Dodaj do ulubionych

Pan Piotrowski o Borownicy

24.04.08, 11:00
www.bircza.pl/asp/start.asp?page=artykul&tytul=Aktualności&dzial=Aktualnosci&menu=&nr=45

Co za język, i co za odporność na fakty. Szerszą odpowiedź napisałam
na forum Birczy.
Obserwuj wątek
    • piotrzr Re: Pan Piotrowski o Borownicy 24.04.08, 16:32
      "butni Ukraińcy podnosili głowy" hmmmm a gdyby tak rykoszetem odpisać "o butnych
      Polakach podnoszących głowy we Lwowie", "niosących płomień zagłady w
      Pawłokomie", "żagwie mordu w Zawadce Morochowskiej" czy "rzeź niosący wśród
      niewinnych Ukraińców podleżąjskich" ???
      • mariusz9959 o sposobie opisywania wydarzeń 26.04.08, 09:17
        Nie o Borownicy ale tez o sposobie opisywania wydarzenia.
        Kpt. Szczepan Mateja członek AK tak opisuje w książce "W ich
        pamięci" wyd. 2004 r. pewne wydarzenie z walk polsko-ukraińskich w
        marcu i kwietniu 1944 roku.

        „W sobotę przyszedł goniec z meldunkiem, że na naszą placówkę ma być
        organizowany napad przez bandę UPA od strony miejscowości Ulhówek.
        Dowódca nasz wyznacza mnie i Karpińskiego na dowódców plutonu grupy
        operacyjnej, do której przydziela 20 ochotników. O świcie w
        Niedzielę Palmową wyruszamy na walkę z bandami UPA. Szczęśliwie
        odparliśmy atak UPA bez własnych strat. Zadowoleni z udanej akcji
        wracamy do naszej placówki…” (Zachowałem ciągłość opisu , bez
        skrótów)
        Pytanie: kto tu był bandą (używając terminologii autora), kto
        atakował a kto był atakowany, Dlaczego atakowani Ukraińcy ponieśli
        klęskę a żaden z „bohaterskich obrońców” z AK nie zginął. Czyżby w
        Ulchówku nie było „bandy UPA” a „bohaterowie” z AK wystrzelali
        cywilna ludność tej wioski.
        • piotrzr Re: o sposobie opisywania wydarzeń 26.04.08, 10:49
          mariusz9959 napisał:


          > Pytanie: kto tu był bandą (używając terminologii autora), kto
          > atakował a kto był atakowany, Dlaczego atakowani Ukraińcy ponieśli
          > klęskę a żaden z „bohaterskich obrońców” z AK nie zginął. Czyżby w
          > Ulchówku nie było „bandy UPA” a „bohaterowie” z AK wystrzelali cywilna
          ludność tej wioski.

          To o czym mówisz to typowy sposób opisywania tamtych niewątpliwie tragicznych
          wydarzeń ze strony polskiej (ale też i myślę, że w części po stronie ukraińskiej).
          Ze strony polskiej - Ukraińcy, UPA to krwawi najeźdźcy których jedynym celem
          jest zabijanie Polaków i jeśli ich nawet my Polacy zabijamy to dlatego aby
          uniemożliwiać im, Ukraińcom realizację krwawych planów. Zapomina się przy tym,
          że tylko część upowców pochodziła z ukraińskiej części "zakierzonia" patrząc od
          strony polskij. Po wiekszej części byli to przecież tutejsi Galicjanie którzy
          bronili się przed wysiedleniami ,napadami i agresją strony polskiej.
          Mit o rzekomej obcości Upowców w Bieszczadach - powtarzał m.in. Gerhard i w
          książce i w filmie "Ogniomistrz Kaleń" gdzie Zubryd grany przez Janusza
          Kłosinskiego negocjując z Hryniem granym przez L.Niemczyka... wypomina mu że
          przyszedł na polskie tereny bo mu Rosjanie na wschodzie skórę przetrzebili.
          A przecież walka UPA na polskim "zakierzoniu" to była walka nie o zabór tych
          terenów , a raczej obrona rodaków - tutejszych Ukraińców przed wysiedleniami
          trwającymi od 1945 roku, rabunkiem mienia, napływem Polaków na zrabowane mienie
          i polskim odwetem.
          Bowiem jaki mógłby to byc zabór gdy doborowe wojska rosyjskie stały nad łabą a
          na terenach polskich gęsto było od powracających z frontu obytych w walce
          oddziałów WP i nowotworzonych formacji UB,KBW itp
          • mariusz9959 Re: o sposobie opisywania wydarzeń 26.04.08, 12:09
            Tak, ten bzdurny zarzut o przybyciu UPA z terenów obecnej Ukrainy
            powtarzany jest do dzisiaj. Szczególnie śmiesznie brzmi to w
            odniesieniu do II Odcinka Taktycznego „Bastion” obejmującego swoim
            działaniem pow. Jarosław, Lubaczów i część Tomaszów Lub.
            Działał tam kureń „Zalizniaka” który mjr.I.Szpontak stworzył od
            pierwszej sotni do ostatniej z mieszkańców tych powiatów.
            Dziwne przy tym, że jakoś nikt nie zarzuca 27 Wołyńskiej Dywizji AK
            że przyszła na Lubelszczyznę a przecież jej żołnierze pochodzili z
            Wołynia.
            Tak naprawdę dziwne by było gdy jakiś oddział UPA wybrał się do
            Wielkopolski, ale że oddział UPA przybył na teren Bieszczadów, gdzie
            od wieków mieszkali Ukraińcy, dziwić może tylko ciężko kojarzących
            fakty i okoliczności
            • cudowianek O sposobie opisywania wydarzeń 26.04.08, 19:38
              mariusz9959 napisał:

              > Tak, ten bzdurny zarzut o przybyciu UPA z terenów obecnej Ukrainy
              > powtarzany jest do dzisiaj.

              Nie bujaj Mykola:

              "Zarowno w areszcie sledczym w Rzeszowie, jak i w trakcie procesu Szpontak czesto manifestowal swoja "slowackosc". Nawet wlasne nazwisko, ktorym podpisywal sie kazdorazowo pod protokolami przesluchan czy tez pozniej pod oficjalnymi pismami skierowanymi do sadu, zapisywal w jezyku slowackim ........ W liscie tym Szpontak powiadamial rodzine ogrozacej mu karze smierci , ktora jednak gotow byl przyjac z godnoscia. Wyraznie podkreslal swoja niewinnosc i fakt , ze walczyl za "cudza sprawe", za krzywde innych, okreslajac sie mianem Janosika, legendarnego bohatera slowackiego , czym niewatpliwie po raz kolejny dal wyraz swego przywiazania do slowackiej tradycji, historii i kultury.... oswiadczenie , w ktorym odzegnywal sie od ukrainskosci, wywolalo konsternacje wsrod przemyskich Ukraincow."

              M. Zajaczkowski, Kulisy procesu Jana Szpontaka "Zalizniaka" ,w: Sluzby bezpieczenstwa Polski i Czechoslowacjiwobec Ukraincow, Warszawa 2005, str. 161 i dalsze
    • tawnyroberts Kilka uwag do tekstu Pana Piotrowskiego 25.04.08, 14:15
      "63 rocznica mordu mieszkańców wsi Borownica"

      Z inicjatywy rodzin pomordowanych, władz samorządowych Gminy Bircza,
      ks. proboszcza parafii Borownica, w dniu 20 kwietnia br. w
      miejscowym kościele parafialnym odbyła się Msza św. poświęcona
      pomordowanym mieszkańcom Borownicy.

      Pod pomnikiem upamiętniającym bestialski mord 20 kwietnia 1945 roku
      przez nacjonalistów Ukraińskich spod znaku UPA, rodziny
      pomordowanych, mieszkańców Borownicy, władze samorządowe Gminy
      Bircza w osobach: Przewodniczący Rady Gminy Zbigniew Urban, Wójt
      Gminy Bircza Józef Żydownik zapalili znicze, złożyli wieńce i
      wiązanki kwiatów oddając hołd pomordowanym.

      Z kart historii wiemy, że w 1939 roku sama wieś Borownica posiadała
      wówczas 135 numerów. Wieś cicha i spokojna - w okresie okupacji
      stała się terenem zaciętych walk (wrzesień 1939 r.), ponosząc przy
      tym dość duże straty materialne.

      Początkowo wieś przeżywała okupację sowiecką, od 1941 roku okupację
      niemiecką, by znów latem 1944 roku powrócić pod okupację sowiecką.

      W tych warunkach politycznych nasilały się różnice na tle
      narodowościowym, a butni Ukraińcy podnosili coraz bardziej głowy,
      czując nienawiść do mieszkańców Borownicy, jako oazy polskości na
      tym terenie. Wzajemna nienawiść osiągnęła punkt kulminacyjny na
      przełomie roku 1944-1945.

      Wówczas to o świcie 20 kwietnia 1945 roku banderowcy otoczyli wioskę
      ze wszystkich stron i na dany sygnał rozpoczęli strzelaninę, paląc
      jednocześnie domy i mordując mieszkańców. W ten sposób zginęło ok.
      70 osób. Żywcem w oborach spłonęło 60 krów, 50 jałówek i cieląt, 12
      koni oraz znaczna ilość drobiu, prosiąt, zboża i odzieży. Spłonęło
      całkowicie ponad 100 domów i tyle samo stodół. Wieś praktycznie
      przestała istnieć, a dzieła zniszczenia dokonali Ukraińcy spod znaku
      UPA, pozostawiając do dzisiaj widoczne ślady swego mordu i
      barbarzyństwa.

      Na pomniku upamiętniającym pomordowanych mieszkańców wsi Borownica
      widnieje napis:
      "Zginęli - bo byli Polakami"
      "Potomni: Winniście im pamiętać i modlitwę"
      Pamięć o tych mieszkańcach nigdy nie powinna zaginąć, winna być
      wiecznie żywa. Myślę, że takie czasy nigdy nie wrócą. Czas leczy
      rany, ale nie może przechodzić w zapomnienie. Należy mówić prawdę.

      Redaktor Naczelny
      "Wiadomości Birczańskie"
      Józef Piotrowski

      *****

      Właściwie do tekstu Pana Piotrowskiego można mieć te same uwagi co
      do autora podobnego artykułu, dotyczącego ataku UPA na Witryłów,
      Hłomczę i Łodzinę. Brakuje tutaj jakiegoś szerszego kontekstu,
      dotyczącego stosunków między Polakami i Ukraińcami na tym terenie w
      tamtym czasie. O działalności bandy Kotwickiego "cicho sza", a
      przecież wiadomo, nawet z publikacji polskich historyków, że ludność
      Borownicy niezasłużenie ucierpiała z powodu wyczynów "Ślepego" i
      jego, nie mniej zaślepionych w nienawiści do Ukraińców, towarzyszy.
      To był odwet za mordy i grabieże na ludności ukraińskiej w
      Pawłokomie, Brzusce, Bachowie, Sufczynie. Zemsta nie była ślepa, ale
      została skierowana konkretnie w to gniazdo antyukraińskiego
      bandytyzmu. Przy okazji zginęli niewinni ludzie, mieszkańcy
      Borownicy, którzy zginąć nie powinni. Im z pewnością należy się hołd
      i wieczna pamięć, dlatego uważam, że takie obchody, jak te w
      Borownicy, mają sens. Szkoda tylko, że przy tej okazji powstają
      takie "kwiatki", jak te Pana Piotrowskiego, ze stwierdzeniami w
      stylu: "butni Ukraińcy podnosili coraz bardziej głowy". Na koniec
      artykułu pada sentencja: "Należy mówić prawdę". Szkoda, że Pan
      Piotrowski mówi tylko prawdę połowiczną. Bo żeby pisać prawdę o
      tamtych wydarzeniach trzeba patrzeć na nie z pozycji pradawnego
      mieszkańca tych ziem, szanującego prawa innych bez względu na
      narodowość, a nie przez pryzmat pseudonarodowych ambicji. Ziemia
      Birczańska była także, a właściwie przede wszystkim, ojczyzną
      Ukraińców. O tym Pan Piotrowski, redaktor naczelny "Wiadomości
      Birczańskich", chyba zapomniał.

      P.S. Już niedługo spotkam się ze świadkiem tamtych wydarzeń, dawnym
      mieszkańcem Borownicy i spróbuję dowiedzieć się kilku ciekawych
      rzeczy. O owocach spotkania poinformuję na forum.
      • darino Re: Kilka uwag do tekstu Pana Piotrowskiego 25.04.08, 16:00
        No to z niecierpliwością czekam na informacje. Pozdrawiam !
        • birczanin7 Re: Kilka uwag do tekstu Pana Piotrowskiego 25.04.08, 21:44
          Spotkałem się z takim wcześniej.
          Dla zwykłych ludzi ,bez politycznego
          kukuryku to był mord.
        • piotrzr Re: Kilka uwag do tekstu Pana Piotrowskiego 25.04.08, 21:44
          Prześledziłem cały wątek na Birczy związany z Borownicą i zamieszczane tam
          fragmenty tekstów...i muszę powiedzieć ze Piotrowski zastosował dość powszechną
          technikę kresowiacką - eksponowanie własnych krzywd bez obiektywanego określenia
          związków przyczynowo-skutkowych pomiędzy działalnością Kotwickiego i spółki
          (który działał przecież identycznie jak ów Wołyniak w Leżajszczynie) a odwetem
          zmobilizowanych oddziałów UPA.
      • mariusz9959 Re: Kilka uwag do tekstu Pana Piotrowskiego 26.04.08, 12:42
        Józef Piotrowski napisał : "butni Ukraińcy podnosili coraz bardziej
        głowy". Zapewne nie podobało mu się to, że Ukraińcy w II RP
        obywatele drugiej czy trzeciej kategorii przez lata chodzili
        pokornie ze zgiętym karkiem a w okresie II WŚ mieli czelność unieść
        głowę i poczuć się równymi z Polakami. No tak jacy ci Ukraińcy
        bezczelni.
        • piotrzr uwagi do tekstów 26.04.08, 13:20
          Wszystkie tu cytowane przez Mariusza i Tawny czy Darka teksty są bardzo ciekawe
          - jeśli nawet obarczone wadą tendencyjności, zbędnymi epitetami.
          Barwność tych tekstów i ich zaleta - to chęć przedstawienia atmosfery tamtych
          dni. Stąd gdzieś to wymknęło mi się porównanie do "Dzikiego zachodu" i barwności
          opowieści westernowych.
          I mówiłem o tym wcale nie żartem. Ta krwawa malowniczość pogranicza
          polsko-ukraińskiego lat 1930 - 1947 powinna być dziś rozpatrywana wyłącznie pod
          kątem "oddawania atmosfery" a nie rozrachunków kto komu więcej wymordował. Ktoś
          z was linkował do zdjęć Polaków - członków samoobrony której ze wsi. na zdjęciu
          był m.in. młody chłopak z karabinem pod pachą, z granatami uwieszonymi u pasa, w
          jasnej koszuli, upozowany na tle krzaków.
          Dla mnie ten widok tego chłopaka to wcale nie przykład krwawego Polaka który
          mógł zabijać Ukraińców czy to w obronie własnej czy odwecie.
          To dla mnie nawpół romantyczny "bohater pogranicza" !!! :)
          Ale nie nazywałbym go bohaterem polskim walk polsko ukraińskich - bo nie wiem
          ilu Ukraińców wymordowal, ile dewczat pogwałcił.
          Jego nie nazwałbym polskim bohaterem - raczej uczestnikiem pewnej historii w
          której nie chciałbym się po każdej ze stron.
          Gdzieś tam publikowane są zdjęcia chłopaków z wojsk KBW pacyfikujących ukraińską
          wioskę - w czapkach -rogatywkach odwróconych daszkami do tyłu, z podwiniętymi
          rękawami, bluz mundurowych, karabinami luzacko niesionymi pod pachami. I
          oglądający się na strzechy ruskich hyż które pewno chwilę wcześniej podpalił. W
          gruncie rzeczy wojak mógł się czuć fajnie - męska przygoda - no nie??
          W tym przypadku taki wojak to uczestnik wydarzeń historycznych - ale w gruncie
          rzeczy bandyta, podpalacz, terrorysta!!
          Dlatego żądnej ze stron nie nazywałbym "bandami", "bandytami" "rezunami" - i
          Polacy i Ukraińcy robili to do czego przymuszały ich okreslone sytuacje. I na
          Wołyniu i na Podolu i na Zakierzonii.
          A jakiś czas temu telewizja lokalna pokazała reportaż ze wspomnieniami
          ówczesnych chłopcow z podrzeszowskich wsi - dzisiaj staruszków którzy
          uczestniczyli na ochotnika w akcjach żniwnych w Bieszczadach - gdzie zbierali
          zboże z pól zasianych przez Ukraińców (bojków czy łemków). Zero refleksji w ich
          wypowiedziach że rabowali cudze!!! Jeden z nich wspominał że wszedł do
          opuszczonej (jak mu sie wydawało) chaty i wyczuł zapach świeżego chleba , który
          rzeczywiście był w piecu. i junak ów w panice uciekł .
          A po akcji do domu zawieźli podarowane im worki z ziarnem. Rabusie czy
          uczestnicy historii, bierni uczestnicy historii czy szabrownicy żerujący wraz z
          ówczesną władzą na cudzej krzywdzie???
          • warszawa17 Re: uwagi do tekstów 26.04.08, 20:47
            O jakiego Kotwickiego i jak spółkę
            chodziło w czasie trzech napadów
            na Birczę?
            • piotrzr Re: uwagi do tekstów 26.04.08, 21:12
              warszawa17 napisał:

              > O jakiego Kotwickiego i jak spółkę
              > chodziło w czasie trzech napadów
              > na Birczę?

              Oj chyba mylisz wydarzenia i postacie. Kotwicki i spółka to raczej napady na
              szereg ukraińskich wiosek w Birszczaninie

              szukaj.gazeta.pl/szukaj/0,52001.html?slowo=kotwicki
              Bądź łaskaw sobie poczytać
              to nie boli
              a wyrobić opinię na tą postać
              Tobie pozwoli


              • piotrzr Re: uwagi do tekstów 26.04.08, 21:19
                forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=23313&w=49011574&a=49900642
    • lokis1271 Do Pani Wiahor o Borownicy 02.05.08, 20:34
      Szanowna Pani Wiahor !
      Za "Wiadomościami Birczańskimi" z Forum Bircza podaję relację i opinię członka rodziny Kozłowskich o eksterminacji mieszkańców wsi Borownica , cyt.:

      "Witam na forum dotyczącym tematu Borownica. Mój Dziadek Jan
      Kozłowski z najmłodszym 12 letnim Józiem zostali zwyczajnie zabici a
      ich dom, zabudowania, cały inwentarz spalone, zrównane z ziemią, aby
      nie mogli wrócić. Jestem pokoleniem, które zaczyna budzć się z
      uśpienia i chce poznać prawdę, chce uczić iejsce pochówku. Jednak
      nie chcę, aby poznawanie prawdy budziło emacje zła, nienawiści, czy
      odwetu nawet słownego). Większości świadków tamtych tragicznych
      wydarzeń już nie ma pośród nas żyjących. Przez wiele lat milczeli bo
      wspomnienie tamtych dni bolesnej tragedii utraty najbliższych,
      utraty domów, mienia, napawa ich bólem i przerażeniem. Rodzina moich
      Dziadków była liczna 8-ro dzieci. Był to pierwszy atak na Borownicę.
      Uratowani mieszkańcy Borownicy musieli uciekać, ponieważ Borownica,
      która jak napisał Pan redaktor była "ostoją polskości" miała być
      całkowicie zniszczona. Wielu, którzy wówczas zginęli nie zostali
      pochowani. Min. mój Dziadek, w miejscu, w którym zginął ( przy swoim
      domu), został zaledwie przysypany ziemią przez sąsiada, któremu
      udało się ujść z życiem. Po wojnie władze PRL-u nie pozwoliły na
      prezeniesienie zwłok na cmentarz. Pytam się DLACZEGO?! I dziś On i
      myślę, że wielu Polaków nie a swojego grobu, swojego miejsca
      pochówku, na którym ktoś zapaliłby znicz, odmówił modlitwę za tych,
      którzy zginęli i za tych, którzy zbrodni się dopuścili. W latach 70-
      tych, nie było Borownicy na żadnej mapie Polski, pomimo, że część
      jej rdzennych mieszkańców wróciło, aby odbudować swoje domy, ale
      wielu z nich pozostało w rozproszeniu w różnych częściach Polski i
      Świata. Dziękujemy wszystkim, którzy przyczynili się, aby zachować
      PAMIĘĆ o tych strasznym dniu 20 kwietnia 1045 roku spalenia i mordu
      na mieszkańcach Borownicy, aby jak wypisano na tablicy Pomnika ku
      czci pomordowanym, aby zachować PAMIĘĆ i MODLITWĘ. Uczyniono to
      dopiero w roku 1996 !!! Na pewno było to możliwe dzięki innemu
      tragicznemu wydarzeniu rocznicy bitwy 17 Pułku Piechoty z oddziałami
      niemieckimi, która miała miejsce w Borownicy w dniu 12 września 1939
      roku. To Borowniczanie byli świadkami "trzyktotnego huuraa" polskich
      żółnierzy, które oznaczałało, że aż trzy razy żołnierze 17 Pułku
      szli na bagnety, walczyli do ostatniego tchu. Jakim prawem Panie
      Wiahor stawiasz takie bezpodstawne oskarżenia mieszkańcom Borownicy,
      którzy stali się ofiarami. Czy to Cię dziwi, że Borownica była
      ostoją polskości w 1945? To okres, gdy los wojny był już
      zprzesądzony - przypomijmy 9 maja 1945 roku podpisano kapitulację
      Niemiec. To rodziny polskie w Borownicy, udzialały pomocy poskim
      żołnierzom, polscy policjańci, wójtowie, sołtysi, to byli rdzenni
      Polacy, patrioci, którzy strzegli dziedzictwa Polski, strzegli
      polskości, ale nie mordowali kobiet w stanie błogosławionym, matek,
      żon, dzieci, niemowląt. Dobrze, że są tablice pamiątkowe, ale nie ma
      na nich wszystkich jeszcze nazwisk i wielu już mieć nie będzie,
      dlatego trzeba pamiętać i modlić się. Trzeba poznawać prawdę ale z
      miłością i przebaczeniem. Trzeba odaleźź świadków tamtych wydarzeń,
      abyśmy kolejnym pokoleniom przekazali fakty a nie mity.
      Pragnę podziękować redaktorowi "Wiadomości Birczańskich" Panu
      Józefowi Piotrowskiemu za artykuł zatytuowany: "63 rocznica mordu
      mieszkańców wsi Borownica" w imieniu Rodziny śp. Jana i Rozali
      Kozłowskich z Borownicy."
      Szanowna Pani !
      Ma Pani (oraz kompanioni - Darino i Piotrzr) wyjątkowy dar zrażania i mieszania z błotem krewnych ofiar ukraińskich nacjonalistów. "Gratuluję" Pani języka, stylu i odporności na fakty.
      Informuję, że wypowiedź Pana Terglo, spadkobiercy rodziny Kozłowskich jezt zamieszczona pod linkiem, zob.:
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=23313&w=78766754&a=79073603
      L. Bodio
      • piotrzr Re: Do Pani Wiahor o Borownicy 02.05.08, 21:16
        Czytam i nie mam nic przeciwko tym slowom :

        To rodziny polskie w Borownicy, udzialały pomocy poskim
        > żołnierzom, polscy policjańci, wójtowie, sołtysi, to byli rdzenni
        > Polacy, patrioci, którzy strzegli dziedzictwa Polski, strzegli
        > polskości, ale nie mordowali kobiet w stanie błogosławionym, matek,
        > żon, dzieci, niemowląt. Dobrze, że są tablice pamiątkowe, ale nie ma
        > na nich wszystkich jeszcze nazwisk i wielu już mieć nie będzie,
        > dlatego trzeba pamiętać i modlić się. Trzeba poznawać prawdę ale z
        > miłością i przebaczeniem.

        Koniec cytatu - oprócz jednego - ta ostoja polskości to było gniazdo kolejnego
        obłakanego z nienawiści "Slepego" wołyniaka który "utrwalał polskość" wyprawami
        łupeżczo - morderczymi na ukraińskie wioski nadsannia.
        Nalezy współczuć rodzinom Polaków zabitym w Borownicy ale nalezy też pamiętac -
        kto sieje wiatr ten zbiera burzę.
        W warunkach wojny domowej i wszechobowiązującej zasadzie akcji
        odwetowo-ofensywnych - los tych miszkańców Borownicy nie był niczym
        nadzwyczajnym. Kolejny epizod z historii walk polsko-ukraińskich, wojen
        pogranicza. Kto dziś poamięta o osadnikach anglosaskich zabitych na pograniczu
        terytoriów indianskich

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka