antylobotomista
07.02.06, 18:57
czytam i oczom nie wierze.
Z jednej strony solidaryzuje sie z przeciwnikami polityki Busha a z drugiej
strony dostaje bolu glowy czytajac niedorzeczne argumenty.
Mysle, ze napasc na Irak byla bledem, duzym bledem, ale kiedy czytam o
neoconach jako sprawcach, o Izraelu jako podzegaczu i ropie jako przyczynie,
zaczynam watpic w mozliwosci intelektualne tych, ktorzy stoja po mojej stronie.
Czeste przytaczanie "Project for new american century" jako dokumentu
programowego wraz z powolywaniem sie na zawarte tam "tresci" przyprawia o bol
nie tylko glowy ale calego ciala wraz z wlosami. Dzieje sie tak z tej prostej
przyczyny, ze zarzucanych tresci tam nie ma. Nie ma tez przytaczanych cytatow.
Z pewnoscia ludzie skupieni wokol projektu maja dzis wplyw na kierunek
polityki Bialego Domu jednak nie wydaja rozkazow. W USA wladza jest
zdecentralizowana dzieki czemu istnieje wiele jej osrodkow a co za tym idzie
niekonczace sie spory. Nikt nie dostrzega roli Kongresu w kontekscie wojny w
Iraku, ktory moim zdaniem jest rownie winny. Bez zgody Kongresu prezydent nie
moze wydac centa, a skoro wydaje ponad 4 miliardy dolarow miesiecznie to
oznacza, ze Kongres przyznaje pieniadze na to. A zatem spi w tym samym lozku
co prezydent.