Dodaj do ulubionych

ks. Isakowicz-Zaleski: Spór o ludobójstwo

    • mat120 Ks.Zaleski odsyła TP medal św. Jerzego 22.11.08, 15:20
      i proponuje przyznanie go Lesławowi Maleszce

      Moją odpowiedzią na teksty ks. Adama Bonieckiego i ks. Andrzeja Lutra,
      opublikowane we wczorajszej "Gazecie Wyborczej", jest odesłanie "Tygodnikowi
      Powszechnemu" Medalu św. Jerzego, który otrzymałem od niego w 1997 r. za
      „zmagania ze złem i uparte budowanie dobra w życiu społecznym”.

      Odsyłam równiez dlatego, ze moja skromna osoba nie pasuje do innych laureatów
      owego Medalu, czyli do takich autorytetów moralnych jak Adam Michnik, Tadeusz
      Mazowiecki, Tadeusz Pieronek czy Józef Zyciński. Myślę, że osoby te z tej
      decyzji naprawdę ucieszą się. Od dziś bowiem mogą byc wyłącznie we własnym gronie.

      Odsyłając ów Medal (fizycznie uczynię to zaraz po powrocie z Nowego Yorku),
      zasugeruję, aby został on wręczony komuś z takich kolejnych autorytetów
      moralnych jak np. ks. Michał Czajkowski. Lesław Maleszka, Halina Bortnowska czy
      wspomniany ks. Andrzej Luter. Wtedy krąg laureatów, wyznających te same
      wartości, jeszcze bardziej się poszerzy. A wówczas nie będą im już potrzebne
      "listki figowe" w postaci osób opiekujących się chorymi czy niepełnosprawnymi.

      www.isakowicz.pl/index.php?page=news&kid=8&nid=1232
    • mat120 Ks. Isakowicz-Zaleski w Obornikach Śląskich 28.11.08, 22:02
      Spotkanie w Obornikach Śląskich było bardzo udane. W Domu Kultury "Cztery muzy"
      najpierw czytano moje wiersze, później odbyła się promocja książki "Zapomniane
      ludobójstwo na Kresach". Na koniec była długa dyskusja o Kresach. To wielka
      zasługa władz samorządowych.
      www.isakowicz.pl/index.php?page=news&kid=8&nid=1244
      Jedynym incydentem, który zakłócił spotkanie była obecność pwenego Ukraińca,
      który cały czas atakował, a następnie podnióśł rękę w faszystowskim
      pozdrowieniu, krzycząc "Sława Ukrainie!". Za taki gest w Niemczech byłby skazany
      na grzywnę. Nocowałem u niezwykle gościnnych księży salwatorianów. Rano ruszyłem
      w drogę do Torunia, gdzie Fundacja im. Brata Alberta otwiera nowy dom dla osób
      niepełnosprawnych. Stamtąd jadę na spotkanie do rzecznika praw obywatelskich dr
      Janusza Kochanowskiego w Warszawie, a nastepnie na spotkanie autorskie w
      Ostrołęce i do Olsztyna na sympozjum o ludobójstwie na Kresach

    • mat120 Huk-nięte dywagacje w Naszym S. o ks. Zaleskim 05.12.08, 19:42
      Dla wroga tylko sucha gałąź i konopny sznur.",

      „Wrogowie Ukrainy i Ukraińców muszą być tępieni w każdym miejscu, a
      szczególnie na Ukrainie i w ukraińskim Lwowie, najbardziej ukraińskim mieście ze
      wszystkich ukraińskich miast."

      Czy to jakieś upowskie hasła sprzed 65-lat? Nie, to współczesne wypowiedzi
      niejakiego Romana Bazylewicza z Leżajska przytoczone przez ks. Tadeusza
      Isakowicza-Zaleskiego na blogu. Furię u p.Bazylewicza sprowokował artykuł
      Bohdana Huka, dziennikarza „Naszego Słowa", tygodnika mniejszości ukraińskiej w
      Polsce, umieszczony stronie internetowej czasopisma. Już sam tytuł wiele mówi:
      „Tadeusz Isakowicz-Zaleski to nienawiść w Polsce".

      Poniżej zamieszczam moje tłumaczenie tego tekstu, na dowód, że sprawy sprzed 65
      lat nie są jakimiś „zaszłościami", które należy zapomnieć. Brak potępienia
      zbrodni, gloryfikacja morderców budzi bowiem „demony, które - wielu miało taką
      nadzieję - zostały uśpione na zawsze".

      Osobom krewkim radzę przygotowanie zawczasu dużej ilości waleriany, którą należy
      zażywać w trakcie czytania. Nie dajmy się sprowokować - jest to tekst, który ma
      sprowadzić dyskusję o ludobójstwie OUN-UPA do poziomu pyskówki. Nie mają
      sympatycy banderowców zbyt wielu merytorycznych argumentów, więc starają się
      temat zagadać, omotać relatywizującą retoryką, zakłamać i w końcu doprowadzić do
      rynsztokowej polsko-ukraińskiej awantury, od której przeciętny człowiek odwróci
      się z niesmakiem. Powtarzam: NIE DAJMY SIĘ SPROWOKOWAĆ!

      "Nasze słowo" № 47, 23 listopada 2008

      65-lat-temu.salon24.pl/104862,index.html
      Oj Boguś, Boguś...

      • pisz_pan_na_berdyczow Re: Huk-nięte dywagacje w Naszym S. o ks. Zalesk 09.12.08, 07:18
        Huk sam przepełniony jest jadem i nienawiścią do Polaków a sam
        zarzuca nienawiść ks. Isakowiczowi! Już dawno pisałem tu, że to
        wredny i niebezpieczny typ. Widziałem go raz w życiu i wrażenie moje
        było straszliwe...
        Natomiast nie zgodzę się z nazywaniem Piotra Tymy "polakożercą" itp.
        Ten jest po prostu konformistą, zawsze dostosowującym się do swojego
        środowiska - pewnie głównie dlatego zaszedł tak wysoko w ich
        hierarchii. Niestety jest w związku z tym reprezentatywny dla
        Ukraińców w Polsce....no tych "zaangażowanych"...
    • mat120 Ks. Isakowicz-Zaleski Człowiekiem Roku 21.12.08, 10:20
      Ks. Tadeusz Isakowicz - Zaleski Człowiekiem Roku 2008 Klubów Gazety Polskiej

      Na tradycyjnym corocznym spotkaniu opłatkowym w klubie krakowskim "Gazety
      Polskiej" odbyła się niezwykle miła uroczystość uhonorowania przez kluby "Gazety
      Polskiej" ks. Tadeusza Isakowicza - Zaleskiego tytułem Człowieka Roku 2008.

      www.isakowicz.pl/index.php?page=news&kid=8&nid=1308
      Tytuł jak najbardziej zasłużony. Gratulujemy.
      • pisz_pan_na_berdyczow Re: Ks. Isakowicz-Zaleski Człowiekiem Roku 21.12.08, 20:33
        Przyłączam się do gratulacji!
    • liberum_veto Zasłużony dla NSZZ "Solidarność" 29.01.09, 18:37
      Ksiądz Isakowicz-Zaleski otrzymał medal od Solidarności. Reportaż:
      www.isakowicz.pl/index.php?page=news&kid=8&nid=1451
    • pisz_pan_na_berdyczow co z wyzwaniem dla Tymy! 02.02.09, 22:12
      Jakis czas temu ks Zaleski wezwał P. Tymę do debaty...Pani Siemaszko
      Tyma i jego załoga się bali (może gryzie?)...czy księdza też się
      przestraszyli???
      • mat120 Re: co z wyzwaniem dla Tymy! 03.02.09, 08:56
        pisz_pan_na_berdyczow napisał:

        Z tego co wiem, Tyma wyzwania nie podjął.smile
    • mat120 Re: ks. Isakowicz-Zaleski: Spór o ludobójstwo 05.03.09, 21:40
      Właśnie wróciłem ze spotkania z ks. Zaleskim, które odbyło się w Kresowym Domu
      Kultury w Żarach. Zainteresowanie przekroczyło najśmielsze oczekiwania; sala
      pękała w szwach. Ks. Tadeusz jak zwykle mówił bardzo ciekawie i odpowiadał na
      pytania. W spotkaniu uczestniczyli również, nieliczni już, świadkowie
      banderowskiego barbarzyństwa. Jeden z nich opowiadał jak będąc kilkuletnim
      dzieckiem zbierał wraz z matką poćwiartowane ciało swego ojca. Oczywiście i ja
      zadałem ks. pytanie; czy nie odniósł wrażenia podczas ostatniego spotkania z
      prezesem Kaczyńskim, że wstydzi się on za własne i swego brata zachowanie w tej
      sprawie. Pan Jarosław K. słucha swego brata - brzmiała odpowiedź.
      Fotki ze spotkania zamieszczę trochę później.
      • liberum_veto pojednanie musi być oparte na prawdzie 07.03.09, 08:02
        relacja "Gazety Lubuskiej" ze spotkań w Żarach
        www.gazetalubuska.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20090305/POWIAT18/50348921
        Znany publicysta, historyk i badacz wydarzeń na Kresach Wschodnich
        ks. Tadeusz Zaleski spotkał się najpierw z mieszkańcami w sali
        ratusza. Na to spotkanie przyszli głównie młodzi ludzie, uczniowie
        szkół średnich. Po południu spotkał się z kresowiakami.
        Ksiądz mówił o tym, że do dziś nie doczekano się ujawnienia pełnej
        prawdy o ludobójstwie Polaków na Kresach Wschodnich. - Naród
        niemiecki po drugiej wojny światowej odciął się nazizmu, w szkołach
        niemieckich mówi się o obozach w Oświęcimiu i Auschwitz, dawno już
        otwarto akta z czasów komunistycznych, a w Polsce nie mówi się o
        zbrodniach na Kresach.
        Relacje polsko niemieckie doprowadzono do normalności, natomiast
        relacje polsko ukraińskie nie są normalne. Ciągle zaprzecza się
        prawdy historycznej, to boli, że na polskich grobach na Ukrainie nie
        ma nawet krzyży - mówił ks. Zaleski.
        Ks. Tadeusz Zaleski mówił także o zagrożeniach nacjonalizmu na
        Ukrainie. Opowiadał, że we Lwowie buduje się pomniki oprawców
        polskich ofiar, wznosi się hasła ku chwale UPA i SS, a w miejscach
        kaźni Polaków nie ma pomników. - Pojednanie narodu polskiego i
        ukraińskiego musi być oparte na prawdzie, nie na zakłamaniu i
        przemilczaniu - stwierdził ksiądz Zaleski.
      • mat120 Kilka zdjęć 12.03.09, 23:50
        ze spotkania a Żarach - 5.03.2009

        fotoforum.gazeta.pl/3,0,1699728,2,3.html
        fotoforum.gazeta.pl/3,0,1699729,2,2.html
        fotoforum.gazeta.pl/3,0,1699730,2,1.html
        fotoforum.gazeta.pl/3,0,1699727,2,4.html
    • liberum_veto Zagłada Małopolski Wschodniej 21.03.09, 11:02
      Tegoroczne uroczystości ku czci ofiar ludobójstwa na Kresach będą
      dla Sejmu i Senatu oraz całego polskiego establishmentu kolejnym
      testem na patriotyzm.
      65 lat temu ukraińscy nacjonaliści i faszyści z Ukraińskiej
      Powstańczej Armii i SS "Galizien", po wymordowaniu ludności polskiej
      na Wołyniu, rozpoczęli systematyczną akcję ludobójczą w Małopolsce
      Wschodniej, czyli na terenie województw tarnopolskiego,
      stanisławowskiego i lwowskiego. Był to obszar zamieszkany przez
      wiele narodowości, w tym przez Rusinów (nazywanych od XIX w.
      Ukraińcami), Polaków, Żydów i Ormian. Wszyscy mieszkali tam od
      wieków, tworząc barwną mozaikę dawnej Rzeczypospolitej. Prawie
      wszyscy też, oczywiście poza wyznawcami religii mojżeszowej, byli
      katolikami, należąc do trzech obrządków: grecko-, rzymsko- i
      ormiańskokatolickiego. Z kolei stolica tego regionu, Lwów, była
      jedynym miastem w Europie, w którym siedziby miały aż trzy
      katolickie arcybiskupstwa. Jeśli chodzi o Polaków, to w
      przeciwieństwie do Wołynia i Polesia, było ich na tym terenie sporo -
      prawie tyle, ile Ukraińców, a w niektórych powiatach nawet znacznie
      więcej. Dla przykładu, w 1939 r. na język polski jako swój ojczysty
      wskazywało aż 49 proc. mieszkańców województwa tarnopolskiego, a na
      język ukraiński 45 proc. W wypadku województwa lwowskiego proporcje
      te układały się 58 proc. i 34 proc., a stanisławowskiego 22 proc. i
      69 proc. Nawiasem mówiąc, były to tereny bardzo zaludnione, a ruch
      emigracyjny do USA i Kanady był stąd bardzo duży.
      Pierwsze zbiorowe mordy na bezbronnej ludności polskiej dokonane
      przez wyznawców ideologii Dmytro Doncowa i Stepana Bandery miały
      miejsce już we wrześniu 1939 r. Znana jest np. tragedia osady
      Kołodne w powiecie buczackim, wymordowanej 18 września, czyli w
      dniu, w którym wojska polskie wycofały się do Rumunii, a sowieckie
      jeszcze nie wkroczyły. Podobnie było w okolicach Brzeżan. Następna
      fala zabójstw nastąpiła po wycofaniu się Rosjan, a więc w czerwcu i
      lipcu 1941 r. Przykładem są mordy we wsi Czechów, także pod
      Monasterzyskami, gdzie podburzeni przez banderowców ukraińscy chłopi
      uśmiercali widłami zarówno Polaków, jak i swoich pobratymców z
      rodzin mieszanych, w tym kilkoro dzieci. Do kolejnych aktów
      ludobójczych zaliczyć należy także poczynania kolaborantów z
      Ukraińskiej Policji Pomocniczej, którzy wzięli czynny udział w
      zagładzie Żydów, obławiając się mieniem swoich ofiar. Mordowali oni
      też Polaków, a także tych Ukraińców, którzy nie popierali
      nacjonalistów.
      Najkrwawsza fala ludobójstwa rozpoczęła się jednak na początku 1944
      r. Tylko 28 lutego zrównano z ziemią czysto polskie wsie Korościatyn
      (akcją dowodzili ksiądz greckokatolicki wraz z córką oraz syn innego
      ukraińskiego księdza) oraz Hutę Pieniacką, w której banderowcy
      spalili żywcem ponad 1000 osób spędzonych do stodół. Napastników
      wspierali żołdacy z 14 Dywizji SS "Galizien", wśród których, jak
      pisze Aleksander Korman, "znaleźli się synowie duchownych
      greckokatolickich i bogatych chłopów, inteligenci i półinteligenci,
      elementy kryminalne i zdeklasowane oraz będąca pod wpływem
      ukraińskiej ideologii faszystowskiej młodzież". Esesmani, którzy na
      froncie zazwyczaj odznaczali się zwykłym tchórzostwem i skłonnością
      do dezercji, swoją "bohaterszczyzną" potrafili się wykazywać jedynie
      wobec starców, kobiet i dzieci, mordując i paląc dziesiątki polskich
      wiosek na Tarnopolszczyźnie. W ten sposób zamordowali oni tysiące
      niewinnych ludzi, m.in. w Palikrowach (950 ofiar), Chodaczkowie
      Wielkim (860 ofiar) czy w sanktuarium maryjnym ojców dominikanów w
      Podkamieniu (600 ofiar). Dywizja SS "Galizien" została nadzwyczaj
      łatwo rozbita pod Brodami przez nacierającą od wschodu Armię
      Czerwoną. Jednak przesunięcie się frontu w niczym nie zmieniło
      tragedii w Małopolsce Wschodniej. Oddziały UPA bowiem, dowodzone
      przez Romana Szuchewycza ps. "Taras Czuprynka", przy bierności, a
      nawet cichej aprobacie władz sowieckich, kontynuowały zbrodnie do
      1946 r., czyli do chwili wypędzenia stamtąd ocalałych Polaków. Co
      więcej, ukraińskie kurenie dokonały także zabójstw za Bugiem, czyli
      w ziemi przemyskiej i rzeszowskiej. W całej Małopolsce Wschodniej
      wymordowano łącznie ponad 100 tys. osób.
      Z tej okazji środowiska patriotyczne i kombatanckie organizują
      liczne uroczystości ku czci ofiar. Środowiska te pozbawione
      odpowiednich funduszy, jak i niejednokrotnie wsparcia
      organizacyjnego ze strony władz państwowych, w przygotowania te
      wkładają wiele energii. Osobiście jestem ciekaw, czy polscy politycy
      będą mieli odwagę oddać cześć pomordowanym obywatelom Drugiej
      Rzeczypospolitej, czy też pozostaną w domowych pieleszach, dając się
      omamić demagogii Wiktora Juszczenki. W swoich felietonach będę więc
      bardzo dokładnie opisywać, kto przyszedł, a kto nie. Nie omieszkam
      też nieobecnym wytknąć tego w czasie ich kampanii wyborczych.
      I jeszcze jedno, we Lwowie katom Polaków i Żydów stawiany będzie
      kolejny pomnik, a w Warszawie ku czci pomordowanych Polaków na
      Kresach, jak go nie było, tak nie ma. Nie ma też pomników ani nawet
      krzyży na setkach zbiorowych mogił.
      ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski, 17-02-2009
      www.isakowicz.pl/index.php?page=news&kid=88&nid=1508
    • liberum_veto Podolskie ludobójstwo 27.04.09, 19:50
      Symbolem tej fazy ludobójstwa stała się zagłada Huty Pieniackiej -
      osady czysto polskiej. W czasie wojny miała ona zorganizowaną
      samoobronę, więc Polacy z Wołynia chronili się tutaj. Samoobrona ta
      23 lutego 1944 r. odparła pierwszy napad Ukraińców. Kolejny nastąpił
      28 lutego. Na podstawie relacji świadków IPN opracował następujący
      przebieg wydarzeń: "Po ostrzelaniu wsi do Huty Pieniackiej wkroczyli
      żołnierze SS Galizien i grupy cywilów narodowości ukraińskiej.
      Strzelali do mieszkańców, którzy próbowali uciekać. Dowodził nimi
      oficer niemiecki w stopniu kapitana. Pozostałych mieszkańców
      wyprowadzono z domów i grupami doprowadzono do kościoła. Odbywało
      się to w bardzo brutalny sposób, np.: siedemdziesięcioletniej
      Rozalii Sołtys bagnetem rozpruto brzuch, innej kobiecie wyrwano z
      objęć noworodka i rzucono nim o mur, zastrzelono rodzącą kobietę.
      Spośród doprowadzonych do kościoła osób około dwudziestu udało się
      ukryć w piwnicy oraz na wieży kościelnej. One przeżyły. W kościele,
      gdy rozeszła się wieść, że jest zaminowany i zostanie wysadzony w
      powietrze, działy się dantejskie sceny. Ludzie chcieli wydostać się
      na zewnątrz, w obłędnym strachu, nie panując nad swoim zachowaniem.
      Kościół jednak był chroniony bardzo solidnymi drzwiami.
      Do kościoła wciąż doprowadzano kolejnych ludzi, inni ginęli na
      terenie wsi. Każdy dom i zabudowanie gospodarcze, po wcześniejszym
      ostrzelaniu, były plądrowane i grabione przez przybyłych razem z
      oddziałem SS Galizien cywilnych Ukraińców, którzy zabierali wszelkie
      przedstawiające jakąkolwiek wartość przedmioty, żywność, bydło,
      drób, trzodę chlewną itp. Zrabowany dobytek ładowano na podwody,
      zorganizowane przez oddział dywizji w drodze do Huty Pieniackiej z
      Ukraińców, mieszkańców wsi położonych na trasie jego pochodu.
      Dowódcę samoobrony wsi, doprowadzonego na plac przed kościołem,
      oblano płynem łatwopalnym i żywcem spalono. Wcześniej zbrodniarze z
      SS Galizien zamordowali w mieszkaniu jego żonę i córkę oraz trzy
      ukrywające się u nich Żydówki. W godzinach popołudniowych rozpoczęto
      wyprowadzać z kościoła kilkudziesięcioosobowe grupy, które kierowano
      do stodół i drewnianych zabudowań gospodarczych. Po wpędzeniu do
      nich ludzi obiekty te ostrzeliwano z broni maszynowej, a następnie
      po oblaniu płynem łatwopalnym podpalono. W tej sytuacji "szczęśliwy"
      los spotkał tych, którzy zginęli od kul, większość bowiem
      uwięzionych spłonęła żywcem. Akcja pacyfikacyjna w Hucie Pieniackiej
      zakończyła się około godziny 17, gdy pijani sprawcy ze zrabowanym
      dobytkiem, śpiewając opuścili wieś".
      Łącznie zamordowano ok. 1200 osób, a wieś zrównano z ziemią. Sprawcy
      nigdy nie zostali ukarani, a wielu z nich do dziś żyje spokojnie w
      Kanadzie i Wielkiej Brytanii. Nazwy wioski zaś trudno szukać w
      podręcznikach polskich i ukraińskich.
      ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski, Gazeta Polska, 25 lutego 2009 r.
      www.isakowicz.pl/index.php?page=news&kid=88&nid=1523
    • liberum_veto Huta Pieniacka: Kolejne rozczarowanie 11.05.09, 09:45
      Prezydent Lech Kaczyński znów nie powiedział prawdy o ludobójstwie,
      a prezydent Wiktor Juszczenko nie przeprosił narodu polskiego

