzie nie uzywamy dzemów...
padam na pysk

jedyna zalea tej roboty - to to, ze jest to
czynnosc (obieranie, przecieranie) wspaniale odmóżdzająca...
ale i tak sliwki i gruszki po nocach mi sie śnią.
Najgorze jest to, ze nie widać zeby z drzew cokolwiek ubyło...
trudno. osy i inne stworzonka będą mialy używanie.a ja nie musze
zajmowac sie ogrodem - bom uczulona okrutnie na osy