Gość: misza
IP: 62.233.204.*
15.10.02, 16:55
Mam niejasne przeczucie że zabiegi czynione przez Pana
Mitrochina sa jak przysłowiowe wołanie na puszczy. On chyba nie
rozumie przeszło trzechsetnego kanonu polityki zagranicznej
Rosji, która w skrócie (oczywiście wg mojej opinii) polega na
jak największym jątrzeniu stosunków ze swoimi sąsiadami. I nie
chodzi tu wcale o urzywanie siły bezpośredniej, czyli wojska ale
o bezwzględną i wyrachowaną, a przede wszystkim
wielopłaszczyznową akcję służb dyplomatycznych i tych tajnych
(co w Rosjii przeważnie oznacza to samo), a przecież obecny
prezydent Rosji z nich się wywodzi. Przykro mi to stwierdzać ale
Rosja, a przede wszystkim sami Rosjanie nie są gotowi jeszcze na
zrozumienie prostego przecież faktu, że państwo jest dla
jednostki, a nie jednostka dla państwa. Z tej prostej zdawałoby
się konstatacji wynika bardzo wiele. Rosjanin jako pojedyńczy
człowiek niczym się od nas (a może bardziej ogólnie od
ludzi "zachodu") nie rózni. Kocha dzieci, szanują starszych,
pielęgnuja tradycje, nie ma zamiaru zabijać sąsiada itd itp. Nie
mniej wystarczy w telewizji powiedzić, że Ojczyzna czegoś tam
wymaga, żąda najwyższych poświęceń, albo ogłoszą że Ojczyznę
ktoś tam okrada, gwałci, omamia, a ten sam Rosjanin, którego
przecież nie da się nie lubić, uwierzy tym hasłom dosłownie "na
słowo" i zupełnie bezkrytycznie. Kult jednostki, zamodzierżawia,
która jest nieomylna, jest w Rosji wszechmocny. To jest pra
przyczyna tych kłopotów z księżmi albo wizami. Są to wszystko
tematy zastępcze, wygodne dyplomacji zagranicznej Rosji, rzucane
jak ochłapy mięsa wygłodniałym ludziom zamkniętym w obozie
pracy. Przepraszam za to porównanie ale jest bliskie prawdy. Czy
na prawdę wierzycie, że Putin albo władcy Rosji martwią się o
obywateli Kaliningradu? Że to jest największy problem w polityce
zagranicznej Rosji? Albo że dobrosąsiedzkie stosunki z Polską
czy Litwą są rzeczywiście w interesie władców Kremla? Błąd! To
są normalne w pojęciu dyplomacji Rosji negocjacje, bezwzględne
targi nie liczące się z własnymi obywatelami. Coś chcą
wytargować, albo po prostu trzymają te "problemy" w rezerwie,
tak na zapas. Co wiecej, nie wątpię w to, że wymyślą coś
jeszcze. Mają dodatkową korzyść w postaci szumu medialnego w
polityce wewnętrznej. Zawsze mogą łatwiej pokazać wroga za
granicą. Wizerunku tych złośliwych, zdradzieckich i
zadzierających nosa Polaczków aż żal nie wykorzystać. Więc myślę
sobie że Pan Mitrochin jest w błędzie a nie słuzby MSZ Rosji. To
on swoim przedwczesnym i dzicinnym odruchem przyzwoitości
utrudnia realizację dalekowzrocznej polityki Wielkiej Rosji.