liberum_veto
14.08.09, 19:15
Kolejny mądry tekst redaktora naczelnego tygodnika "Przegląd"
http://www.przeglad-tygodnik.pl/index.php?site=felietony&name=1033
Gęsty las pomarańczowych flag na kijowskim Majdanie to utrwalony
przez media symbol zmian na Ukrainie. Symbol, który bardzo szybko
został zastąpiony innymi barwami. I dziś zwłaszcza Ukraina Zachodnia
gęstnieje od czerwono-czarnych flag UPA. I od pomników UPA i OUN. A
2009 r. jest decyzją Rady Najwyższej Ukrainy obchodzony jako Rok
Stepana Bandery. W stulecie jego urodzin. Tego samego Bandery, który
w latach 30. był liderem Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów (OUN)
i odpowiadał za organizowane na terenie Polski akty terroru oraz
mordy Polaków i Ukraińców opowiadających się za porozumieniem między
społecznościami żyjącymi na tych terenach. Tego Bandery, który gdy
30 czerwca 1941 r. jego żołnierze z batalionu Nachtigall weszli wraz
z Wehrmachtem do Lwowa, ogłosił, że „nowo powstałe państwo
ukraińskie będzie ściśle współdziałać z nacjonalistycznymi wielkimi
Niemcami, które pod przewodem swego wodza, Adolfa Hitlera, tworzą
nowy ład w Europie i świecie”. I zgotował mieszkającym tam Polakom i
Żydom straszny los, w myśl hasła banderowców: „Lachiw wyriżem, Żydiw
wydusym, a Ukrajinu stworyty musym”, co i tak było tylko przygrywką
do masowego ludobójstwa ludności polskiej na Wołyniu i w Galicji
Wschodniej, dokonywanego od wiosny 1943 r. Banderowcy, kierujący się
obłędną doktryną swojego lidera, zamordowali wówczas w niespotykanie
okrutny sposób ponad 120 tys. Polaków. Najczęściej miejscowych
chłopów i swych sąsiadów. Trudno więc uwierzyć, że rowerowa grupka
młodych Ukraińców chciała przejechać przez Polskę do Monachium, by
uczcić w ten sposób pamięć Bandery. I to pod hasłem propagowania
modelu zdrowego życia bez nałogów. A podobno właśnie takie życie
prowadził Bandera. O tych, którzy zostali przez banderowców
pomordowani, młodzi Ukraińcy z pewnością nie wiedzą. Bo jakże
inaczej mogliby jechać z takim patronem na plecach, nieopodal
licznych grobów jego ofiar? Czy Hitler, który też prowadził zdrowy
tryb życia, również doczeka się pomysłu zorganizowania takich rajdów?
O tragicznych kartach w historii relacji polsko-ukraińskich niewiele
wiedzą młodzi Ukraińcy. Podobnie zresztą jak wielu Polaków,
szczególnie młodych. Tyle że gdy na Ukrainie masowo stawiane są
pomniki ideologów ludobójstwa – Bandery, Szuchewycza i Sawura, a ich
nazwiska noszą kolejne place, skwery i ulice, to w Polsce rodziny
ofiar wołyńskich nie mogą się doczekać zgody na pomnik nawet w
Warszawie. Poprzez zbiorowe milczenie i kunktatorstwo prezydenta,
Sejmu, Senatu i rządu przystajemy na fałszowanie historii. Własnej
historii. Mamy więc zamiast sprawiedliwości, na którą bezskutecznie
czekają rodziny ofiar, i zamiast ścigania i ukarania zbrodniarzy,
którzy jeszcze żyją, takie pomysły jak kuriozalny wyścig kolarski ku
pamięci Stepana Bandery.
Dobrze więc się stało, że w ostatniej chwili MSWiA odmówiło kolarzom
prawa wjazdu na teren Polski. Nie dopuszczono w ten sposób do
eskalacji protestów, z jakimi pomysł Ukraińców spotkał się w Polsce.
Zwłaszcza wśród osób znających historię i rodzin ofiar banderowców.
A zdecydowana postawa tych środowisk miała z pewnością wpływ na
decyzję polskich władz. Wyścigu więc nie było. Ale problem ciągle
jest.
(Jerzy Domański, Przegląd nr 32 z 16 sierpnia 2009 r.)