      Żadnym przełomem moralnym lub politycznym nie stała się wizyta
      prezydentów Polski i Ukrainy na miejscu męczeństwa, gdzie kiedyś
      rozciągała się polska wieś Huta Pieniacka. Z wizytą tą rodziny
      pomordowanych nie wiązały wprawdzie wielkich nadziei, po cichu
      oczekiwały jednak, że prezydent Lech Kaczyński, jak przystało na
      kogoś, kto szedł do wyborów pod sztandarami prawdy historycznej,
      powie wreszcie ową prawdę o ludobójstwie Polaków na Kresach
      Wschodnich. Oczekiwały też, że z kolei prezydent Wiktor Juszczenko
      wypowie słowo "przepraszam". To jedno słowo, od którego tak wiele
      zależy. Niestety, w obu przypadkach znów nastąpiło rozczarowanie.

      Prezydent Polski nie nazwał bowiem ludobójstwa po imieniu i nie
      ukazał jego sprawców, czyli zbrodniarzy z Organizacji Ukraińskich
      Nacjonalistów, Ukraińskiej Powstańczej Armii i SS "Galizien". Użył
      eufemizmów i półprawd w postaci słów "rzeź", "tragedia"
      i "prowokacja", choć jako prawnik doskonale wie, czym one się różnią
      od opisanego w prawie międzynarodowym pojęcia ludobójstwa. Co
      więcej, winę za zagładę Polaków starał się przerzucić na Niemców i
      Rosjan, choć UPA mordowała na polecenie własnych dowódców, a nie
      Hitlera czy Stalina. Wycofał się nawet z pozycji zajętej przez
      Aleksandra Kwaśniewskiego, który w 2003 r. w Porycku
      powiedział: "Trzeba jednak tutaj wyrazić moralny protest wobec
      ideologii, która doprowadziła do "akcji antypolskiej", zainicjowanej
      przez część Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów i Ukraińskiej
      Powstańczej Armii. Wiem, że te słowa wielu mogą zaboleć. Ale żaden
      cel, ani żadna wartość, nawet tak szczytna jak wolność i suwerenność
      narodu, nie może usprawiedliwiać ludobójstwa, rzezi cywilów,
      przemocy i gwałtów, zadawania bliźnim okrutnych cierpień". Fatalnym
      posunięciem było również to, że ów krok do tyłu obecny prezydent
      wykonał pod ewangelicznym wezwaniem "prawda was wyzwoli",
      podchwyconym zresztą od osób, które walczą właśnie ze wspomnianymi
      eufemizmami i półprawdami. Jeżeli więc Lech Kaczyński w ogóle
      jeszcze rozważa swoją reelekcję, to niech wreszcie dokona
      radykalnego zwrotu. Jego potencjalnymi wyborcami są bowiem nie
      członkowie Związku Ukraińców w Polce czy czytelnicy "Gazety
      Wyborczej" i wydawanego po ukraińsku "Naszego Słowa", ale
      Kresowianie i ich dość liczni potomkowie oraz czytelnicy "Gazety
      Polskiej" i innych pism patriotycznych. Zachęcam przy okazji, aby
      naiwnie proukraińskiego min. Michała Kamińskiego zastąpić p. Ewą
      Siemaszko i dr Lucyną Kulińską, autorkami doskonałych opracowań o
      ludobójstwie, a wówczas zyska na tym nie tylko sprawa owej
      reelekcji, ale i przede wszystkim polska racja stanu.

      Zawiódł też Wiktor Juszczenko, który po raz kolejny nie przeprosił
      Polaków w imieniu swego narodu. Inna sprawa, że jego słowa nie mają
      już żadnego znaczenia, bo lada moment odejdzie on - na szczęście! -
      do lamusa historii. Poza tym, za gloryfikację morderców Polaków,
      Żydów i Ormian powinien już dawno być w cywilizowanej Europie
      traktowany jako persona non grata, tak jak są traktowani ci, którzy
      negują Holokaust. Reasumując, uroczystości w Hucie Pieniackiej nie
      stały się drogą do pojednania. Rodziny pomordowanych, przepojone
      bólem, pozostają nadal w osamotnieniu i niezrozumieniu, nie mogąc
      nawet skromnym znakiem krzyża upamiętnić setek zbiorowych mogił, na
      których rosną chaszcze i wyją wilki. Ani prezydenci Lech Wałęsa i
      Lech Kaczyński, ani walczący o ten urząd Donald Tusk, pomimo swej 20-
      letniej aktywności politycznej w strukturach Trzeciej RP, nie
      zrobili prawie nic, aby krzyże te wreszcie ustawiono. Przykładem
      tego jest rodzinna wieś mego ojca, Korościatyn k. Monasterzysk,
      którą w tym samym dniu co Hutę Pieniacką wymordowali banderowcy z
      UPA, a w której na mogiłach ofiar do dziś nie ma żadnego
      upamiętnienia. Politykom z Warszawy i Gdańska zabrakło bowiem
      elementarnej troski o prawdę o tych rodakach, których wyrzynano
      tylko dlatego, że byli Polakami.
      ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski, Gazeta Polska, 4 marca 2009 r.
      www.isakowicz.pl/index.php?page=news&kid=88&nid=1540
    • liberum_veto Męczennicy z Podkamienia 05.06.09, 16:32
      Wymordowanie zakonników i osób świeckich w klasztorze dominikańskim jest jednym
      z wielu przykładów podeptania przez członków SS "Galizien" i UPA wartości
      chrześcijańskich

      Ruś od czasu przyjęcia chrztu w 988 r. jest krainą na wskroś chrześcijańską.
      Dlatego też ze zdziwieniem przyjmowane są fakty okrutnego barbarzyństwa, jakiego
      niektórzy Ukraińcy dopuszczali się w czasie II wojny światowej. Niestety, część
      naszego pobratymczego narodu, który wydał tylu świętych i błogosławionych, dała
      się na początku XX w. opętać obłąkanej ideologii Dmytro Doncowa. Ten
      wykształcany na uniwersytetach w Petersburgu, Wiedniu i Lwowie doktor prawa w
      swojej publikacji pt. "Nacjonalizm" zawarł tezę, że aby powstała "samostijna"
      Ukraina, można stosować tzw. twórczy terror, czyli zabijać zarówno
      obcoplemieńców, jak i Ukraińców, którzy nie popierają nacjonalizmu. Początkowo
      przejawami tego terroru były zabójstwa urzędników. Jednym z pierwszych zamachów
      było zastrzelenie w 1908 r. namiestnika Galicji, hr. Andrzeja Potockiego.
      Nawiasem mówiąc, dokonał tego syn księdza greckokatolickiego, co jest bardzo
      charakterystyczne, bo dzieci unickich duchownych, niepomne na przykazania
      Dekalogu, stanowiły awangardę Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów.

      Przykładów stosowania owego "twórczego" terroru są tysiące. Warto przypomnieć
      np. przypadającą w tym tygodniu rocznicę zbrodni w klasztorze dominikańskim w
      Podkamieniu, o której piszę szerzej w swojej najnowszej publikacji. Klasztor ów,
      posiadający strzelistą wieżę i leżący na wysokim wzgórzu, doskonale widoczny
      jest od strony Poczajowa i Krzemieńca. Wypisz, wymaluj Jasna Góra, tyle że na
      pograniczu między Wołyniem a Podolem. Klasztor ten ze względu na napady Tatarów
      miał charakter obronny. Jego perłą był przywieziony z Włoch obraz Matki Bożej.
      Cieszył się on tak wielkim kultem, że już w 1727 r. został koronowany koronami
      papieskimi. W zimie 1944 r. zaczęli tutaj ściągać ludzie z różnych stron. Byli
      to jednak nie tyle pielgrzymi, ile uciekinierzy z Wołynia, którzy szukali tu
      pociechy duchowej i schronienia przed grasującą UPA. Zza murów klasztoru
      dochodziły przerażające wieści. 28 lutego tegoż roku w pobliskiej Hucie
      Pieniackiej ukraińscy najemnicy z 14 Dywizji SS "Galizien" dokonali
      przerażającej zbrodni. Z kolei 12 marca ci sami zbrodniarze, wsparci przez
      banderowców, wymordowali 365 osób w Palikrowach, rozstrzeliwując Polaków z
      karabinów maszynowych, co uchodziło za "szczęśliwą" formę śmierci.

      Tego samego dnia zaatakowali też klasztor. Wobec przewagi wroga załamała się
      polska samoobrona. Wrota zostały wyważone i rozpoczęła się rzeź, która trwała
      przez trzy dni. Rozpoczęło się polowanie na ukrywających się. Banderowcy, opici
      "horiłką", wyciągali ich z najróżniejszych zakamarków, a po obrabowaniu z
      ubrania katowali siekierami, sierpami i nożami. Kul używali rzadko, gdyż
      własnoręczne "zaszlachtowanie Lacha" było nobilitacją, zwłaszcza dla nowo
      zaciągniętych w szeregi UPA mołojców. Mordowali też w samym kościele, gdzie
      niektóre ofiary kurczowo trzymały się ołtarza przed cudownym wizerunkiem.
      Poćwiartowali też trzech braci zakonnych wraz z ks. Stanisławem Fijałkowskim,
      proboszczem z Poczajowa. Łącznie w klasztorze i wiosce wymordowano 600 Polaków.
      Do dziś większość ich nazwisk nie jest znana. Jeden ze świadków (cytuję za
      monografią o ludobójstwie Szczepana Siekierki i Henryka Komańskiego) tak to
      opisuje: "Po kilku dniach poszliśmy do klasztoru. Pomieszczenia klasztorne były
      obrabowane i zdemolowane. Korytarze przedstawiały okropny widok. Podłogi pokryte
      tłuczonym szkłem, pierzem z porozrywanych poduszek i pierzyn, zbożem i
      wszelkiego rodzaju przedmiotami. W najróżniejszych miejscach widniały ślady
      krwi. W jednym pomieszczeniu leżało dwadzieścia, a może więcej ciał w
      najróżniejszych pozycjach. Cała podłoga była zaścielona trupami. Zamordowane
      osoby były mi znane z widzenia, lecz nazwisk ich nie pamiętam. Najwięcej ludzi
      pochodziło z Wołynia. Niektórzy w zastygłych dłoniach trzymali różaniec.
      Mężczyźni rozebrani, bez butów, koszul, jedynie w kalesonach. Głowy rozrąbane na
      pół siekierą lub jakimś innym ostrym narzędziem. Jeszcze dziś po tylu latach
      śnią mi się te makabryczne sceny".

      Po ekspatriacji dominikanie opuścili klasztor i przewieźli obraz Matki Bożej do
      swojego kościoła we Wrocławiu. Tam po jego prawej stronie wmurowali tablicę
      pamiątkową ku czci pomordowanych braci zakonnych i mieszkańców Tarnopolszczyzny.
      Z kolei w podkamieńskim klasztorze Rosjanie urządzili więzienie polityczne, a
      następnie zakład dla chorych psychicznie. Ostatnio władze Ukrainy sam kościół
      przekazały unickim zakonnikom, których pytałem kiedyś, co wiedzą o wydarzeniach
      z 1944 r. Jak można było przypuszczać, nie wiedzieli praktycznie nic, a raczej
      nie chcieli wiedzieć. Tylko jeden z nich powiedział, że tutaj w czasie wojny
      Niemcy rozstrzelali, jak to określił, "braci Słowian". Równocześnie użalał się,
      że Polacy wyjeżdżając zabrali im "ukraińską ikonę". W Podkamieniu do dziś nie ma
      żadnego epitafium ku czci pomordowanych. Jedynie w zrujnowanym kościele
      doskonale zachowały się ślady po kulach. Jednak gdy nowi gospodarze położą tynki
      i pokryją je swoim zwyczajem olejną farbą, to nawet te ślady po mordach tutaj
      dokonanych znikną bezpowrotnie.

      ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski, Gazeta Polska, 11 marca 2009
      www.isakowicz.pl/index.php?page=news&kid=88&nid=1560
    • liberum_veto Trop głównie ukraiński 21.09.09, 07:01
      Nadanie doktoratu honoris causa Wiktorowi Juszczence,
      gloryfikatorowi zbrodniarzy z OUN-UPA i SS "Galizien", jest blamażem
      zasłużonego Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego

      Odpowiadam na zarzuty zawarte w artykule "Trzeba penetrować sowiecki
      trop", który Antoni Zambrowski opublikował niedawno w "GP". Po
      pierwsze, województwa południowo - wschodnie Drugiej RP, czyli
      województwa tarnopolskie, stanisławowskie i lwowskie, nie należy
      nazywać Galicją. Nazwa ta bowiem w okresie zaborów była narzucona
      przez Habsburgów, a po ich upadku straciła rację bytu. Jej używanie
      do opisu wydarzeń dziejących się po 1918 r. przypomina sytuację, w
      której nadal Polskę centralną do dziś nazywano by Krajem
      Przywiślańskim, Lubelszczyznę Nową Galicją, Pomorze Westpreussen,
      Dęblin Iwanogrodem, a Zabrze Hindenburgiem. Być może komuś w wolnej
      Polsce nazwy te się podobają, ale szanujący się historyk i
      publicysta powinien wiedzieć, które z nich do jakiej epoki
      przypisać. Po drugie, to co w latach 1939-1947 wydarzyło się na
      Kresach Wschodnich, nie można klasyfikować jako rzezie, ale jako
      ludobójstwo. Są to bowiem dwa różne pojęcia. Dlatego też tylko to
      ostatnie używane jest we wszystkich znaczących publikacjach
      historycznych. Vide: prace Ewy Siemaszko, ks. prof. Józefa
      Wołczańskiego, ks. prof. Józefa Mareckiego, prof. Czesława Partacza,
      prof. Ryszarda Szawłowskiego, dr. Leona Popka czy dr Lucyny
      Kulińskiej. Pojęcia tego używam także we wszystkich swoich
      publikacjach.

      Po trzecie, nie negując negatywnych skutków, które dla Kresów
      przyniósł pakt Ribbentrop - Mołotow, trzeba podkreślić, że omawiane
      ludobójstwo było owocem nacjonalizmu ukraińskiego, a nie podszeptów
      Berlina czy Moskwy. Poza tym, nacjonalizm ten dał znać o sobie
      jeszcze przed dojściem do władzy Hitlera czy Stalina. Przykładem
      tego jest wspomniane w jednym z moich felietonów zabójstwo Andrzeja
      Potockiego, dokonane przez ukraińskiego studenta jeszcze w 1908 r. Z
      kolei w okresie międzywojennym owocem nacjonalizmu była fala mordów
      dokonywanych na polskich urzędnikach i oficerach. W ten sposób
      bojówki OUN kierowane przez Stepana Banderę zamordowały min.
      Bronisława Pierackiego i posła Tadeusza Hołówkę, a także próbowały
      zabić nawet Józefa Piłsudskiego. Bojówkarze mordowali, co też trzeba
      wyraźnie podkreślić, także tych Ukraińców, którzy chcieli zgody z
      Polakami. W ten sposób zginął Iwan Babij, dyrektor gimnazjum
      ukraińskiego. Nacjonaliści strzelali także do przedstawicieli władzy
      sowieckiej, organizując zamach na konsulat radziecki we Lwowie.
      Działalność OUN była oczywiście na rękę Trzeciej Rzeszy, która
      banderowcom dawała broń i pieniądze, a nawet prowadziła dla nich
      obozy szkoleniowe. To właśnie z Niemcami, a nie z Sowietami główni
      ukraińscy ideolodzy wiązali swoje nadzieje. Dlatego też przy boku
      tych pierwszych powstał Legion Ukraiński, który we wrześniu 1939 r.
      wkroczył do Polski, oraz bataliony "Nachtigall" i "Roland", które w
      czerwcu 1941 r. wkroczyły do Lwowa. Jednostki te dopuściły się
      okrutnych zbrodni na Żydach i Polakach. Podobnych zbrodni dopuściły
      się inne ukraińskie formacje kolaboranckie, jak Ukraińska Policja
      Pomocnicza i SS "Galizien".

