hela6
29.05.12, 10:15
Doznałam nagłego i bolesnego olśnienia na skutek rozmowy z inteligentną i wykształconą Starszą Panią. Chcąc zachęcić do aktywności fizycznej napomknęłam jej że w mojej grupie jogicznej jest pani w wieku 70+ i usłyszałam w odpowiedzi ze owszem, pani owa jest znana mojej rozmówczyni, jest bardzo aktywna i sprawna, poświęca temu sporo czasu ale ma nieposprzątane mieszkanie. I wiecie co? Straszna rysa z nagła powstała na moim postrzeganiu o owej joginki. Dopiero później walnęło mnie.
No zaraz, można godzinami licytować się jak bardzo zaniedbało się własne ciało wymieniając czego nie możemy zrobić i gdzie nas boli ale mieszkanie musi być na błysk? Wstyd mi się przed samą sobą zrobiło. Przecież ja to przede wszystkim moje ciało i moje zdrowie i o nie przede wszystkim muszę dbać. To ode mnie w dużej mierze zależy czy będę ciężarem dla swoich bliskich. Tymczasem dbanie o własną kondycję fizyczną to w naszej kulturze brewerie, kaprys a błysk w mieszkaniu musi być i już!
Powiem wam szczerze że tak bardzo osadzona jestem w tej kulturze że nawet zdziwiłam się iż program Menadżer Finansów pozycję fitness umieścił w katalogu zdrowie a nie rozrywka.
Mea culpa.