liberum_veto
17.11.07, 07:24
artykuł z tygodnika "Przegląd" nr 43 z 22.10.2007
www.przeglad-tygodnik.pl/index.php?site=artykul&id=13150
O odradzającym się ukraińskim nacjonalizmie ostatnimi czasy jest
bardzo głośno. Na Ukrainie buduje się pomniki upamiętniające
dowódców Ukraińskiej Armii Powstańczej, powstają propagandowe filmy,
publikacje gloryfikujące nacjonalistów. Patronami ulic, szkół
zostają działacze Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów. Całemu temu
procesowi patronuje prezydent Wiktor Juszczenko, który w maju 2006
r. w Pawłokomie tyle mówił o pojednaniu polsko-ukraińskim i wspólnej
drodze Polski i Ukrainy do zmycia piętna historii, jakim obciążone
są oba państwa. Tymczasem w sierpniu 2006 r. Juszczenko odznaczył
Jurija Szuchewycza (syna Romana Szuchewycza - dowódcy UPA) i nadał
mu tytuł Bohatera Ukrainy. W październiku 2006 r. zaś podpisał
dekret uznający UPA za ruch wyzwoleńczy.
Ostatnie obchody 65. rocznicy powstania UPA (14 października br.)
miały charakter wyjątkowo uroczysty. We Lwowie odsłonięto pomnik
Stepana Bandery, został ogłoszony prezydencki dekret "O świątecznych
obchodach 65-lecia powołania UPA". Prezydent nakazał też
przyspieszenie budowy pomnika Romana Szuchewycza we Lwowie oraz
objęcie pomocą medyczną weteranów UPA, którzy mają nieformalny
status kombatantów w zachodnich regionach Ukrainy. 13 października
we Lwowie odbyła się uroczysta akademia z okazji obchodów 65.
rocznicy UPA. Na początku akademii głos zabrał gubernator obwodu
lwowskiego, Petro Olijnyk, następnie przewodniczący Lwowskiej Rady
Obwodowej, Myrosław Senyk, oraz pierwszy wicemer Lwowa, Ołeh
Syniutka. Podziękowali członkom UPA za to, że poświęcili młodość
walce o niepodległość Ukrainy i uzyskanie przez nią państwowości.
Syniutka zapewnił uczestników akademii, że we Lwowie pojawi się
ulica Bohaterów UPA. W dniu obchodów ok. 5 tys. zwolenników
nacjonalistycznej partii Swoboda zebrało się w centrum Kijowa.
Przywódca ugrupowania, Ołeh Tiahnybok, nawoływał do uznania
weteranów UPA za bojowników o niepodległość Ukrainy, rehabilitacji
UPA i nadania jej członkom pełnych praw kombatanckich.
Generalnie rozwój kultu UPA odbywa się przy milczeniu polskich
władz, choć nie do końca... Politycy PiS zaangażowali się swego
czasu mocno w poparcie dla obozu pomarańczowych na Ukrainie, nie
bacząc na obecność w tej formacji skrajnych nacjonalistów, m.in. z
Kongresu Ukraińskich Nacjonalistów, będącego kontynuacją OUN.
Najdziwniejsze jest to, że kult UPA popierają i szerzą działacze
pomarańczowej koalicji skupiającej proprezydencką partię Nasza
Ukraina-Ludowa Samoobrona oraz blok Julii Tymoszenko. Ugrupowania
te, dążące do członkostwa w UE, wspierają działalność kombatantów
byłej profaszystowskiej organizacji, która w czasie II wojny
światowej współpracowała z hitlerowcami.
Zdania na temat UPA są jednak wśród Ukraińców mocno podzielone,
czego dowodem jest odsłonięcie we wrześniu 2007 r. pierwszego na
Ukrainie pomnika ofiar UPA/OUN w Symferopolu na Krymie.
Czy Polska powinna podjąć jakieś kroki w sprawie UPA? Z jednej
strony, wieczne wymachiwanie szabelką nie przysporzy nam sympatii u
sąsiadów, z drugiej, powinniśmy protestować przeciwko ruchom
faszystowskim i nacjonalistycznym. O tym, jak nasze władze i
politycy podchodzą do problemu, świadczy fakt, że nikt nie
zaprotestował publicznie przeciw przebiegowi obchodów, nie było noty
dyplomatycznej, a i serwisy informacyjne w zasadzie milczały. A
przecież skoro Donald Tusk był tak świetnie przygotowany do debaty z
Jarosławem Kaczyńskim, dlaczego nie spytał premiera, jakie kroki ma
zamiar podjąć rząd i jakie ma stanowisko w tej sprawie. Widocznie
wykute na pamięć ceny kurczaka i PR-owska sztuczka z rzekomą rozmową
z panią Ewą nie pozwoliły mu na kreatywne i spontaniczne odniesienie
się do nowego problemu. Przytaczanej przez "Donka" pani Ewy i tak
nie interesuje kult UPA. A i Zachód nie zrozumie, o co nam chodzi,
bo ich poziom wiedzy historycznej zatrzymał się na etapie "polskich
obozów koncentracyjnych".
Łukasz Jastrząb