Niedawno wprowadziłam się do wynajmowanego mieszkania i okazało się,
że mam piekarnik gazowy (co mnie przeraziło tylko trochę, bo
pamiętam, że moja mać też taki miała, jak byłam dziecięciem i dawała
radę).
Zaprosiłam więc znajomych na parapetowe muffinki, a tu czekała mnie
kolejna niespodziewanka. Piekarnik nie ma termometru...
Na "pokretełku” są cyferki od 1 do 8 i koniec. Obejrzałam go bardzo
dokładnie, włącznie z wkładaniem głowy do środka (sztuki te robiłam
przed odkręceniem i zapaleniem gazu, więc nie można ich podciągnąć
pod próbę samobójczą) i NIC. Nie ma niczego, co wskazywałoby
temperaturę w w/w piekarniku!
Muffinki upiekłam posługując się duszą i kobiecą intuicją. Na
szczęście obie stanęły na wysokości zadania i wypieki się udały, ale
temat mnie intryguje.
Czy któraś z Was, drogie WDPD spotkała się już z takim dziwnym
piekarnikiem? I jak się nim należy posługiwać?
Bardzo na Was liczę, bo lubię piec, a wygląda na to, że mogę mieć
problemy z zakalcami...
Skowroneczka