      Co do samego ludobójstwa na Kresach, była to samodzielna decyzja
      dowódców UPA, którzy nie uznawali ani zwierzchnictwa niemieckiego,
      ani sowieckiego. Czy byli wśród banderowców agenci wywiadu
      sowieckiego? Z pewnością tak, ale nie wśród - jak tego chciałby
      Antoni Zambrowski - "prominentnych działaczy OUN-UPA". Poza tym ich
      liczba była tak samo niewielka jak i liczba agentów niemieckich w
      Armii Krajowej. Dlatego też z powodu ich przeniknięcia nie można
      wnioskować, że działalność UPA była inspirowana przez NKWD, a
      działalność AK przez gestapo. Autor artykułu pisze wprawdzie: "We
      Lwowie działacze ukraińskiego Ruchu opowiadali mi o oddziałach UPA
      dowodzonych przez sowieckich agentów". Te jednak opowieści można
      porównać do tych, które słyszałem od działaczy tej samej
      organizacji, że Ukraińcami byli także rodzice... Karola Wojtyły. No
      cóż, demagogia tzw. pomarańczowej rewolucji daje naprawdę
      piorunujące efekty.

      Z omawianej polemiki najbardziej zafrapowało mnie
      sformułowanie: "chciałbym bronić przed ks. Tadeuszem dobrego imienia
      prezydenta Wiktora Juszczenki". Nie wchodząc w sprawy
      międzynarodowe, muszę stwierdzić, że ten ukraiński polityk ma w
      Polsce niewielkie prawo do dobrego imienia. Od kilku lat bowiem
      gloryfikuje katów społeczności polskiej, żydowskiej i ormiańskiej.
      Co więcej, nadaje zaszczyty zbrodniarzom, stawia im pomniki oraz
      walczy o ich prawa "kombatanckie". Taka polityka wymaga jak
      największego potępienia. Nie tylko w imię prawdy historycznej, ale
      przede wszystkim ze względu na pamięć setek tysięcy pomordowanych,
      których kości do dziś rozsypane są bez należytego pochówku. Dlatego
      też przeciwko żenującej decyzji KUL, niedawno ogłoszonej, mam zamiar
      protestować wraz z potomkami Kresowian.
      ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski, Gazeta Polska 15 kwietnia 2009 r.
      www.isakowicz.pl/index.php?page=news&kid=88&nid=1647
    • pisz_pan_na_berdyczow Bronię Szeptyckiego 07.10.09, 17:03
      www.youtube.com/watch?v=mh0qMvKVcXM
      • liberum_veto Szeptycki postępował jak kolaborant 28.11.09, 12:59
        www.kresy.pl/wydarzenia?zobacz/szeptycki-postepowal-jak-kolaborant
        Ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski tłumaczy Kresom.pl dlaczego protestuje
        przeciwko sesji ku czci arcybiskupa Andrzeja Szeptyckiego, która
        odbywa się dziś w Krakowie.
        Kresy.pl: Dlaczego protestuje Ksiądz przeciwko sesji ku czci
        arcybiskupa Andrzeja Szeptyckiego, która odbędzie się 25 listopada w
        Krakowie?
        Ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski: Protestuję z dwóch powodów. Pierwszym
        jest 70. rocznica wybuchu II wojny światowej i jest rzeczą
        niestosowną, żeby organizować uroczystość ku czci osoby, która
        poparła Adolfa Hitlera i oddelegowała kapelanów do SS-Galizien. A
        drugi, że to nie to nie jest sesja naukowa, gdzie ścierają się
        poglądy, tylko akademia ku czci, gdzie z założenia osoby mające
        krytyczne zdanie na temat Szeptyckiego nie mogą się wypowiedzieć.
        *** Czy może Ksiądz w kilku zdaniach podsumować, jakie główne
        zarzuty stawia tej postaci?
        - Nie zarzucam mu tego, że wybrał narodowość ukraińską i że chciał
        wolnej, samostijnej Ukrainy. To jest jego prawo. Ale zarzucam mu to,
        że występował przeciwko państwowości polskiej i to przez bardzo
        długi okres czasu, przez całą pierwszą połowę XX wieku. Przymykał
        oczy na bardzo gwałtowne zaangażowanie księży greckokatolickich w
        działalność Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów. Druga rzecz,
        poparł Adolfa Hitlera w 1941 roku, wystosował odezwę witającą go,
        wysłał mu podziękowanie za zdobycie Kijowa i nakazał modlitwy w
        cerkwiach greckokatolickich za zwycięstwo Hitlera.
        Kolejna sprawa to oddelegowanie w 1943 roku kapelanów do SS-
        Galizien. Szeptycki był obywatelem polskim, był członkiem Episkopatu
        Polski i postąpił jak kolaborant, czyli wbrew stanowisku wszystkich
        innym biskupów. A były przecież w Polsce trzy obrządki,
        greckokatolicki, rzymskokatolicki i ormiańskokatolicki. On jedyny
        się z tego wszystkiego wyłamał.

        I rzecz chyba najtrudniejsza, że korzystając z tego poparcia dla
        nacjonalizmu, niektórzy księża zaangażowali się również w sprawy
        ludobójstwa. Opisałem przypadki z rodzinnej wsi mego ojca,
        Korościatyn koło Monasterzysk, gdzie ksiądz greckokatolicki razem z
        córką kierował napadem i sprawę Kut, gdzie wymordowano Ormian,
        Polaków i Żydów w 1944 roku i także kierował tym ksiądz. Szeptycki
        wiedział o tych sytuacjach, natomiast nigdy tego oficjalnie nie
        potępił, nie suspendował żadnego z księży, nigdy nie wyciągnął
        żadnych konsekwencji, przez to niektórzy odczytywali to jako to
        zielone światło. Ostatnie sprawa, to jest list do Stalina, gdzie z
        kolei dziękował Stalinowi za przyłączenie Lwowa i Kresów do Związku
        Radzieckiego. Czyli dokonał szeregu aktów kolaboranckich.
        Rozmawiał: J. Zalewski
      • liberum_veto Szeptycki znów podzielił 30.12.09, 18:09
        Szeptycki znów podzielił
        Wezwanie policji przez władze Polskiej Akademii Umiejętności skompromitowało do
        reszty sesję "ku czci" hitlerowskiego kolaboranta
        25 listopada br. odbył się protest przeciwko gloryfikacji abp. Andrzeja
        Szeptyckiego, przygotowany przez organizacje niepodległościowe i kresowe. Zaczął
        się on od pikiety przed siedzibą PAU w Krakowie. Przybyło 40 osób, w tym
        delegacje z Opolszczyzny i Lublina. Były trzy transparenty i jedna tablica. Na
        transparentach widniały napisy "Szeptycki popierał Hitlera i SS Galizien", "Nie
        o zemstę, lecz o pamięć wołają ofiary" i "Ukraino, gdzie są krzyże na grobach
        150 tysięcy pomordowanych Polaków?". Wszyscy wchodzący do budynku musieli pod
        tymi transparentami przejść. Był też jeden megafon, przez który przemawiało
        kilka osób, m.in. Witold Listowski, prezes Towarzystwa Miłośników Lwowa w
        Kędzierzynie-Koźlu. Rozdawano kopie listu otwartego, który podpisało 650 osób, w
        tym wielu pracowników naukowych. Adresaci listu, czyli ks. kard. Stanisław
        Dziwisz i prezes PAU Andrzej Białas, do dziś nań jeszcze nie odpowiedzieli.
        Następnie protestujący weszli do budynku, choć ochrona próbowała to udaremnić.
        Zabrano dwa transparenty, ale najważniejszy, ten o Szeptyckim, oraz megafon
        udało się wnieść do auli. Zaskoczenie organizatorów - co dało się zauważyć na
        twarzach niektórych osób z rodziny Szeptyckich - było spore. Sala świeciła
        pustkami, dużo wolnych miejsc, dopiero później dopchano studentów z
        ukrainistyki. Z hierarchów był tylko greckokatolicki bp Włodzimierz Juszczak z
        Wrocławia, który widząc transparenty, wszedł do gmachu bocznym wejściem. Biskup
        ten znany jest z poglądów relatywizujących ludobójstwo na Kresach. Swego czasu
        domagał się usunięcia z mojej strony internetowej listu skierowanego do niego
        przez dr hab. Bogusława Pazia z Uniwersytetu Wrocławskiego, który polemizował z
        tymi poglądami. Patroni sesji, ks. kard. Stanisław Dziwisz i abp Jan Martyniak z
        Przemyśla, w ogóle nie przybyli. Metropolita krakowski nawet nie przysłał
        delegata w osobie biskupa pomocniczego czy kanclerza kurii. Nie odczytano też
        żadnego listu od niego, co było rzeczą bardzo znamienną. Nie prezentowano
        również listów od innych nieobecnych patronów sesji, ks. kard. Lubomyra Huzara i
        znanego z nacjonalistycznych poglądów ukraińskiego abp Ihora Wozniaka. Nie
        przybył też prezydent miasta, wojewoda, marszałek ani nikt z posłów czy
        senatorów. Totalna klapa.
        Atmosfera w auli była napięta. Wyraźnie wyczuł to prof. Andrzej Białas, który
        niespodziewanie, wbrew pompatycznej nazwie konferencji, powiedział, że Szeptycki
        był "postacią tragiczną". Później, burząc porządek obrad, przez megafon
        przemawiali Ryszard Bocian, szef krakowskiego klubu "Gazety Polskiej", oraz ja.
        Pierwszy wyjaśnił przyczynę protestu, ja mówiłem o kolaboracji Szeptyckiego z
        Hitlerem i SS "Galizien". Bp Juszczak nie odwrócił głowy, ale zareagował, gdy
        przypomniałem dwa fakty. Pierwszy to msza św. odprawiona przez bp Josefa Slipyja
        w 1943 r. dla SS "Galizien". Drugi to poświęcenie przez wspomnianego abp Ihora
        pomnika Bandery we Lwowie. Powiedziałem także: "Protestujemy przeciwko sesji ku
        czci hitlerowskiego kolaboranta, bez elementów krytycznych. Sesji, która obraża
        uczucia rodzin ofiar". Oczywiście organizatorzy spotkania próbowali nie dopuścić
        do dalszych wystąpień, na co protestujący reagowali bardzo żywo. Skandowali
        "hańba, hańba!" oraz głośno pytali rodzinę Szeptyckich: "Dlaczego się boicie
        prawdy?". Następnie osoba prowadząca zarządziła 20-minutową przerwę. W jej
        trakcie do protestujących podszedł prof. Włodzimierz Mokry, ukrainista, który
        obiecywał, że zostanie zorganizowana druga sesja, ale nikt w to nie uwierzył.
        Przy okazji "wypomniał" mi, że moja babcia była Ukrainką. Oczywiście jest to
        zgodne z prawdą, z tym jednak, że babcia ta (a raczej prababcia), córka
        greckokatolickiego księdza, miała zdecydowanie antybanderowskie poglądy. Po
        chwili na salę weszła policja, która została wezwana przez władze PAU. Wobec
        takiego obrotu sprawy protestujący spokojnie wyszli, a drzwi auli zostały
        zamknięte od wewnątrz. Tak wygląda wolność słowa w wydaniu Fundacji Rodu
        Szeptyckich i PAU!
        Organizatorzy sesji ponieśli druzgocącą porażkę. Na pewno nie pomoże to
        beatyfikacji lwowskiego metropolity. Nie pomoże też histeryczna wypowiedź
        greckokatolickiego duchownego Stefana Batrucha, który od pewnego czasu narzuca
        się różnym środowiskom na Lubelszczyźnie, a który w wywiadzie dla KAI zaatakował
        w bezwzględny sposób protestujące rodziny pomordowanych Polaków. Podobnie jest z
        ziejącymi nienawiścią wypowiedziami "przypadkowych" internautów, które
        działający w Polsce Ekumeniczny Portal Grekokatolików zamieszcza z wielką
        satysfakcją. Aby było bardziej groteskowo, to w nocie prawnej owej strony
        napisano: "Zastrzegamy sobie prawo do edycji i usuwania takich wypowiedzi, które
        uważamy za nieodpowiednie lub zawierające treści, które są sprzeczne z prawem
        polskim i międzynarodowym, nawołujące do nienawiści rasowej, wyznaniowej czy
        etnicznej itp.". Czysta hipokryzja.
        Co do procesu beatyfikacyjnego, to wątpię, aby papież Niemiec zdecydował się na
        wyniesienie na ołtarze kogoś, kto pisał listy dziękczynne do Hitlera. Niemniej
        jednak warto zbierać tego typu "kwiatki" i wysyłać je do kongregacji
        watykańskiej. Jak napisał bowiem jeden z prawników kościelnych: "Kandydatowi na
        ołtarze szkodzą nie tyle wypowiedzi jego krytyków, ile nienawiść i głupota jego
        obrońców". Święte słowa.
        ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski, Gazeta Polska, 2 grudnia 2009 r.
        www.isakowicz.pl/index.php?page=news&kid=88&nid=2411
    • liberum_veto Fałsz na KUL 27.10.09, 14:03
      Niestety, w podtrzymywaniu fałszywych legend ma swój udział w
      ostatnim czasie także Katolicki Uniwersytet Lubelski, który ubzdurał
      sobie doktorat honoris causa dla gloryfikatora banderowców i
      esesmanów. Nie chcę tu po raz kolejny pisać o poczynaniach Wiktora
      Juszczenki, który zawiódł nadzieje nie tylko swoich rodaków (obecnie
      poparcia dla niego spadło do 2 proc.), ale i Europy. Chcę jedynie
      zwrócić uwagę, że sama data wręczenia doktoratu została fatalnie
      wyznaczona. Jest to bowiem rocznica zawarcia unii lubelskiej, tej
      unii, która była korzystna dla Polaków, a zła dla Ukraińców. Ziemie
      bowiem tych ostatnich, w tym Wołyń i Zaporoże, za jednym
      pociągnięciem pióra przerzucono z Litwy do Polski. Gdyby więc
      ukraiński prezydent odebrał w tym dniu laur od polskiego
      uniwersytetu, to tak jakby polski prezydent w rocznicę pierwszego
      rozbioru odbierał laur od uniwersytetu w Wiedniu. Prawdopodobnie
      wkrótce nacjonaliści ukraińscy zorientują się w pułapce zastawionej
      przez KUL i będą usilnie prosić Juszczenkę, aby tego dnia w Lublinie
      się nie pokazywał.
      W uzupełnieniu ostatniego felietonu dodaję, że rektor KUL, ks. prof.
      Stanisław Wilk, salezjanin, w końcu raczył przyjąć płk Jana
      Niewińskiego, lecz jeszcze tego samego dnia zapowiedział, że nie
      wycofa się ze swego szalonego pomysłu, a potem obraził rodziny
      pomordowanych Kresowian, zarzucając im, że "sycą się żądzą zemsty".
      Po takich słowach św. Jan Bosko, założyciel salezjanów, chyba
      przewracał się w grobie.
      ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski, Gazeta Polska, 6 maja 2009
      www.isakowicz.pl/index.php?page=news&kid=88&nid=1725
    • liberum_veto Strach przed ambasadorem 01.02.10, 06:58
      Strach przed ambasadorem 26-05-2009
      Bogu dziękować, że Radek Sikorski nie został sekretarzem NATO, a
      Andrzej Przewoźnik szefem IPN
      www.isakowicz.pl/index.php?page=news&kid=88&nid=1781
      Rzecznik praw obywatelskich Janusz Kochanowski, jeden z nielicznych
      odważnych w establishmencie Trzeciej RP, zorganizował w zeszłym
      tygodniu konferencję nt. ludobójstwa dokonanego przez UPA na Wołyniu
      i w Małopolsce Wschodniej. 8 kwietnia minister spraw zagranicznych
      Radek Sikorski i sekretarz Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa
      Andrzej Przewoźnik otrzymali odpowiednie zaproszenie do wygłoszenia
      referatów. Tydzień później Beata Żuk z MSZ potwierdziła udział
      przedstawiciela ministra, dlatego w zatwierdzonym programie znalazł
      się następujący punkt: "Stanowisko i działania Ministerstwa Spraw
      Zagranicznych w sprawie polskich miejsc pamięci na Ukrainie -
      Wojciech Tyciński, dyrektor Departamentu Współpracy z Polonią,
      Ministerstwo Spraw Zagranicznych". Niestety, dzień przed konferencją
      minister zabronił swojemu podwładnemu udziału w niej. Co więcej, w
      piśmie skierowanym do rzecznika praw obywatelskich (kopia jest na
      mojej stronie internetowej) obraził zaproszonych prelegentów. Z
      nieoficjalnej informacji wynika, że decyzja ta została podjęta pod
      naciskiem ambasadora Ukrainy. Ciekawe, czy Sikorski tak łatwo
      uległby presji, gdyby sprawa dotyczyła konferencji np. o
      Holokauście. Śmiem twierdzić, że nie. Z pewnością wtedy starałby się
      siedzieć w pierwszym rzędzie, brylując jak zwykle przed
      amerykańskimi dziennikarzami. O strusiej polityce MSZ pisałem już w
      listopadzie ub.r. w felietonie "Milczenia ministra Sikorskiego".
      Niestety, wszystkie problemy przedstawione w tym artykule są wciąż
      aktualne. Dobrze się więc stało, że Radek Sikorski nie został
      sekretarzem NATO. Panu Bogu za to wielka chwała!

      Z konferencji wycofał się także Andrzej Przewoźnik, choć biuro Rady
      w osobie Iwony Gałędowskiej potwierdziło udział swojego szefa oraz
      zgodziło się na tytuł jego wystąpienia: "Problemy stosownego
      urządzenia miejsc polskiej pamięci narodowej na Ukrainie w świetle
      20-letnich doświadczeń Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa". Czy
      na ministra - sekretarza też naciskała ukraińska dyplomacja, tego
      nie wiem. Wiem jednak, że od pewnego czasu Przewoźnik niewiele
      troszczy się o polskie miejsca męczeństwa na Kresach. Przykładem
      tego jest brak jakiegokolwiek upamiętnienia setek zbiorowych mogił,
      w tym "dołu śmierci" w rodzinnej wiosce mojego ojca, w Korościatynie
      k. Monasterzysk na Tarnopolszczyźnie. W tej ostatniej sprawie,
      występując w imieniu rodzin pomordowanych, rok temu osobiście
      spotkałem się z ministrem, który w czasie rozmowy złożył wiele
      oficjalnych deklaracji. Rozmowa była długa i mało przyjemna, bo
      sekretarz Rady skierował przy okazji wiele gorzkich słów pod adresem
      całego świata, głównie z powodu tego, że nie udało mu się uzyskać
      posady prezesa IPN. Słuchałem tego cierpliwie, gdyż wierzyłem, że
      mój rozmówca, bądź co bądź urzędnik państwowy, zrealizuje owe
      deklaracje. Niestety, moje nadzieje były daremne, a bezimienne
      mogiły nadal porastają chwasty i chaszcze. Nie ma na nich nie tylko
      pomnika, ale nawet zwykłego krzyża. Kolejnym przykładem braku
      skutecznych działań Andrzeja Przewoźnika jest wciąż pusty grób
      arcybiskupa Józefa Teodorowicza na Cmentarzu Orląt Lwowskich. W tej
      sprawie różne organizacje korespondują z sekretarzem Rady od wielu
      lat, ale zamiast konkretów dostają wykrętne odpowiedzi i puste
      obietnice, w myśl zasady "obiecanki - cacanki, a głupiemu radość".
      Co więcej, minister osobiście jest odpowiedzialny za to, że nie
      rozwiązał tego problemu w 2005 r., kiedy to odsłaniano
      odrestaurowaną nekropolię. Sprawa ta nie została też wpisana do
      protokołu rozbieżności pomiędzy Polską a Ukrainą. Ten wciąż pusty
      grób to wielkie cierpienie dla polskich Ormian, zawsze wiernych
      Rzeczpospolitej. Co trzeba jeszcze uczynić, aby minister doprowadził
      wreszcie, jak to wielokrotnie obiecywał, do godnego pochówku owego
      wielkiego polskiego patrioty i senatora RP? Bić pokłony i całować po
      rękach? Trzeba przypomnieć, że słowo "minister" pochodzi od
      łacińskiego czasownika "ministrare" - służyć. Jak widać, postawa
      niektórych ważnych urzędników, suto opłacanych z naszych podatków,
      stoi w jawnej sprzeczności z tą prawdą. Jedynym sprawiedliwym okazał
      się Janusz Kochanowski. Jak mówi stare porzekadło: "Ministrem się
      bywa, a człowiekiem się jest".

      Z ostatniej chwili. Rektor Uniwersytetu Wrocławskiego Marek
      Bojarski, pomimo wcześniej rozesłanych zaproszeń i wydrukowanych
      plakatów, odwołał konferencję naukową "Prawda historyczna a prawda
      polityczna w badaniach naukowych. Przykład ludobójstwa na Kresach
      Wschodnich RP w latach 1939-1946", która miała się odbyć 3 czerwca
      br. Patronat nad konferencją objął wicemarszałek Jarosław
      Kalinowski, a udział w niej mieli wziąć wybitni specjaliści, m.in.
      prof. dr hab. Bogumił Grott, prof. dr hab. Jan Kęsik, dr hab.
      Bogusław Paź, dr Lucyna Kulińska. Ja również miałem wygłosić
      referat: "Ludobójstwo Polaków na Kresach na tle ludobójstwa Ormian w
      Turcji i Holokaustu Żydów". Powodem były kolejne naciski ze strony
      ukraińskiej, która straszyła bojkotem Dni Lwowa we
      Wrocławiu. "Polska nierządem stoi" - mówili władcy sąsiednich państw
      o Rzeczpospolitej w XVIII wieku. Dziś, na początku XXI wieku, można
      to zdanie powtórzyć. Pod naciskami ambasad uginają się bowiem nie
      tylko ministrowie, ale i rektorzy uniwersytetów, które z założenia
      powinny być niezależne. Co będzie dalej? Wsadzanie do więzień osób,
      które zostaną wskazane przez przedstawicieli obcych państw? A może
      potulna zgoda na oddanie Szczecina, Przemyśla czy Hrubieszowa?

      ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski
      www.isakowicz.pl/index.php?page=news&kid=88&nid=1781
      • rom-baz Re: na pohybel klamcom 09.03.10, 01:54
        Dopuki faszysci polscy beda poslugiwac sie klamstwem oczerniajac w
        wyjatkowo podly sposob Ukraincow i ich zdecydowana walke z krwawymi
        okupantami polskimi,jakakolwiek dyskusja z ta banda niema sensu.
        Dla nich jedynie osika,ktora juz wyrosla i konopny sznur.
        • bm_1807 Re: na pohybel klamcom 31.03.10, 11:48
          rom-baz znowu wyciągnął rękę na "zgodę" ?

          Toż to książkowy skrajny przypadek umysłu ogarniętego nienawiścią.
          Publicznie nawołuje do przestępstwa!!!
          Strach pomyśleć, że człowiek może go mijać na ulicy.
          bm
    • liberum_veto Kobiety wołać będą 09.03.10, 06:35
      Kobiety wołać będą 23-06-2009, 11:54
      Sierota z Wołynia wykrzyczała to, czego Lech Kaczyński, Donald Tusk
      i Radek Sikorski nie chcą wypowiedzieć nawet szeptem
      www.isakowicz.pl/index.php?page=news&kid=88&nid=1876
      14 czerwca br. uroczystości ku czci pomordowanych Kresowian odbyły
      się w Rotundzie Męczenników w Zamościu, w której w czasie II wojny
      światowej Niemcy wymordowali tysiące Polaków. Dziś jej cele
      zamieniono na izby pamięci. Swoje pomieszczenia mają też Wołyniacy,
      którzy umieścili tutaj setki tablic z nazwami wsi zrównanych z
      ziemią przez nacjonalistów ukraińskich. Uroczystości rozpoczęły się
      od polowej mszy św. za pomordowanych przez UPA, podczas której
      wygłosiłem kazanie. Wzięło w niej udział wiele osób, w tym naoczni
      świadkowie ludobójstwa. Po nabożeństwie w jednej z cel poświęciłem
      tablicę pamiątkową ku czci ks. Jana Kotwickiego z parafii Chrynów k.
      Łucka, zamordowanego przy ołtarzu w czasie odprawiania mszy św. w
      krwawą niedzielę 11 lipca 1943 r. Poświęciłem także w kościele
      garnizonowym pw. Jana Bożego (przebudowanym ze stołówki żołnierskiej
      przez ks. płk. Bogusława Romankiewicza) kopię obrazu Matki Bożej
      Swojczowskiej. Oryginał pochodzi z polskiej parafii na Wołyniu,
      leżącej koło Włodzimierza Wołyńskiego, a wymordowanej
      przez "rycerzy" spod znaku tryzuba. Tamtejszy kościół wysadzono w
      powietrze, ale obraz ocalał i dziś znajduje się w Otwocku.

      Jedną z uczestniczek uroczystości była Janina Kalinowska. Historia
      jej życia jest szczególna. W czasie jednego z banderowskich napadów
      jej rodzina został wymordowana, a ona, wówczas mała dziewczynka,
      cudem ocalała. Sierota tułająca się po lasach została przygarnięta
      przez przypadkowe osoby. Nigdy nie ustalono jej tożsamości, więc do
      dziś nie zna swojego prawdziwego nazwiska ani daty urodzenia. Jest
      to osoba skromna, ale o ogromnej odwadze moralnej. W czasie
      wystąpienia przed mszą św. publicznie skrytykowała KUL za nadanie
      doktoratu h.c. Wiktorowi Juszczence. Silnym, podniesionym głosem
      wypowiedziała całą prawdę o fałszowaniu i przemilczaniu ludobójstwa
      na Kresach, a także o bólu, jakiego jego ofiary wciąż doznają,
      wcześniej od komunistycznych polityków z PRL, a dziś od lękliwych
      polityków Trzeciej RP. Jak napisał jeden z pamiętnikarzy: "Kresowian
      zabito dwukrotnie, raz przez ciosy siekierami, drugi raz przez
      przemilczenia. A ten drugi sposób zabijania jest jeszcze
      okrutniejszy od pierwszego".

      Słuchając wypowiedzi pani Janiny, miałem przed oczami Annę Dorotę
      Chrzanowską z kresowej Trembowli, która w XVII w. w czasie oblężenia
      przez Turków, gdy mężczyźni stchórzyli, wzywała mieszkańców miasta
      do obrony. Więcej - z szablą w dłoni atakowała wroga i groziła
      mężowi, komendantowi twierdzy, że jeżeli się podda, to go zabije.
      Miałem też przed oczami pielęgniarkę Alinę Pieńkowską i suwnicową
      Annę Walentynowicz, które w sierpniu 1980 r. swoją determinacją
      uratowały strajk w Stoczni Gdańskiej, gdy pewien "wielki człowiek"
      chciał go zakończyć już trzeciego dnia. I jeszcze wiele innych
      znanych mi działaczek "Solidarności", zwłaszcza niedawno zmarłą
      Marysię Hernadez-Paluch z redakcji podziemnego "Hutnika". Tę
      ostatnią nazywałem "Ibarruri", ze względu na jej autentycznie
      rewolucyjny charakter. Ten jej charakter nieraz się przydał, gdy w
      latach 80. trzeba było walić głową w mur.

      Czy głos sieroty z Wołynia dotrze do prominentów, którzy wprawdzie
      wyrośli na ideałach "Solidarności", ale dziś tkwią w
      pułapce "poprawności politycznej"? Czy dworscy doradcy otaczający
      pana prezydenta, pana premiera czy ministra spraw zagranicznych w
      ogóle kiedykolwiek będą mieli cywilną odwagę powiedzieć swoim
      chlebodawcom, że zwykła ludzka uczciwość każe wysłuchać głosu wciąż
      cierpiących Kresowian, a uczciwość wobec wyborców nakazuje
      dotrzymanie obietnic wyborczych w sprawie przywrócenia prawdy
      historycznej o polskich tragediach? Nieraz zastanawiałem się, czym
      różni się w tej kwestii Lech Kaczyński od Donalda Tuska, Radka
      Sikorskiego czy Bronisława Komorowskiego. Otóż niczym. Po prostu
      niczym! I to jest największą porażka tego, który miał być
      prezydentem Czwartej RP.

      Lipiec jest dniem pamięci o pomordowanych Kresowianach. A w tym roku
      w pierwszym dniu tego miesiąca prezydent Najjaśniejszej
      Rzeczypospolitej, idąc pod rękę z gloryfikatorem morderców Polaków,
      Żydów i Ormian, przyjmie wraz z nim najwyższe odznaczenie naukowe.
      Żeby było bardziej tragikomicznie, przyjmie je z rąk tego, który
      przez 13 lat był zarejestrowany jako tajny współpracownik SB o
      ps. "Filozof", a który przez ostatnie lata ustawicznie go
      krytykował, nie zostawiając na nim, na jego bracie i na całym PiS
      suchej nitki. Będzie to prawdziwy chichot najnowszej historii.
      Będzie to także, a raczej przede wszystkim, kolejny cios dla
      Kresowian i ich potomków, którzy krwią płacili za wierność
      Rzeczypospolitej, a dziś są traktowani jak "dzieci gorszego Boga".
      Dlatego ich reprezentanci zbiorą się 30 czerwca o godz. 13.00 na
      konferencji prasowej w Lublinie (miejsce podam w przeddzień na
      stronie internetowej), aby po raz kolejny zaapelować do sumień
      polskich i ukraińskich polityków. O ile ABW, wysłane pod naciskami
      ambasadora Ukrainy czy rektora KUL, nie rozpędzi tego spotkania, to
      w czasie jego trwania (jak i w czasie wykładu o ludobójstwie, który
      1 lipca o godz. 18.00 odbędzie się w hotelu Mercure Unia Lublin przy
      al. Racławickiej 12) mam zamiar odczytać nazwiska 180 polskich
      duchownych, o których wciąż nie pamięta nawet Episkopat Polski,
      pomordowanych przez tych, których czci Wiktor Juszczenko.

      ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski, Gazeta Polska 23 czerwca 2009 r.
    • liberum_veto Odważne Prabuty 03.04.10, 16:57
      Odważne Prabuty 30-06-2009
      Zadufani w sobie Józef Życiński i senat KUL winni uczyć się patriotyzmu od
      miasta na północnych Kresach albo od Polonii na Antypodach

      W Prabutach odbyły się uroczystości ku czci pomordowanych przez nacjonalistów
      ukraińskich. W mieście tym mieszka wielu Polaków wypędzonych z Kresów, a ze
      względu na zaangażowanie burmistrza Bogdana Pawłowskiego i prezesa
      Stowarzyszenia Kresowian, Andrzeja Mosiejczyka, panuje tam wielka przychylność
      dla tych spraw. Uroczystości rozpoczęły się mszą św. w konkatedrze, będącej
      pozostałością po dawnej diecezji pomezeńskiej, założonej w XIII w. przez
      Krzyżaków, a zniesionej przez reformację. Świątynia ta została spalona przez
      pijanych czerwonoarmistów, a odbudowana dzięki wysiłkowi obecnego proboszcza.
      Nawiasem mówiąc, jedna z autochtonek opowiadała o dramacie polskiej ludności na
      Warmii i Mazurach, która w 1945 r. poddawana była okrutnym gwałtom ze strony Rosjan.

      Po mszy św. wierni złożyli kwiaty pod pomnikiem Kresowian. Na drugi dzień odbyła
      się sesja naukowa. Autentyczną gwiazdą był gen. Mirosław Hermaszewski, ocalały z
      masakry Lipnik na Wołyniu. Jako niemowlę uratowała go matka, postrzelona przez
      "rycerza" z UPA. Ojca zabił ukraiński sąsiad. Losy generała opisałem rok temu w
      felietonie "Świadectwo kosmonauty". W czasie uroczystości, na którą licznie
      przybyli uczniowie szkół średnich, Hermaszewski dał piękne świadectwo
      bohaterstwa swojej matki, która nie tylko go uratowała, ale też w nadzwyczaj
      trudnych warunkach będąc wdową wychowała siedmioro dzieci. Bez ogródek też
      przedstawił młodzieży, czym był nacjonalizm ukraiński. Jego wystąpienie skłoniło
      mnie do pewnych refleksji. Oto bowiem były członek PZPR i WRON, niedoszły
      kandydat do Senatu z listy SLD, mówi odważnie to, czego członkowie PO i PiS,
      partii zbudowanych na ideałach "Solidarności", boją się powiedzieć nawet przez
      sen. To kolejny polski paradoks.

      Wzruszającym elementem sesji było wręczenie nagród młodzieży z Prabut i okolic
      za udział w konkursie "Kresy - moje korzenie". W konkursie tym uczniowie różnych
      szkół przedstawili prace plastyczne i multimedialne oraz literackie, pisane
      prozą lub wierszem, które powstały na podstawie wspomnień ich dziadków. Dorobek
      jest naprawdę imponujący. Najważniejsze jest jednak to, że tą drogą można
      przekazać następnym pokoleniom tradycję odchodzących Kresowian.

      Kolejnym mocnym elementem sesji był wykład dr Leona Popka, pracownika IPN w
      Lublinie, potomka pomordowanych w wołyńskich Ostrówkach. W tej wsi oraz w
      sąsiedniej Woli Ostrowieckiej
      29 sierpnia 1943 r. bandyci z UPA wymordowali 1040 Polaków, w tym 500 dzieci. Do
      dziś polscy politycy boją się tutaj zapalić zniczy. Wszechwładny ambasador
      Ukrainy w Warszawie Ołeksander Mocyk, pochodzący z tych samych stron, groźnie
      pogroziłby im palcem, gdyby się na to odważyli. Pana doktora słuchałem wiele
      razy, ale zawsze jestem pod ogromnym wrażeniem zarówno jego rzetelnej wiedzy,
      jak i ogromnej miłości do ojczystych stron jego dziadków.

      Co do protestu w Lublinie przeciwko hańbiącej decyzji KUL, zacytuję ważną
      informację z Australii "W dniu 6 czerwca 2009 w Canberze odbył się XLI Zjazd
      delegatów organizacji członkowskich Rady Naczelnej Polonii Australijskiej i
      Nowozelandzkiej, na który przyjechali delegaci z 17 organizacji, dysponujący
      łącznie 65 mandatami. Do Zjazdu zgłoszone zostały dwa wnioski specjalne. Drugi
      wniosek, aby Zjazd wystąpił z protestem do rektora KUL przeciw propozycji
      nadania prezydentowi Ukrainy Wiktorowi Juszczence doktoratu h.c., przeszedł z
      jednym głosem wstrzymującym się. W uzasadnieniu wniosku jego autor podkreślił,
      że Juszczenko jest zagorzałym zwolennikiem uznania band UPA, które
      odpowiedzialne były za zamordowanie Polaków na Wołyniu, za regularne
      narodowo-wyzwoleńcze wojsko ukraińskie".

      Przy okazji obecnemu rektorowi KUL ks. Stanisławowi Wilkowi, dedykuję pod
      rozwagę słowa jego wielkiego poprzednika, śp. ks. prof. Mieczysława Krąpca,
      rodem z Berezowicy Małej (wymordowanej przez UPA):

      "Prezydent [Juszczenko] nie wypowiada się w swoim imieniu, lecz w imieniu
      narodu. A to, co powiedział, to w istocie pochwała strasznej, szczególnie
      wyrafinowanej zbrodni ludobójstwa, którą przedstawia się jako chwalebny środek
      do uzyskania niepodległości Ukrainy. Państwo, które nie potępia tej zbrodni ani
      nawet się jej nie wstydzi, ale publicznie ją sławi, naraża się na zarzut, że
      jest państwem powstałym ze zbrodni, na gruncie zbrodniczym. [...] To jest
      ogromny krok wstecz w procesie pojednania polsko-ukraińskiego. Trudno rozmawiać,
      a tym bardziej jednać się z ludźmi, którzy bestialskie zbrodnie traktują jako
      chwalebną postawę obywatelską. Takie stanowisko prezydenta Juszczenki, a więc
      najwyższej władzy w państwie, tylko może zachęcać, aby kiedyś znów spróbować
      sięgnąć po tego rodzaju działania. To daje wiele do myślenia. Jak można
      rzetelnie rozmawiać z takim mężem stanu, przyjmować go w Polsce ze szczególnymi
      honorami, nadawać mu honorowe doktoraty polskich uczelni, skoro uważa on
      zbrodnię za bohaterstwo? Kresowianie zadają dziś pytanie całemu Narodowi, a
      zwłaszcza klasie rządzącej: Jak można budować przyjazne, sąsiedzkie relacje z
      państwem, którego głowa chyli czoło przed zbrodniczą organizacją odpowiedzialną
      za wymordowanie tysięcy bezbronnych polskich obywateli".

      ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski, Gazeta Polska 1 lipca 2009
      www.isakowicz.pl/index.php?page=news&kid=88&nid=1898
      wątek o gen. Hermaszewskim na forum Polska-Ukraina
      forum.gazeta.pl/forum/w,48782,77524117,77524117,kosmonauta_niedoszla_ofiara_bohaterow_UPA.html
    • liberum_veto Kustosz Pamięci Narodowej 11.06.10, 06:39
      W dniu 9 czerwca br., ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski odebrał,
      przyznaną mu przez Instytut Pamięci Narodowej, na wniosek Światowego
      Kongresu Kresowian w Bytomiu, nagrodę Kustosz Pamięci Narodowej.
      Otrzymał ją między innymi za upominanie się o prawdę o ludobójstwie
      na Kresach.
      www.kresy.pl/idee?zobacz/spory-o-historie-moga-przyniesc-porozumienie
      Na Ukrainie, w dziedzinie polityki historycznej, obowiązuje zasada
      wahadła. Są dwie skrajności. Jedną skrajność reprezentują
      nacjonaliści gloryfikujący Stepana Banderę i UPA. Druga skrajność to
      politycy prorosyjscy, którzy gloryfikują Armię Czerwoną i wszelkie
      związki Ukrainy z Rosją. Niestety, dzisiaj nie mamy do czynienia z
      obiektywnym traktowaniem historii.
      Dla Polski najgorszym rozwiązaniem jest promowanie postaci Stepana
      Bandery. Z postacią tą wiąże się ideologia faszystowska, sławiąca
      zbrodniarzy wojennych, ludzi, którzy mordowali Polaków, którzy byli
      i działali przeciwko II Rzeczypospolitej. Z jednej strony bardzo
      dobrze, iż ekipa Wiktora Janukowycza odrzuca tę ideologię. Z drugiej
      jednak - nie miejmy złudzeń, że są to przyjaciele Polski. Będą oni
      po prostu manipulować historią w kierunku przeciwnym.
      Pozytywy niosą spory historyczne dotyczące stosunków polsko-
      ukraińskich. Ale muszą być dla nich stworzone odpowiednie warunki.
      Kiedy profesor Bogusław Paź z Uniwersytetu Wrocławskiego organizował
      rok temu sesję na temat ludobójstwa na Kresach Wschodnich - sesję, w
      trakcie której miały się ścierać poglądy osób z Polski, Ukrainy,
      Rosji i Kanady - to zaprotestował ambasador Ukrainy w Polsce,
      Ołeksander Mocyk. Rektor UWr wtedy ustąpił. A dziś, kiedy nie ma już
      protestów ze strony ukraińskiej, konferencja na taki temat się
      odbywa. I gdyby takie konferencje odbywały się w Polsce i na
      Ukrainie - prelegenci wprawdzie nie dochodziliby do wspólnych
      wniosków, ale przynajmniej by dyskutowali - wówczas jest szansa na
      porozumienie historyczne.
      Za pozytyw należy też uznać otwartą 8 kwietnia br. w Kijowie,
      pierwszą w historii niepodległej Ukrainy wystawę na temat
      ludobójstwa dokonanego przez UPA. I ta wystawa jeździła do różnych
      miast tego kraju. To jest właśnie rozwiązywanie problemów polsko-
      ukraińskich. Dzisiaj Ukraina pozostaje na tyle podzielona - również
      w sensie politycznym - że mamy do czynienia ze skrajnościami i tym
      centrum, szalenie niezdecydowanym, które nie wie, w jaką stronę
      pójść. Niemniej jestem za tym, żeby badania polsko-ukraińsko-
      rosyjskie były prowadzone.
      W Polsce jest obecnie szansa na obiektywną dyskusję. Niestety, na
      Ukrainie wszystko zależy od terytorium, na którym ma miejsce dane
      wydarzenie. Jeśli dyskusja toczy się w zachodniej części kraju, to
      ma ona charakter probanderowski. Jeśli toczy się w Charkowie, to
      wręcz przeciwnie. Sprawa więc jest bardzo trudna.
      Dostrzegam jednak pewien plus w działaniach ekipy Janukowycza, w tym
      ministra oświaty Dmytro Tabacznyka. Ekipa ta wykonała pewien krok
      wymagany również przez Parlament Europejski. Doszło do uchylenia
      dekretu o gloryfikacji Bandery i Romana Szuchewycza. To jest punkt
      wyjścia do dalszej dyskusji. Natomiast dopóki mieliśmy ten dekret,
      dopóty dyskusja była niemożliwa.
      ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski
      • pultorakh Tego debila nie ma co słuchać. 14.06.10, 10:55
        Kiedyś uważałem go za dobrego człowieka, jednak poczytałem trochę o jego
        działaniach i uważam że Ormianin nie ma żadnego prawa nazywać się patriotą.
        Teraz pozostaje zasadnicze pytanie - NA CZYJE POLECENIA TEN MARNY CZŁOWIECZEK
        DZIAŁA? Co to za kapłan, skoro łamie wszystko to o czym mówił Jan Paweł II. Za
        czyje pieniądze on w ogóle działa?
        Czemu ten, za przeproszeniem, gad nie domaga się budowy grobów dla Polaków na
        Białorusi oraz w Rosji bestialsko mordowanych przez NWKD.
        UPA, SS Galizien -be, a NWKD, Armia Czerwona - cacy? Może niech ksiunc Zalewski
        czy Zaleski pokaże swój prawdziwy rodowód, może wcale nie jest Ormianinem, a
        Żydem, którego rodzice byli komisarzami w Rosji radzieckiej mordujących ludzi
        tysiącami, a swoim działaniem chce zmyć winę swoich przodków?
        • liberum_veto ks. Isakowicz-Zaleski - notka biograficzna IPN 20.06.10, 07:27
          Ksiądz katolicki obrządków ormiańskiego i łacińskiego. W PRL
          działacz opozycji antykomunistycznej, kapelan
          podziemnej „Solidarności”. Opiekun niepełnosprawnych – prezes
          Fundacji im. Brata Alberta. Historyk Kościoła, zwolennik lustracji
          duchownych; publicysta, rzecznik upamiętnienia ofiar i potępienia
          sprawców ludobójstwa dokonanego na Kresach Wschodnich przez
          nacjonalistów ukraińskich. Poeta.
          Urodził się w Krakowie w 1956 r. Matka, z ormiańskiej rodziny
          Isakowiczów, osiadłej na Kresach Wschodnich, była nauczycielką.
          Ojciec, Jan Zaleski, urodzony w Monasterzyskach, woj. tarnopolskie,
          był językoznawcą, docentem w Wyższej Szkole Pedagogicznej w
          Krakowie.
          W 1975 r. Tadeusz Isakowicz-Zaleski wstąpił do seminarium
          duchownego, które ukończył po przymusowej dwuletniej przerwie na
          odbycie służby wojskowej. Pracę magisterską napisał pod kierunkiem
          ks. prof. Bolesława Kumora. W 1983 r. przyjął święcenia kapłańskie.
          W czasie studiów związany z opozycją demokratyczną, m.in. Studenckim
          Komitetem Solidarności, a następnie z podziemną „Solidarnością”.
          Kolportował wśród duchownych pisma drugiego obiegu,
          współredagował „Krzyż Nowohucki” (jako Jacek Partyka). Działał w
          prowadzonym przez ks. Kazimierza Jancarza Duszpasterstwie Ludzi
          Pracy w Nowej Hucie–Mistrzejowicach. W 1985 dwukrotnie pobity przez
          funkcjonariuszy Służby Bezpieczeństwa (zob. dokumentalny film
          Macieja Gawlikowskiego „Zastraszyć księdza”wink. W 1988 r. kapelan
          strajku w Hucie im. Lenina. Członek honorowy Komisji Zakładowej NSZZ
          Solidarność. Angażował się też w działalność dobroczynną i pomoc
          niepełnosprawnym.
          W 1987 był współzałożycielem Fundacji im. Brata Alberta, zajmującej
          się osobami upośledzonymi umysłowo, prowadzącej schronisko w
          podkrakowskich Radwanowicach. Dziś w jej ramach działa 30 ośrodków
          terapeutycznych w całej Polsce.
          Od lat 90. uczestnik i organizator konwojów humanitarnych do krajów
          byłej Jugosławii, Czeczenii, Albanii, na Ukrainę.
          Od r. 2000 jest duszpasterzem środowiska polskich Ormian w Krakowie,
          od 2009 r. proboszczem parafii ormiańskokatolickiej w Gliwicach,
          obejmującej południową Polskę.
          Autor głośnej książki „Księża wobec bezpieki. Na przykładzie
          archidiecezji krakowskiej”, za którą w 2007 r. otrzymał Nagrodę
          Literacką im. Józefa Mackiewicza, oraz autobiografii „Moje życie
          nielegalne”.
          Wydał szereg publikacji z dziejów kościoła ormiańskiego,
          m.in. „Arcybiskup ormiański Izaak Mikołaj Isakowicz »Złotousty«
          (1824–1901). Duszpasterz, społecznik i patriota” i „Słownik
          biograficzny księży ormiańskokatolickich i księży rzymskokatolickich
          pochodzenia ormiańskiego w Polsce w latach 1700–2000”.
          Przedmiotem jego szczególnego zainteresowania jest ludobójstwo
          dokonane przez rząd turecki w 1915 roku na Ormianach oraz
          ludobójstwo dokonane przez OUN-UPA w czasie II wojny światowej na
          Kresach Wschodnich. Autor książki „Przemilczane ludobójstwo na
          Kresach”, Kraków 2008.
          Wydał kilka tomów poetyckich, m.in. „Wiersze”, Kraków 2006.
          W 2006 r. za działalność opozycyjną odznaczony przez prezydenta
          Lecha Kaczyńskiego Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski. W
          2007 r. laureat Nagrody Rzecznika Praw Obywatelskich im. Pawła
          Włodkowica i nagrody „Niezależnej Gazety Polskiej” im. św. Grzegorza
          I Wielkiego za „szczególny wkład w obronę prawdy w życiu publicznym”.
          www.ipn.gov.pl/portal/pl/743/13187/Ksiadz_Tadeusz_IsakowiczZaleski.html
          Monasterzyska to miasteczko w powiecie Buczacz na Tarnopolszczyźnie
          (styk Podola i Rusi Czerwonej). Urodził się tutaj mój śp. Ojciec.
          Obok, w odległości 8 km, leży Korościatyn, w którym urodzili się moi
          dziadkowie i pradziadkowie. Wieś tę w nocy z 28/29 lutego 1944 r.
          spalili i w znacznym stopniu wymordowali nacjonaliści ukraińscy spod
          znaku UPA. Łącznie z ich rąk zginęło 176 Polaków. Obecnie
          Korościatyn nazywa się Krynica, gdyż po wypędzeniu Polaków w 1945 r.
          napłynęli tutaj Łemkowie z okolic Krynicy w Małopolsce. [TIZ]
          www.isakowicz.pl/index.php?page=news&kid=142&nid=189
          PS. Czytając Twój post, pełen agresji, nienawiści i insynuacji wobec
          ks. Isakowicza, można Cię uznać za człowieka podłego. Miotającego
          oszczerstwami. Biografia ks. TIZ jest dobrze znana, trzeba
          wyjątkowego lenistwa umysłowego albo złej woli, aby w jego ocenach
          opierać się nie na faktach, ale na wyssanych z brudnego palca steku
          bzdur i insynuacji.
          • pultorakh A czemu w tej notce nie ma nic o jego zakazie 20.06.10, 08:13
            wstępu do takich krajów jak Turcja, Azerbejdżan czy Gruzja???
            Z tą Gruzją to nie jestem pewny, ale swoją działalnością PODJUDZANIA I OPLUWANIA
            PAŃSTWA TURECKIEGO I NARODU ma PERMANENTNY, NA CAŁE ŻYCIE wprowadzony zakaz
            wjazdu do tego kraju. Jego nienawiść do Turcji i Turków, oczywiście prowadzona w
            "dobrej wierze", bo ten ksiundz chce tylko "upamiętnić" ofiary mordu na
            Ormianach z początku lat 20-ych XX wieku. Turcy powiedzieli wprost, że z
            terrorysta, który chce torpedować proces pokojowy i pojednanie
            turecko-ormiańskie ROZMAWIAĆ NIE BĘDĄ.
            Moim zdaniem ten ksiudz to taki właśnie PODJUDZACZ, DOSTAJĄCY PIENIĄDZE Z
            ZAGRANICY, aby torpedować proces normalizacji stosunków polsko-ukraińskich.
            Polaczki zamiast brać przykład z Ormian, którzy w końcu doświadczyli DUŻO
            GORSZEJ ZBRODNI OD TURKÓW NIŻ POLACY OD UKRAIŃCÓW, słuchają takich idiotów,
            bezmózgowców i podjudaczy, którzy działają charytatywnie wyłącznie w celach PR i
            chęci zmycia swoich win w sączeniu nienawiści.
            Różnica między przypadkiem tureckim , a ukraińskich tego ksiundza jest taka, że
            Turcy w ogóle odżegnują się od ludobójstwa na Ormianach, podczas gdy 2/3 Ukrainy
            wie, przyznaje się, a nawet i przeprasza i wyraża skruchę za działalnośc UPA.
            Nie zmienia to faktu, że ten ks. Izakowicz - Siewca Nienawiści i Niezgody między
            Narodami-Zalewski powinien dostać PERMANENTY, NA CAŁE ŻYCIE ZAKAZ WJAZDU NA
            UKRAINĘ ORAZ BIAŁORUŚ (w tym przypadku na wszelki wypadek, bo jeszcze coś mu
            odbije i wezmie się za podjudzanie tutaj).
            • pultorakh Tutaj na dowód - wiadomość z 2004roku 20.06.10, 08:39
              wiadomosci.gazeta.pl/kraj/1,34309,2206821.html
              Teraz pozostaje pytanie co to "nasz patriota". Z tego co czytałem to on idzie w
              zaparte i pieprzy raz po raz ten sam antyturecki bełkot, chcąc być świętszym od
              papieża. A tymczasem Armenia nawiązuje stosunki dyplomatyczne z Turcją i
              rozpoczyna rozmowy pokojowe z Azerbejdżanem, w sprawie Karabachu
              wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80538,7132227,Turcja_i_Armenia_nawiazaly_stosunki_dyplomatyczne.html
              wyborcza.pl/1,75477,7751797,Turcja_i_Armenia_ku_normalizacji.html
              wyborcza.pl/1,75477,7809992,Turcja_po_raz_pierwszy_upamietnia_Ormian.html
              INNYMI SŁOWY - ZALESKI TO ROZBÓJNIK, KTÓRY POWINIEN MIEĆ ZAKAZ WJAZDU WSZĘDZIE,
              POZA ARMENIĄ. Każdy kraj winien nie wpuszczać tego siewcy nienawiści i kłamcy.
            • liberum_veto Ludobójstwo Ormian 20.06.10, 10:43
              pultorakh napisał:
              > wstępu do takich krajów jak Turcja, Azerbejdżan czy Gruzja???
              > Z tą Gruzją to nie jestem pewny, ale swoją działalnością
              > PODJUDZANIA I OPLUWANIA PAŃSTWA TURECKIEGO I NARODU ma
              > PERMANENTNY, NA CAŁE ŻYCIE wprowadzony zakaz wjazdu do tego kraju.

              1. Turcja uporczywie zaprzecza faktom historycznym. Obiektem nagonki
              stał się tam swego czasu Orhan Pamuk, laureat literackiej Nagrody
              Nobla. Palono jego książki, wytoczono mu proces. Tylko dlatego,
              że "ośmielił się" coś wspomnieć o rzezi Ormian i Kurdów.
              2. Rzeź Ormian z lat 1915-17 (a nie z lat 20-tyc, jak podajesz) za
              ludobójstwo uznało już 25 państw, m.in. USA, Polska, Francja,
              Kanada, Holandia, Niemcy, Szwecja, Szwajcaria, Włochy, Belgia. Kraje
              o znacznie wyższych standardach demokratycznych niż Turcja, gdzie
              łamane są prawa człowieka, stosowane tortury i kara śmierci.
              Gratuluję więc takiego "sojusznika" w opluwaniu i zwalczaniu ks.
              Isakowicza-Zaleskiego. Ten zakaz wjazdu do Turcji to raczej powód do
              dumy, a nie coś wstydliwego.
              3. Twoim zdaniem, papież Jan Paweł II, Sejm RP, Parlament
              Europejski, Rada Europy czy Światowa Rada Kościołów też zajmowały
              się "podjudzaniem i opluwaniem państwa i narodu tureckiego"???
              pl.wikipedia.org/wiki/Ludob%C3%B3jstwo_Ormian
              Choć zdecydowana większość historyków potwierdza, że na ludności
              ormiańskiej dokonano ludobójstwa, to przez wiele lat nad tą zbrodnią
              panowała zmowa milczenia – Turcja była zbyt ważnym sojusznikiem dla
              światowych mocarstw. Jednak w ostatnich latach kolejne parlamenty
              podejmują uchwały, w których stwierdzają, że Rzeź Ormian była
              ludobójstwem. Do tej pory ludobójstwo Ormian oficjalnie uznały
              następujące państwa: Argentyna, Armenia, Austria, Australia, Belgia,
              Chile, Cypr, Francja, Grecja, Holandia, Kanada, Liban, Litwa,
              Niemcy, Polska (gdy 19 kwietnia 2005 r. Sejm dokonał tego poprzez
              aklamację), Rosja, Słowacja, Szwajcaria, Szwecja, Urugwaj, Walia,
              Watykan, Wenezuela i Włochy oraz w 2010 roku USA. Spośród ciał
              międzynarodowych uznających Rzeź Ormian za fakt historyczny wymienić
              można: Parlament Europejski (dwukrotnie: w 1987 i 2004 r.), Radę
              Europy, Podkomisję ONZ ds. Zapobiegania Dyskryminacji i Ochrony
              Mniejszości, Międzynarodowe Stowarzyszenie Badaczy Ludobójstw,
              Światową Radę Kościołów czy Amerykańską Unię Organizacji Żydowskich.
              Fakt ten uznał też podczas swojej pielgrzymki do Armenii papież Jan
              Paweł II.
              • pultorakh Radziłbym zajrzeć do linków które dałem. 20.06.10, 11:31
                Ludobójstwo, ludobójstwem, a Armenia zaczyna powoli z Turcją się dogadywać.
                Skoro Turcy zaczynają powoli przyznawać się do swoich zbrodni, a Armenia
                prowadzi doskonałą politykę, polegającą na tym, że wilk syty i owca cała, to
                Polacy sami powinni się od nich uczyć. Zamiast zakazywać jakichś rajdów,
                szczekać jak mały piesek na jakieś "wybryki" nacjonalistów ten temat po prostu
                olać i odsunąć takich szajbusów i "faszystów-imperialistów polskich" jak Zaleski
                czy "środkowiska kresowe"(jego i ich tezy i tęsknoty za "Kresami" to wypisz
                wymaluj to teorie hitlerowskie " przestrzeni na Wschodzie").
                Jeśli Polska będzie prowadzić politykę podobną jak Armenia to można się
                spodziewać, że w okolicach 2020r. na trochę bardziej rozwiniętej ekonomicznie,
                społecznie i mentalnie Ukrainie nikt nie będzie tematu "gloryfikacji" podnosił.
                Ukraińcom wystarczy duma z własnego, obecnego państwa i niepotrzebne im będzie
                żadne odwoływanie się do bohaterów.
                Jest taka zasada - szajbusów olewaj, nie wdawaj się w polemiki, sami prędzej czy
                później ucichną i się uspokoją. To co robi Zaleski SŁUŻY TYLKO I WYŁACZNIE
                UTWARDZANIU I POPIERANIU NACJONALISTÓW UKRAIŃSKICH, MOIM ZDANIEM ZALESKI I
                "KRESOWIACY" TO AGENCI: albo rosyjscy albo ukraińscy opłacani przez
                nacjonalistów, np. kanadyjskich.
                • liberum_veto Rzeź Ormian była pierwszym ludobójstwem XX wieku 09.07.10, 06:55
                  Linki otworzyłem. Nawet i one dają ponury obraz Turcji, jako kraju w
                  którym za głoszenie prawdy historycznej można trafić do więzienia.
                  No ale niektórym stalinowcom takie metody bardzo się podobają...
                  "Według Ormian - i niemal wszystkich historyków - był to przykład
                  tureckiego ludobójstwa. W Turcji za samo określenie tamtych wydarzeń
                  słowem ludobójstwo można pójść do więzienia."
                  Przykład zmiany podejścia Turcji najlepiej świadczy o tym, że
                  konsekwentne i zdecydowane podnoszenie sprawy przez Armenię i osoby
                  takie jak ks. Isakowicz-Zaleski przynosi oczekiwane efekty, nawet
                  jeżeli trzeba na nie czekać 100 lat. Chowanie głowy w piasek nie
                  daje niczego. Utwierdza tylko nacjonalistów ukraińskich w słuszności
                  swoich działań. Milczenie stanowi w tym przypadku rodzaj
                  przyzwolenia na gloryfikację faszystowskich zbrodniarzy.
                  www.se.pl/wydarzenia/kraj/rzez-ormian-bya-pierwszym-ludobojstwem-xx-wie-ku_95951.html
                  - W 1923 roku do władzy w Turcji doszedł Mustafa Kemal Ataturk.
                  Grzebiąc Imperium Osmańskie, zreformował i zmodernizował kraj.
                  Dlaczego nie chciał ujawnić jego zbrodni?
                  TIZ: Ataturk uważał, że przyznanie się do prawdy będzie przeszkodą w
                  tworzeniu nowego społeczeństwa. To był zasadniczy błąd. Naród
                  niemiecki po drugiej wojnie światowej odciął się wyraźnie od
                  nazizmu. Turcy nie zdobyli się na coś takiego. Już 94 lata w imię
                  dobra swojego państwa tępią prawdę o tej zbrodni. Prześladują swoich
                  obywateli, którzy mówią, że ludobójstwo miało miejsce. Doświadczył
                  przecież tego jedyny turecki noblista, Orhan Pamuk. W zeszłym roku
                  na apel części tureckich intelektualistów wzywający do przeproszenia
                  Ormian premier Turcji oświadczył: "Ci, którzy przepraszają, musieli
                  dopuścić się ludobójstwa, żeby czuć taką potrzebę. Turecka Republika
                  nie ma niczego takiego na sumieniu. Jeżeli takie zbrodnie miały
                  miejsce, mogą przeprosić ci, którzy w nich uczestniczyli. Jednakże
                  ani ja, ani mój kraj, ani też ten naród takowych się nie dopuścili".
                  Nie rozumie więc, że nierozliczone, nieuświadomione zło ma tendencję
                  do tego, żeby się powtarzać. 24 lata po ludobójstwie dokonanym na
                  Ormianach, w sierpniu 1939 r., Adolf Hitler - przygotowując swoich
                  dowódców do ataku na Polskę - mówił: "Nie miejcie litości. Bądźcie
                  brutalni. Słuszność jest po stronie silniejszego. Działajcie z
                  największym okrucieństwem". Wierzyli, że ujdzie im to płazem, bo
                  przecież - jak to ujął Führer: "Kto dziś pamięta o rzezi Ormian?".

                  - No właśnie, kto dziś pamięta o rzezi Ormian? Holocaust Żydów jest
                  powszechnie znany...
                  TIZ: Na szczęście coraz więcej państw uznaje ludobójstwo Ormian za
                  fakt historyczny. 19 kwietnia 2005 r. polski Sejm przyjął przez
                  aklamację odpowiednią uchwałę. Co ciekawe, autorem
                  terminu "ludobójstwo" był polski prawnik żydowskiego pochodzenia,
                  Rafał Lemkin. Stworzył je, starając się opisać to, czym była zagłada
                  Ormian i Żydów. Ludobójstwo nie ulega przedawnieniu, więc różne
                  narody, które mają takie zbrodnie na sumieniu, nie chcą się do nich
                  przyznać, np. władze Ukrainy nie chcą przyznać, że wyniszczenie
                  ludności polskiej na Wołyniu było ludobójstwem, choć według
                  kryteriów Lemkina, uznawanych przez ONZ, było to ludobójstwo.

                  - W 2005 r. władze Turcji zaproponowały władzom Armenii
                  zorganizowanie dwustronnej komisji historyków. W zeszłym roku
                  prezydenci Turcji i Armenii spotkali się przy okazji meczu
                  piłkarskiego obydwu reprezentacji. Może idzie odwilż?
                  TIZ: Komisja historyczna nie ma nic do roboty. W ciągu prawie stu
                  lat ten temat został opisany bardzo dokładnie. Co się tyczy meczu:
                  piłkarze ormiańscy mieli na koszulkach wizerunek świętej góry
                  Ararat, która teraz znajduje się tuż za granicą, po stronie
                  tureckiej. Wokół niej, na miejscu Ormian, mieszka napływowa ludność
                  turecka i kurdyjska. Jednym z warunków dla odbycia się tego meczu
                  postawionym przez stronę turecką było to, aby ormiańscy piłkarze
                  grali w koszulkach pozbawionych tego symbolu.
                  Ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski
            • gate.of.delirium Napisałeś "Polaczki"?Coś kojarzę...ty wszawa gnido 09.07.10, 07:49
              pultorakh napisał:

              > Polaczki zamiast brać przykład z Ormian, którzy w końcu
              doświadczyli DUŻO
              > GORSZEJ ZBRODNI OD TURKÓW NIŻ POLACY OD UKRAIŃCÓW,
    • liberum_veto Nie wolno dzielić ofiar na "dobre" i "złe" 11.07.10, 10:18
      Rodziny pomordowanych mają do dzisiaj ogromny żal do wszystkich
      ugrupowań politycznych, które powstały po roku 1989, że traktowały
      one problem ludobójstwa na Wołyniu niewłaściwie, czyli krok do
      przodu, krok do tyłu.

      Ogromnym rozczarowaniem Kresowian było to, że po roku 1989 polskie
      elity polityczne nie zdecydowały się o powiedzeniu pełnej prawdy o
      ludobójstwie na Wołyniu i nie podjęły stosownych działań, które
      służyłyby upamiętnieniu męczeństwa Polaków. Wynikało to z błędnej
      interpretacji tak zwanej koncepcji Giedroycia.

      Jednym z objawów tego było przyjęcie założenia, iż dla dobrych
      relacji polsko-ukraińskich, warto zalać betonem przeszłość. W imię
      antyrosyjskiego sojuszu z narodami na wschód od Bugu zaczęto
      świadomie skazywać na zapomnienie wszystkie drażliwe sprawy.
      Tymczasem przeszłości nie da się zalać betonem. Historia wraca jak
      bumerang. Ale pamięć wykorzystywana jest w kategoriach "za"
      albo "przeciw". Mamy więc "dobrych" męczenników, czyli ofiary
      Katynia, bo można je wykorzystywać przeciw Rosji. I mamy "złych"
      męczenników, czyli ofiary Wołynia, bo rzekomo psują nam relacje z
      Ukrainą. To jest skandaliczne podejście. Powoduje ono, że ofiary
      dzielone są w zależności od tego, jakich miały katów, "dobrych"
      czy "złych". Ale to w tej chwili legło w gruzach.

      Rodziny pomordowanych mają do dzisiaj ogromny żal do wszystkich
      ugrupowań politycznych, które powstały po roku 1989, że traktowały
      one problem niewłaściwie, czyli krok do przodu, krok do tyłu.
      Spowodowało to wzburzenie tych środowisk. W związku z tym pojawiły
      się dwa zjawiska. Pierwsze: mimo odejścia ludzi urodzonych na
      Kresach, dzieci, wnuki, a często prawnuki tych osób, ciągle uważają
      tę sprawę za bardzo ważną. Tak więc pałeczka w tej sztafecie pokoleń
      została przekazana. Drugie zjawisko to bunt tych środowisk. Jego
      apogeum nastąpiło dokładnie dwa lata temu, kiedy 11 lipca 2008, w
      65. rocznicę Krwawej Niedzieli na Wołyniu, na uroczystości na
      Skwerze Wołyńskim w Warszawie, nie przyszedł nikt z władz polskich.
      Nie było ówczesnego prezydenta RP, ś.p. Lecha Kaczyńskiego ani
      premiera Donalda Tuska ani prezydent Warszawy Hanny Gronkiewicz-
      Waltz. Zamiast prawdy padły eufemizmy w rodzaju "bolesne
      wydarzenia", "tragedia Kresów" itd. Byłem naocznym świadkiem tego i
      widziałem, że stało się to kroplą, która przechyliła czarę goryczy.

      Natomiast w ciągu minionych dwóch lat doszło do spontanicznego
      działania środowisk kresowych, ale nie tylko, bo także ludzi nie
      mających z Kresami nic wspólnego, ale angażujących się z pewnego
      sentymentu czy też z poczucia obowiązku wobec Ojczyzny. Miało
      miejsce kilka spektakularnych akcji pod ambasadą i konsulatami
      Ukrainy. Chodziło o protesty wobec nadania tytułu doktora honoris
      causa Wiktorowi Juszczence oraz wobec Rajdu Bandery. Doszło do
      pewnej konsolidacji organizacji kresowych, które są podzielone,
      również ze względów politycznych. Jednak kroki te przyniosły pewne
      efekty.

      To uchwała Sejmu z 15 lipca zeszłego roku, która ma jedną zasadniczą
      wadę, że zamiast jednoznacznego terminu "ludobójstwo" pojawia się
      sformułowanie "masowe mordy o charakterze czystki etnicznej i
      znamionach ludobójczych". Niemniej jednak w uchwale tej wskazano z
      imienia i nazwiska sprawców zbrodni - członków OUN i UPA, a także
      oddano cześć tym sprawiedliwym Ukraińcom, którzy ratowali Polaków.
      Co więcej, inicjatywy przejęły samorządy. W ciągu ostatniego roku
      pięć kolejnych sejmików wojewódzkich - idąc chronologicznie:
      dolnośląski, opolski, podkarpacki, lubuski i lubelski - podjęły
      uchwały potępiające ludobójstwo. Z kolei 7 lipca br. rezolucję
      potępiającą gloryfikację Bandery i Szuchewycza skierowali do radnych
      miasta Lwowa radni miasta Krakowa.

      Niestety, przełomem w tych sprawach okazała się dopiero sromotna
      porażka Wiktora Juszczenki w wyborach prezydenckich. Pod koniec
      swojej prezydentury wydał on dekrety gloryfikujące Banderę i UPA.
      Nawet jego sojusznik, prezydent Kaczyński zmuszony był to potępić.
      Chociaż nadal w tych sprawach zachowanie większości polskich
      polityków pozostaje dla Kresowian niezadowalające.

      Wygrana Wiktora Janukowycza oczywiście też nie jest korzystna dla
      Polski. To polityk prorosyjski. Ale w trakcie pierwszych miesięcy
      jego prezydentury odwołano dekrety o gloryfikacji Bandery i
      Szuchewycza. Ważne jest również to, że poszczególne działania
      Janukowycza dążą do zrewidowania polityki Juszczenki.

      Podobne stanowisko zajął Parlament Europejski. Dzięki inicjatywie
      polskich europosłów uchwalona została rezolucja przeciwko
      gloryfikacji UPA. Trzeba też wspomnieć o wsparciu dla działań
      Polaków ze strony organizacji żydowskich. Bo przecież Żydzi także
      byli mordowani przez Banderę. Są więc naszymi naturalnymi
      sojusznikami. Bardzo krytycznie jednak oceniam politykę ministra
      spraw zagranicznych Radosława Sikorskiego. Postrzegam ją jako
      lekkomyślną, służącą interesom amerykańskim. Brakuje w niej
      natomiast troski o Polaków, którzy nadal mieszkają na Kresach.

      ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski - duchowny katolicki obrządków
      ormiańskiego i łacińskiego, działacz społeczny, historyk Kościoła,
      wieloletni uczestnik opozycji antykomunistycznej w PRL
      www.kresy.pl/idee?zobacz/nie-wolno-dzielic-ofiar-na-dobre-i-zle
    • liberum_veto KUL: Wystarczył jeden megafon i trzy transparenty 11.08.10, 15:07
      Zapalmy znicze pamięci! 07-07-2009, 19:21
      Wystarczył jeden megafon i trzy transparenty, aby w zmowie milczenia
      budowanej przez polityczny establishment powstały spore wyrwy.

      Protest w Lublinie przeciwko nadaniu doktoratu h.c. Wiktorowi
      Juszczence zaczął się 30 czerwca br. od konferencji, na którą
      przybyło sporo dziennikarzy. Głos zabrali: płk Jan Niewiński,
      dowódca samoobrony wsi Rybcza, p. Janina Kalinowska, ocalona jako
      dziecko z zagłady, oraz p. Ewa Siemaszko, autorka monografii o
      ludobójstwie na Wołyniu. Ich wypowiedzi wspierane były multimedialną
      prezentacją. Następnie wszyscy przeszli pod KUL, gdzie zastali
      pospiesznie zamknięte drzwi. Tak uniwersytet katolicki powitał tych,
      którzy łożą na niego datki. Przeczytałem tam nazwiska księży
      pomordowanych przez UPA, a Kresowianie rozwinęli transparenty m.in.
      z napisami: "Doktorat dla Juszczenki - hańbą dla KUL" i "Nie o
      zemstę, lecz o pamięć wołają ofiary". Następnego dnia pikieta pod
      KUL ustawiona była od rana. Ktokolwiek chciał wejść do auli, musiał
      przejść przez szpaler rodzin pomordowanych i wysłuchać ich
      protestów. Jakiś pracownik uczelni chciał te rodziny przepędzić, ale
      przestraszył się rozstawionych kamer. W końcu limuzyny zajechały,
      ale nie pod główne wejście, lecz pod drzwi kuchenne, którymi
      przemknął się Juszczenko. Co za wstyd! Tak się bać spotkania ze
      zwykłymi ludźmi!

      Pikieta rozstawiona była także na wprost trybuny na pl. Litewskim.
      Zarówno w czasie odgrywania hymnów narodowych, jak i wystąpień
      polskich i litewskich gości protestujący milczeli. Megafon został
      uruchomiony dopiero wtedy, gdy głos zabrał prezydent Ukrainy. W
      imieniu pikietujących wyjaśniałem powody protestu, zwracając uwagę
      na gloryfikację przez prezydenta zbrodniarzy z OUN-UPA. Po
      przemówieniach goście mieli przemaszerować pieszo specjalnie
      wyremontowanym na tę okazję traktem na Zamek Lubelski, aby podpisać
      tam wspólną deklarację. Do tego jednak nie doszło, bo na widok
      Juszczenki Kresowianie zaczęli skandować "Hańba, hańba". Prezydent
      Ukrainy od razu więc salwował się ucieczką, pospiesznie wyjeżdżając
      z Lublina. Przedstawiciele establishmentu też powsiadali do
      samochodów, a zgromadzeni na trasie mieszkańcy pozostali zawiedzeni.
      Policja nie interweniowała, a jej zachowanie było kulturalne.
      Jedynie "Gazeta Wyborcza" napisała: "Pod koniec uroczystości
      funkcjonariusze BOR zabrali megafon księdzu, gdy krzyczał "Hańba" w
      kierunku przechodzącego kilka metrów obok Juszczenki". Zdanie to
      jest ordynarnym kłamstwem, gdyż funkcjonariusze BOR nie zabrali
      megafonu ani mnie, ani nikomu innemu. Na cóż, jaka gazeta, taka
      prawda.

      O tym, że protestujący mieli rację, świadczy fakt, że zaledwie dwa
      dni po uhonorowaniu Juszczenki jego najbliższy współpracownik, a
      zarazem szef ukraińskiej policji politycznej, Walentyn
      Naływajczenko, obraził we Lwowie pamięć polskich policjantów,
      porównując ich do funkcjonariuszy NKWD i gestapo. Tego nie
      dostrzegła jednak p. redaktor Dominika Wielowieyska w swoim
      przeglądzie prasy w "GW". Zauważyła natomiast mój wywiad pt. "To był
      krzyk rozpaczy". Nawiasem mówiąc, pisze o mnie per "ks. Tadeusz", co
      sugeruje czytelnikom jakąś nić koleżeństwa. Stwierdzam więc, że z p.
      redaktor Dominiką Wielowieyską, którą widziałem raz w życiu, żadne
      związki mnie nie łączą, a to publiczne spoufalanie się jest
      jednostronne. Napisała ona:

      "Ks. Tadeusz zorganizował protest przeciwko nadaniu doktoratu
      honoris causa KUL prezydentowi Ukrainy Wiktorowi Juszczence. A
      protest polegał przede wszystkim na wznoszeniu okrzyków "Hańba!" w
      czasie tej uroczystości. Ks. Isakowicz-Zaleski nie widzi jednak w
      swoim zachowaniu nic złego, bo uważa, że reprezentuje interesy
      Polaków-ofiar UPA. Prezydent Kaczyński i prezydent Juszczenko
      zrobili gigantyczny wysiłek, by bardzo trudne relacje polsko-
      ukraińskie, pełne wspomnień krzywd, zaznanych przez obie strony,
      były naznaczone wzajemnym wybaczeniem win. Ks. Tadeusz niestety chce
      to wszystko zniszczyć. Miejmy nadzieję, że mu się to nie uda".

      Moja odpowiedź: Wspomniany "gigantyczny wysiłek" polega na razie na
      tym, że ludobójstwo na Kresach jest nadal przemilczane przez
      polskich i ukraińskich polityków. Od 20 lat politycy ci nie
      potrafili postawić (z małymi wyjątkami) nie tylko pomników, ale i
      nawet krzyży na mogiłach setek tysięcy polskich obywateli
      pomordowanych przez UPA. Równocześnie na Ukrainie powstają pomniki
      katów. Sprawa ludobójstwa jest też nadal nieobecna w podręcznikach
      szkolnych po obu stronach rzeki Bug. Jak napisał w swoim pamiętniku
      mój śp. Ojciec: "Kresowian zabito dwukrotnie, raz przez ciosy
      siekierą, drugi raz przez przemilczenie, a to drugie morderstwo jest
      gorsze od pierwszego". Protest w Lublinie polegał przede wszystkim
      na przełamaniu tej zmowy milczenia. Udało się to znakomicie.

      11 lipca br. minie kolejna rocznica "Krwawej Niedzieli" na Wołyniu,
      w czasie której UPA zaatakowała 167 polskich kościołów, mordując
      księży i tysiące bezbronnych wiernych. W sumie w czasie ludobójstwa
      zamordowano 150 tys. Polaków, a także wielu Żydów i Ormian oraz tych
      sprawiedliwych Ukraińców, którzy ratowali Polaków. Zapalmy więc w
      miejscach pamięci narodowej znicze i wywieśmy polskie flagi z czarną
      wstążką! Zapalmy je także w tym dniu w oknach o g. 21.00.

      W przeddzień rocznicy, w piątek 10 lipca, o g. 12.00 spotkajmy się
      pod konsulatem Ukrainy przy ul. Beliny-Prażmowskiego 4 w Krakowie,
      gdzie rodziny pomordowanych wręczą konsulowi apel do władz Ukrainy o
      postawienie krzyży na wszystkich zbiorowych mogiłach. Kto chciałby
      wesprzeć tę walkę o prawdę i pamięć, niech przyjdzie pod konsulat ze
      zniczem.
      ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski, Gazeta Polska, 7 lipca 2009 r.
      www.isakowicz.pl/index.php?page=news&kid=88&nid=1926
      • krajowy_prowidnyk Re: KUL: Wystarczył jeden megafon i trzy transpar 12.08.10, 13:02
        Moim zdaniem ten ksiudz to taki właśnie PODJUDZACZ, DOSTAJĄCY PIENIĄDZE Z
        ZAGRANICY, aby torpedować proces normalizacji stosunków polsko-ukraińskich.
        Polaczki zamiast brać przykład z Ormian, którzy w końcu doświadczyli DUŻO
        GORSZEJ ZBRODNI OD TURKÓW NIŻ POLACY OD UKRAIŃCÓW, słuchają takich idiotów,
        bezmózgowców i podjudaczy, którzy działają charytatywnie wyłącznie w celach PR i
        chęci zmycia swoich win w sączeniu nienawiści.

        Aj, waj, dlaczego skatina nie słucha sama swoich rad dawanych innym? A kto to
        cały czas szczuje na Rosję, wmawiając jej odpowiedzialność za to, że trochę
        skatiny miało problemy z dietą po I wojnie? Nie trzeba dojść do porozumienia i
        wyświetlenia wszystkich okoliczności tego przykrego zdarzenia? No bo przecież
        był to zrozumiały rewanż za mordy ludnośc nierosyjskojęzycznej, która była
        masakrowana przez kozaków, protoplastów skatiny? I taeraz zamiast uderzyć się w
        piersi, wyciąga się jakies problemy zaopatrzeniowe, żeby swoje zbrodnie pokryć!
    • liberum_veto Pikiety przed konsulatami Ukrainy 22.09.10, 20:48
      Krzyże i pikiety 15-07-2009, 05:37
      Donaldowi Tuskowi zabrakło honoru i odwagi, aby w drodze do Kijowa złożyć kwiaty na polskich mogiłach na Wołyniu

      Po raz pierwszy środowiska kresowe, kombatanckie i patriotyczne, pomimo różnic politycznych i pokoleniowych, podjęły wspólne działania w sprawie uczczenia pamięci Polaków zgładzonych na Wołyniu w krwawą niedzielę 11 lipca 1943 r. Po raz pierwszy też głos rodzin kresowych tak mocno przebił się do mediów. Po raz pierwszy także w Telewizji Polskiej przez kilka dni pokazywano (w sobotę 11 lipca br. w TVP Info prawie non stop) prawdę o tych wydarzeniach. Paradoksalnie do tego przyczyniły się haniebna decyzja KUL, jak również kamienne serca wielu polskich polityków, nieczułych na cierpienie rodzin kresowych, które wciąż nie mogą po katolicku pochować kości swoich krewnych.

      Wstępem do obchodów była XV Pielgrzymka Kresowian na Jasną Górę. Wydarzenia te odbyły się dzięki gościnności i odwadze paulinów, którzy po raz kolejny udowodnili, że otoczone ich opieką sanktuarium narodowe było i jest oazą wolności. Msza św. w kaplicy Cudownego Obrazu bardzo umocniła duchowo środowisko. Po mszy odbyło się Forum Kresowe, podczas którego mówiono m.in. o problemach polskiego szkolnictwa na Kresach, a także języka i własności polskiej na Litwie, o niszczeniu polskiego dorobku kulturalnego na Białorusi i Ukrainie, a także o sprawie upamiętnienia miejsc kaźni oraz o ukrainizacji archidiecezji lwowskiej. Po raz pierwszy patronat przyjął prezydent Lech Kaczyński, a prawie tysiącosobowa frekwencja przeszła najśmielsze oczekiwania.

      Kolejnymi wydarzeniami były pikiety Kresowian i ich przyjaciół pod konsulatami w Lublinie i Krakowie. Na tę drugą przyszło prawie 200 osób czujących potrzebę wyrażenia solidarności w tej sprawie. Bardzo pozytywną rolę odegrał krakowski klub "GP". Przed wejściem do konsulatu zapalono znicze ułożone w kształcie krzyża i rozwieszono kilka transparentów. Odczytano także apel do prezydenta Wiktora Juszczenki i premier Julii Tymoszenko, w którym rodziny pomordowanych napisały: "Pomimo 20 lat niepodległości Polski i 18 lat niepodległości Ukrainy krzyże ustawiono zaledwie na 8 proc. zbiorowych mogił. Pozostałe miejsca kaźni, kryjące szczątki 150 tys. okrutnie pomordowanych Polaków i dziesiątków tysięcy przedstawicieli innych narodowości, są nadal pozbawione jakiegokolwiek upamiętnienia. [...]. Prawo do upamiętnienia mogił pomordowanych należy do podstawowego katalogu praw człowieka oraz do norm obowiązujących w Unii Europejskiej, do której struktur tak bardzo pragnie wejść dzięki poparciu Polski Ukraina. [...] Jeżeli nasz apel nie odniesie pozytywnego skutku, to oświadczamy, że podejmiemy kolejne akcje protestacyjne przed placówkami konsularnymi Ukrainy w Polsce oraz wystąpimy do władz Unii Europejskiej i innych instytucji międzynarodowych z prośbą o stosowne interwencje dyplomatyczne". Obie pikiety były osłaniane przez policję, która jednak nie interweniowała. Jedynie w Lublinie zdarzył się przykry incydent, o którym napisał jeden z organizatorów: "W sobotę 10 lipca o g. 14.10 poświęcony brzozowy krzyż z biało czerwoną szarfą, umieszczony dwie godziny wcześniej przez pikietujących na ogrodzeniu konsulatu Ukrainy w Lublinie, został wraz ze zniczami przez pracowników konsulatu usunięty i ciśnięty pod mur ze śmieciami".

      Dalsze obchody odbyły się w Zielonej Górze (msza św. i złożenie wieńców pod pomnikiem Pomordowanych Kresowian), Bydgoszczy (wmurowanie w kościele Polskich Męczenników tablicy pamiątkowej ku czci ofiar UPA), Tarnowie (modlitwa pod Kurhanem Kresowym na Starym Cmentarzu), Legnicy (msza św. w kościele ojców franciszkanów i prezentacja unikalnych zdjęć z czasów ludobójstwa) oraz w wielu innych miejscowościach. Najważniejsze jednak uroczystości, z udziałem kompanii honorowych WP i Straży Granicznej, odbyły się w Chełmie, mieście zamieszkanym w dużym stopniu przez wygnańców z pobliskiego Wołynia i ich potomków. Kilkunastu księży odprawiło mszę św. polową, w czasie której ks. inf. Kazimierz Bownik najpierw wygłosił doskonałe kazanie o przemilczanym ludobójstwie, a następnie poświęcił dębowy krzyż i kamień węgielny pod pomnik Wołyński. Później odbyła się sesja naukowa. Wszystko dzięki wielkiemu zaangażowaniu samorządowców i społeczników było przygotowane perfekcyjnie.

      Jeżeli chodzi o rzeczy przykre, to nie jestem zdziwiony kolejnymi atakami personalnymi "Gazety Wyborczej" wymierzonymi we mnie. Zbyt dobrze bowiem pamiętam, jak 25 lat temu "Trybuna Ludu" atakowała tych księży, którzy mówili młodzieży prawdę o Katyniu czy prześladowaniu Kościoła w ZSRR. Koło historii znów się zatacza. Nie jestem też zdziwiony gwałtowną woltą wojewody lubelskiego Genowefy Tokarskiej, która najpierw w czasie wystąpienia w Chełmie wypowiedziała słowo "ludobójstwo", a zaraz po tym zaczęła gwałtownie tłumaczyć się, że to tylko jej prywatne zdanie, a nie stanowisko władz państwowych. No cóż, to tylko funkcjonariuszka rządowa, a nie mąż stanu. Dwie rzeczy mnie jednak zaskoczyły. Pierwsza z nich to żenująca postawa Donalda Tuska, który jadąc w wigilię rocznicy "krwawej niedzieli" do Kijowa na rozmowy w sprawie igrzysk piłkarskich, nie zdobył się na odwagę, aby złożyć kwiaty na polskich mogiłach, obok których przejeżdżał. Druga rzecz to zupełny brak na uroczystościach ku czci pomordowanych strony ukraińskiej, w tym ambasadora Ukrainy, nawiasem mówiąc urodzonego na Wołyniu. Także ukraińscy duchowni, w tym katoliccy, nie chcieli modlić się ze swoimi polskimi braćmi. To mówi samo za siebie.
      ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski, Gazeta Polska, 15 lipca 2009
      www.isakowicz.pl/index.php?page=news&kid=88&nid=1957
    • kiemlicz88 Re: ks. Isakowicz-Zaleski: Spór o ludobójstwo 08.10.10, 11:59
      Wspomnienia Dąbskiego - "Egzekutor", wydane w formie książkowej przez wydawnictwo "Karta". Pytanie, czy Dąbski jest wiarygodny i jak to co napisał ma się do rzeczywistości?
      Dwa fragmenty:
      „Nasze operacje zbliżone były w swojej jakości do ukraińskich, z tą tylko różnicą, że wybieraliśmy wioski, w których przeważała ludność polska, bo w ten sposób było nam łatwiej wykończyć Ukraińców. Nie było w tych akcjach żadnej litości, żadnego pardonu. Nie mogłem też narzekać na swoich towarzyszy broni. Szczególnie „Twardy”, który miał osobiste porachunki z Ukraińcami, przechodził samego siebie.
      Gdy wchodziliśmy do ukraińskiego domu, nasz „Wilusko” dostawał dosłownie szału. Zbudowany jak dobrze rozwinięty goryl, gdy tylko zobaczył Ukraińców, oczy wychodziły mu na wierzch, z otwartych ust zaczynała mu kapać ślina i robił wrażenie człowieka, który dostał obłędu. Ja z „Luisem” przeważnie obstawialiśmy drzwi i okna, natomiast półprzytomny „Twardy”, stary nożownik z lwowskich Pasiek, rzucał się na skamieniałych ze strachu Ukraińców i krajał ich na kawałki. Z niesłychaną wprawą rozpruwał im brzuchy lub podrzynał gardła, aż krew tryskała po ścianach. Silny niesamowicie, często zamiast noża używał zwykłej ławy stołowej, którą gruchotał czaszki, jakby to były makówki.
      Pewnego razu zebraliśmy trzy rodziny ukraińskie w jednym domu i „Twardy” postanowił wykończyć je „na wesoło”. Założył sobie znaleziony na półce kapelusz i wziąwszy leżące na stole skrzypce, zaczął przygrywać na nich Ukraińcom. Podzielił ich na cztery grupy i przy dźwiękach muzyki kazał im śpiewać na głosy: „Tu pagórek, tam dolina, w dupie będzie Ukraina …”. I pod groźbą trzymanego przeze mnie pistoletu śpiewały biedne kacapy, aż szyby w oknach drżały, łudząc się, że nasza brać partyzancka będzie miała więcej sumienia od nich samych. Niestety, była to ich ostatnia piosenka na tym padole. Po skończonym koncercie „Twardy” tak się żywo wziął do pracy, że obaj z „Luisem” uciekliśmy do sieni, ażeby też nas czasem przez pomyłkę nie zarąbał.”

      „Gdy wracaliśmy pod wieczór na swoje kwatery w Laskówce, [„Twardy”] zaczepił obcego, spokojnie idącego gościa i zapytał go, czy przypadkiem nie jest Ukraińcem. Tamten, choć zalatywał trochę dziwnym akcentem, z cała werwą oświadczył: „Ja, panowie, jestem grekokatolikiem, ja nie Ukrainiec!”. „Twardy” jednak, nie dawszy za wygraną, poprosił mnie, ażebym potrzymał gościa pod pistoletem, a sam zdjąwszy pasek od spodni, zaczął walić go niemiłosiernie po twarzy. Z początku biedak zaczął nawet protestować i krzyczeć, co to za porządki, że my go atakujemy, kiedy on nie jest żaden Ukrainiec, tylko grekokatolik. Ale „Twardy” walił go coraz mocniej i coraz bardziej zapamiętale. W końcu widocznie ból był nie do zniesienia, bo nagle gość podskakując na jednej nodze, jak raniony zając zgodził się z nami we wszystkim: „Tak, Ukrainiec jestem, skurwysyn jestem …”. W tym momencie przesłuchanie zostało zakończone, a wyrok wykonany przez „Twardego”, który zręcznym ruchem poderżnął skazanemu gardło.”
      • liberum_veto Re: ks. Isakowicz-Zaleski: Spór o ludobójstwo 08.10.10, 14:28
        Wygląda to bardzo wiarygodnie. Po co miałby zmyślać?...
        Szykuje się ciekawa dyskusja... Prawda jest taka, że Polacy także nieraz mordowali, dopuszczali się aktów ludobójstwa na bezbronnej ludności cywilnej, w tym na kobietach i małych dzieciach. Tak było np. w Sahryniu, gdzie przez pomyłkę, w amoku mordowania Ukraińców, zamordowano też i Polkę wraz z dwójką dzieci w wieku 5 i 8 lat. Było już o tym na forum
        forum.gazeta.pl/forum/w,48782,75950306,89315706,Re_akcja_odwetowa_.html
        Wojna wyzwala najgorsze instynkty i poczucie bezkarności. Wśród Polaków też nie brakowało bandziorów i sadystów, lubujących się w torturowaniu ofiar...
        Tak że mnie ta relacja jakoś specjalnie nie dziwi, choć przeraża szczegółami okrucieństwa...
        • kiemlicz88 Re: ks. Isakowicz-Zaleski: Spór o ludobójstwo 08.10.10, 14:54
          Dąbski czerpie wyraźną radochę z opisywania szczegółów mordów. Przerażająca książka.
          • liberum_veto Re: ks. Isakowicz-Zaleski: Spór o ludobójstwo 08.10.10, 18:23
            Można to zrozumieć. Był wtedy panem życia i śmierci... Czyż można mieć większą władzę...
            Swoją drogą, trzeba być skończoną kanalią i człowiekiem bez sumienia, aby wykonywać taki "zawód"... I jeszcze się tym chlubić po latach...
    • liberum_veto Uchwała Sejmu - zwycięską bitwą Kresowian 15.11.10, 11:21
      Trzeba jeszcze powalczyć 21-07-2009
      Uchwała sejmowa, wymuszona pod naciskiem protestów, jest zwycięską bitwą Kresowian i ich przyjaciół, ale koniec wojny wciąż jest daleki

      Od 1991 r. spełnia się sen Józefa Piłsudskiego, który marzył, aby pomiędzy Polską a Rosją powstał pas państw buforowych. Dzieje się to jednak z ogromnymi oporami, bo rosyjskimi bastionami wciąż są Białoruś i Naddniestrze, nie mówiąc o Królewcu, którego bazy wojskowe trzymają w szachu naszą część świata. Osobnym problemem jest Ukraina, podzielona dokładnie na pół. Jej wschodnia część to nadal bardziej dawny ZSRR niż niepodległe państwo. Parę lat temu wydawało się, iż przełomem będzie tzw. pomarańczowa rewolucja, ale szybko okazało się, że to tylko walka dwóch obozów postkomunistycznych, a członkowie KPZR czy Komsomołu, przefarbowani na nacjonalistów, czasami są jeszcze gorsi. Jeden z moich przyjaciół z Kijowa opowiadał taki dowcip. Czym różni się kolor pomarańczowy francuski od ukraińskiego? Otóż ten pierwszy uzyskuje się w sposób klasyczny, mieszając w jednakowych proporcjach farbę żółtą i czerwoną. Natomiast ten drugi uzyskuje się przez wpuszczenie do wiadra farby czerwonej tylko trzech kropel żółtej.

      Niestety na te pojedyncze krople dały się nabrać USA i Europa Zachodnia, które uwierzyły - o, święta naiwności! - że Wiktor Juszczenko i Julia Tymoszenko przyczynią się do oswobodzenia Ukrainy spod rosyjskiej dominacji. Wyrwanie naszego sąsiada z paszczy Putina to rzecz chwalebna i zgodna z polską racją stanu. Jednak wspomniani ukraińscy politycy to ludzie zakłamani, a wspierające ich środowiska widzą wroga nie w Rosji, lecz w Polsce. Co więcej, KGB zrobiła wszystko, aby z mitu Stepana Bandery uczynić beczkę prochu, która tkwi tuż za naszą granicą. Paradoksem jest bowiem fakt, że to właśnie Rosjanom najbardziej zależy, aby budzić demona nacjonalizmu ukraińskiego, który od zawsze miał skrajnie antypolski i antysemicki, a zarazem proniemiecki charakter. Demon ten jest też antyrosyjski, ale Kreml się z tego śmieje, bo jeżeli czciciele UPA kiedyś, nie daj Boże, chwycą za siekiery i bagnety, będą one skierowane nie przeciwko Rosjanom, ale - jak 60 lat temu - przeciwko Polakom i Żydom.

      Owej naiwności dało się omotać wielu polskich polityków. Uwierzyli oni, że w historycznych rozliczeniach trzeba stosować zasadę, którą można streścić w słowach: Holokaust - tak, KL Auschwitz - tak, Wołyń - nie. Doprowadziło to do absurdów, które spowodowały, że Trzecia RP bała się upomnieć o pamięć o tych obywatelach Drugiej RP, którzy ginęli na Kresach z rąk nacjonalistów ukraińskich i to tylko dlatego, że byli wierni swojej ojczyźnie. Zasada ta obowiązywała także na polskich uniwersytetach, które, poza kilkoma szlachetnymi wyjątkami, uciekały od podjęcia tej problematyki. Wyłomu dokonali więc nie historycy zawodowi (chociaż prace niektórych z nich są nie do przecenienia), lecz pasjonaci historii, wydający swoje prace poprzez Stowarzyszenie Upamiętnienia Ofiar Zbrodni Nacjonalistów Ukraińskich z Wrocławia i Wydawnictwo Nortom. Wyłomu dokonała także działalność Kresowego Ruchu Patriotycznego i Światowego Kongresu Kresowego oraz wielu innych stowarzyszeń. Od tej pory ukrywana prawda zaczęła wychodzić na jaw.

      Gdy ludobójstwa nie dało się już ukryć, politycy próbowali je zrelatywizować, przyjmując w 2003 r. uchwałę sejmową pełną hipokryzji i historycznych przekłamań. Kolejną uchwałę zgłosił rok temu PSL, ale marszałek Bronisław Komorowski schował ją do szuflady. Oj, zasłużył sobie pan hrabia na medal im. Stepana Bandery; zasłużył jak mało kto. Jednak protesty Kresowian i ich przyjaciół, wspierane przez wiele różnych środowisk (w tym przez młodzież), rozpoczęte przed KUL, a kontynuowana przed konsulatami Ukrainy, zrobiły swoje i uchwała musiała zostać wyjęta z szuflady. Jest to ogromna porażka nie tylko samego Komorowskiego, ale również "Gazety Wyborczej" i ukraińskiego "Naszego Słowa", a także tych środowisk, które liczyły, że za "marchewkę" w postaci Euro 2012 społeczeństwo polskie zapomni o męczennikach ze Wschodu.

      W uchwale sejmowej przyjętej przez aklamację 15 lipca br., noszącej tytuł "o tragicznym losie Polaków na Kresach Wschodnich", niestety nie ma właściwego określenia, czyli słowa "ludobójstwo". Jest za to zdanie mówiące o przebiegu "tzw. akcji antypolskich - masowych mordów o charakterze czystki etnicznej i znamionach ludobójczych". Ach, ta "poprawna politycznie" nowomowa! Poza tym w uchwale jest błąd, bo ludobójstwo nie rozpoczęło się 11 lipca 1943 r., lecz o wiele wcześniej. Wspomniana data zaś była apogeum, a nie początkiem zbrodni. Wielka szkoda, że posłom (głównie z PO i SLD) zabrakło odwagi, aby powiedzieć całą prawdę, ale na razie dobre i to. To bardzo duży sukces rodzin pomordowanych i ich przyjaciół. Dobrze też, że w uchwale wymieniono po imieniu sprawców zbrodni, czyli Organizację Ukraińskich Nacjonalistów i Ukraińską Powstańczą Armię, a także oddano cześć tym sprawiedliwym Ukraińcom, którzy ratowali Polaków.

      Trzeba nadal iść tą drogą i domagać się całej prawdy oraz tego, aby na Kresach na wszystkich mogiłach pomordowanych Polaków i obywateli innej narodowości wreszcie stanęły krzyże. Jest to prawny i moralny obowiązek władz Trzeciej RP. Wielkie słowa uznania dla tych, którzy wsparli protesty, zwłaszcza dla Organizacji Monarchistów Polskich za pomoc na terenie Lublina, a przede wszystkim dla płk Jana Niewińskiego i dr Zbigniewa Girzyńskiego, posła PiS, którzy negocjowali uchwałę. W jedności siła!
      ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski, Gazeta Polska, 22 lipca 2009 r.
      www.isakowicz.pl/index.php?page=news&kid=88&nid=1986
    • liberum_veto Dzieci jako żywe tarcze 20.12.10, 18:10
      Dzieci jako żywe tarcze 04-08-2009, 15:15
      Bezmyślność niektórych podwładnych Schetyny i Sikorskiego przyczyniła się zarówno do promocji faszyzmu, jak i podeptania pamięci pomordowanych Polaków i Żydów
      www.isakowicz.pl/index.php?page=news&kid=88&nid=2033
      Czy byłoby możliwe w Europie Zachodniej, aby pogrobowcy z SS ubrani w koszulki ze swastykami organizowali rajdy szlakiem Goebbelsa i Himmlera? Czy byłoby możliwe w Europie Wschodniej (oczywiście poza Rosją i Białorusią), aby komuniści ubrani w koszulki z sierpem i młotem organizowali rajdy szlakiem Stalina i Berii? Czy szanujący się polityk amerykański przymykałby oczy na imprezy wychwalające ideologię al Kaidy i Czerwonych Brygad? Oczywiście, że nie. Niestety, to, co nie jest możliwe w innych częściach świata, stało się możliwe w Polsce, na dodatek w 70. rocznicę wybuchu II wojny światowej oraz 65. ludobójstwa dokonanego przez banderowców.

      Już w czerwcu br. niektórzy polscy działacze na Ukrainie alarmowali, że neofaszyści przygotowali wobec Polski prowokację. Zorganizowano rajd kolarski, którego patronem ogłoszono Stepana Banderę, szefa Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów, która nie tylko odznaczyła się antypolonizmem i antysemityzmem, ale była także odpowiedzialna za wiele akcji terrorystycznych. Gdyby ten rajd odbywał się na trasie z Krymu do Charkowa i z powrotem, to pół biedy. Problem polega jednak na wyprowadzeniu tej imprezy poza kraj, planując trasę od Czerwonogradu, gdzie stoi pomnik owego zbrodniarza, do Monachium, gdzie znajduje się jego grób. Do Bawarii postanowiono jechać przez Polskę, Słowację i Austrię. Postoje zaplanowano m.in. w Sanoku oraz Krakowie i Oświęcimiu. Nawiasem mówiąc, w tym ostatnim mieście znajduje się KL Auschwitz, w którym, jak i w wielu innych obozach koncentracyjnych, znaczną część strażników stanowili ukraińscy esesmani. Uczestnicy rajdu zostali umundurowani w czerwone koszule z podobizną Bandery.

      Cynizm organizatorów imprezy polega na tym, że na pytania, dlaczego wybrano takiego, a nie innego patrona, odpowiadają, że prowadził on "zdrowy tryb życia". Szkoda, że nie dobrano kilku innych współpatronów, którzy także prowadzili podobny tryb życia. Do nich zaliczać można tego, który nie pił alkoholu i nie palił papierosów, czyli Adolfa Hitlera, czy też tego, który kochał dzieci i kwiaty, czyli Józefa Stalina. Historia zna jeszcze kilku innych zbrodniarzy, sadystów i dewiantów, którzy nie byli rozpustnikami, nie narkotyzowali się lub nie jedli mięsa. Z polskiego podwórka można by dorzucić tego, za którego rządów strzelano do robotników i organizowano antysemickie nagonki, a który żył i jadał skromnie, czyli Władysława Gomułkę.

      Największą jednak perfidią jest to, że do tej prowokacji organizatorzy rajdu wykorzystali młodzież, czyniąc z niej coś w rodzaju "żywych tarcz". Nie jest to pomysł nowy. Zarówno bowiem naziści niemieccy, jak i współcześni terroryści bardzo często wprzęgali nieletnich w swoje zbrodnicze cele. Dla przykładu, Führer III Rzeszy otumanionych chłopców z Hitlerjugend wysyłał z pancerfaustami w ręku na pewną śmierć. Z kolei terroryści z Afryki i Azji obwiązane granatami dzieci wysyłali na misje samobójcze. Oczywiście kolarzom nie grozi w Polsce fizyczne niebezpieczeństwo, ale z pewnością przeżyją stres, gdy spotkają się z protestami i gdy dowiedzą się, że Bandera to nie bohater, lecz zwykły rzezimieszek.

      Cała impreza nie mogłaby się odbyć, gdyby nie debilizm polityczny części podwładnych ministrów Schetyny i Sikorskiego. Zacytuję list od jednego z Polaków ze Lwowa: "22 lipca gościli u nas ministrowie Grzegorz Schetyna i Radosław Sikorski. [...] Nasze środowisko starało się dotrzeć do członków delegacji, aby opowiedzieć o różnych intrygach, które czynią pogrobowcy Bandery, w tym też o rajdzie do Polski, w czasie którego odbędzie się promocja owego zbrodniarza. Jednemu z członków delegacji powiedzieliśmy wszystko, od A do Z. [...] Dzisiaj, gdy dowiaduję się z polskiej telewizji i z internetu, że rzecznik MSZ twierdzi, że o niczym nic nie wiedział i że dopiero dowiedział się o tym z prasy, to szlag chce mnie trafić!".

      Nie ma wątpliwości, że ABW i inne służby wiedziały dobrze o przygotowywanej prowokacji. Nie zrobiły jednak nic, dosłownie nic, aby jej zapobiec. Co więcej, kolarze i kryjący się za ich plecami faszyści dostali wizy. I to pomimo stosownych zapisów art. 256 kk "Kto publicznie propaguje faszystowski lub inny totalitarny ustrój państwa lub nawołuje do nienawiści na tle różnic narodowościowych, etnicznych, rasowych, wyznaniowych albo ze względu na bezwyznaniowość, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2".

      Ta sytuacja spotkała się z protestem wielu środowisk, w tym Porozumienia Organizacji Kombatanckich i Niepodległościowych. Oczywiście "Gazeta Wyborcza" protest ten, przy wsparciu greckokatolickiego ks. Piotra Pawliszcze, nazwała antyukraińskim, tak jakby protest przeciwko promowaniu zbrodniarzy z gestapo był antyniemiecki, a z NKWD i KGB antyrosyjski. Nie ma się co dziwić "GW", bo cóż mogłaby ona innego napisać. Dziwię się natomiast ks. Pawliszcze, bo chyba jest on na bakier nie tylko z historią, ale i teologią moralną. Dziwię się ministrowi Schetynie, którego rodzina pochodzi z Kresów, a którego poprzednik, minister Bronisław Pieracki, zginął w 1934 r. z rąk ukraińskich nacjonalistów, dziwię się ministrowi Sikorskiemu, którego żona pochodzi z rodziny dotkniętej tragedią Holokaustu - że przymykają obaj oczy na promowanie kultu mordercy Polaków i Żydów. Wstyd, po prostu wielki wstyd.
      ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski, Gazeta Polska, 5 sierpnia 2009
    • liberum_veto Zatrzymanie Tour de Bandera 21.02.11, 06:44
      Przyjaźń tak, faszyzm nie 11-08-2009, 09:18

      Zatrzymanie Tour de Bandera było krokiem w kierunku odbudowania prawdziwej, niezakłamanej przyjaźni pomiędzy Polakami a Ukraińcami

      Banderowcy nie wjechali do Polski. Panu Bogu chwała! Wydawało się, że głupota części polskich polityków zwycięży. Na szczęście stało się inaczej. Chwiejni Radek Sikorski i Grzegorz Schetyna w ostatniej chwili zamknęli szlaban. Jednak oficjalne uzasadnienie ich decyzji nie było szczere. Wprawdzie organizatorzy rajdu rzeczywiście okazali się zwykłymi oszustami, bo dla wyłudzenia wizy w polskim konsulacie we Lwowie jako powód przyjazdu podali chęć wzięcia udziału w rajdzie szlakami - uwaga! - wojaka Szwejka, wprowadzając w błąd także niczemu niewinne Towarzystwo Cyklistów z Ustrzyk Dolnych. Jednak jedynym powodem, dla którego "poprawni politycznie" ministrowie podjęli taką decyzję, był strach przed opinią publiczną, bo ta zaprotestowała jak nigdy dotąd. Widocznie jakiś spec od PR uznał, że Tuskowi w słupkach sondażowych więcej spadnie, jak wpuści banderowców, niż wtedy, gdy nie wpuści. A jak wiadomo, premier i cała PO od tych słupków są uzależnieni, tak jak inni od hazardu, nikotyny czy seksu. Oj, przydałby się odwyk.

      W tym miejscu należą się ogromne słowa uznania dla wszystkich protestujących. Drodzy Przyjaciele! Możemy sobie dziś szczerze pogratulować, naprawdę jest się z czego cieszyć. Nie udała się bowiem prowokacja "Swobody" i Kongresu Ukraińskich Nacjonalistów, które manipulując dziećmi, chciały upokorzyć rodziny pomordowanych Polaków, Żydów, Ukraińców i Ormian, a zarazem wybić dla promowania ideologii banderowskiej furtkę na Zachód. Szczególne słowa uznania dla portalu Kresy.pl, który jako pierwszy poinformował o zbliżającej się prowokacji, oraz dla Światowego Kongresu Kresowian, Podkarpackiej Ligi Samorządowej, b. europosła Andrzeja Zapałowskiego i Stanisława Szarzyńskiego z Przemyśla, prof. dr hab. Jerzego Roberta Nowaka i dr hab. Bogusława Pazia z Wrocławia, Jerzego Bukowskiego i POKiN z Krakowa oraz setek innym osób, zarówno prywatnych, jak i reprezentujących stowarzyszenia kresowe, kombatanckie i niepodległościowe. To było pospolite ruszenie. Przepraszam, że nie mogę wszystkich wymienić. Dużo uznania dla mediów, które przez kilka dni informowały o sprawie non stop.

      Oczywiście zaraz nastąpił atak "Gazety Wyborczej", która zaczęła straszyć agenturą KGB, tak jak dawniej "Trybuna Ludu" straszyła CIA. Straszyli też pogrobowcy z UD, zwłaszcza Henryk Wujec. Zawtórowali mu "ekspert od wszystkiego" Stefan Niesiołowski oraz ideolodzy z ukraińskojęzycznego "Naszego Słowa", wydawanego za pieniądze MSWiA. Jak podała "Rzeczpospolita": "Bogdan Huk, dziennikarz "Naszego Słowa" wydawanego przez Związek Ukraińców w Polsce, winą za całe kontrowersje związane z rajdem obciąża ks. Tadeusza Isakowicza-Zaleskiego, który jego zdaniem pisze kłamstwa o UPA i Stepanie Banderze". Jeżeli ów dziennikarz uważa, że to kłamstwa, to niech wytoczy proces, a jeżeli nie ma odwagi cywilnej, aby to uczynić, niech zacznie pisać w języku esperanto. W ten sposób nie będzie obrażać języka mojego pradziadka, ukraińskiego księdza Izydora Łysiaka, duszpasterza z Sokala i Tyśmienicy, a także języka tych sprawiedliwych Ukraińców, których oprawcy z UPA ćwiartowali na kawałki za to, że nie popierali Bandery. Prawda to czy nie, panie Huk?

      Niestety nawet ks. Adam Boniecki i Jarosław Gowin, dyletanci w sprawie ludobójstwa na Kresach, dołożyli do tego swoje trzy grosze. Najbardziej dziwię się temu pierwszemu, który od wielu lat tropi antysemityzm w Polsce. Pamiętam jego sążniste artykuły o mordzie w Jedwabnem. Jednak, gdy trzeba było opisać ludobójstwo na Żydach dokonywane przez banderowców, nabrał wody w usta. Zresztą nie tylko on starannie selekcjonuje problem antysemityzmu. Czyni to też cały krakowsko-warszawski salon, w myśl zasady, że Polak jest antysemitą z założenia, a ci - jak UPA - co mordowali Żydów setkami tysięcy, są tylko "romantycznymi terrorystami".

      Jęków i biadoleń pełno jest też w mediach ukraińskich. Pokazują się tam różni "intelektualiści", którzy niedwuznacznie straszą Polaków odwetem. Szczególnie dużo wywiadów udzielił Paweł Sawczuk, szef rajdu. Najbardziej rozbawił mnie wywiad, w którym opisuje swoje "męki" w czasie odprawy paszportowej. Najgorsze według niego było to, że przez kilka godzin siedział w osobnym pomieszczeniu. A jak wiadomo, pokój na polskiej strażnicy to tyle samo co KL Auschwitz. Dobrze, że nie przytrzasnął sobie palca w toalecie, bo wtedy byłby wożony po Galicji jako "żywa relikwia".

      Ale to typowe strachy na Lachy. Poza tym relacje polsko-ukraińskie są tak złe nie dlatego, że zastopowano rajd, lecz z powodu rozwydrzonego nacjonalizmu podsycanego przez ekipę nowo upieczonego doktora h.c. KUL, Wiktora Juszczenkę. Ale na szczęście za kilka miesięcy zniknie on ze sceny. Na jego miejsce przyjdą Tymoszenko lub Janukowycz, też niezłe gagatki, ale niezdolni rozpoczynać wojny z Polską przed Euro 2012. Poza tym mafie gospodarcze z Donbasu, zaangażowane w mistrzostwa, po prostu im na to nie pozwolą.

      Za Bugiem jest wielu uczciwych braci Słowian, z którymi wspólnie można przeciwstawić się zakusom Putina. Z nimi szukajmy porozumienia, a nie z czcicielami bandziora Bandery.
      ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski, Gazeta Polska, 12 sierpnia 2009 r.
      www.isakowicz.pl/index.php?page=news&kid=88&nid=2058

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka