Chciałam się z Wami podzielić fragmentem książki.
"Decydujemy się poślubić kogoś ze względu na to, że jest taki, a nie inny. Wybieramy do małżeństawa takiego partnera, którego cechy nam odpowiadają i w jakis sposób dopełniają nasz własne. Choć może nigdy nad tym się nie zastanawiamy, zwykle wybieramy towrzysza życia, który ma zupełnie odmienne cechy i temperament niż nasz, ponieważ potrzebujemy tego, czego sami nie posiadamy. Osoba gadatliwa poślubia cichą; ekstrawertyk poślubia introwertyka; osoba punktualna poślubia niepunktualną; osoba chodząca wcześnie spać poślubia osobę lubiącą przesiadywać do późna i mającą trudności ze wstaniem rano; osoba pedantyczna poślubia tę, którą pochłaniają tylko wielkie sprawy; praktyczna poślubia sentymentalną; realista żeni się z marzycielką; osoba analizująca każdą najmniejszą rzecz poślubia kogoś, kto nad niczym głębiej się nie zastanawia.
Moglibyśmy w nieskończoność podawać przykłady takich biegunowych zestawów. Dlaczego? Ponieważ jesteśmy słabi tam, gdzie tkwi siła partnera. Poślubiamy człowieka, który ma cechy, jakich nam brakuje, a zarazem są przez nas cenione. Problem polega na tym, że poslubie przestajemy akceptować inność partnera. Wówczas przystępujemy do urabiania na własną modłę. Staje się to naszym celem."
U mnie to się sprawdza

. Może nie chodzi o wszelakie przeciwieństwa ale o jakąś ważną cechę. I jak analizuję znane mi małżeństwa to też tak jest. Ciekawe, prawda?