Gość: Jan K.
IP: *.asm.bellsouth.net
25.01.03, 16:24
Jorge Semprun powiedział:
„Należą do niej (Hiszpańskiej Partii Komunistycznej)
profesorowie, filmowcy, malarze. W Hiszpanii nie ma wybitnego
intelektualisty, który nie miałby epizodu komunistycznego!”
Potwierdza to głoszoną dawno przeze mnie tezę, że Pan Kazio spod
budki z piwem i Pani Fela z magla (w Hiszpanii pewno Paco i
Carmen), mają znacznie więcej oleju w głowie, niż znakomita
większość intelektualistów: profesorów, pisarzy, malarzy,
aktorów i dziennikarzy. Ci „intelektualiści” w głębi serca
niosą mroczną nienawiść do ludzi i popierają zbrodnicze reżimy,
które wymordowały w imię świetlanej przeszłości miliony
niewinnych ludzi a setkom milionów zabrały ekonomiczne podstawy
do budowania sobie i swoim dzieciom spokojnego życia. Ponadto,
ci „intelektualiści” z podziwu godnym uporem niszczyli
tradycyjną moralność i religię, zastępując stare i dobrze
działające zasady regulacji stosunków między ludźmi relatywizmem
moralnym i zasadą „cel uświęca środki”.
Czy to wyższe wykształcenie tak mąci ludziom w głowie czy też
chęć błyszczenia i dopasowania się do środowiska powoduje, że
90% profesorów we Francji to albo komuniści albo trockiści?
Drugi cytat:
„Dziś w prasie hiszpańskiej nie lżą już człowieka, który
krytykuje Castro. Odpowiadają, że się myli, że zapomina o walce
z analfabetyzmem, służbie zdrowia, recytują to, co zawsze - ale
nie wyzywają. Jeszcze parę lat temu wyzywali.”
Ciekaw jestem, w jakiej prasie (proszę o nazwy gazet), kto lżył
(nazwiska dziennikarzy i tych, co pisali listy do redakcji) i co
te „lżące” szuje robią teraz w Hiszpanii? Dlaczego nie
pojechały na Kubę? Czy nadal sprawują rząd dusz w Hiszpanii i
masowo wciskają kit na temat ohydy kapitalizmu i
zalet „naukowego” socjalizmu? Dlaczego pracodawcy tych szuj
(właściciele gazet, państwo, które zatrudnia tych wielbicieli
tyranów i pozwala im uczyć studentów i, co bardzo ważne, pozwala
im blokować zatrudnianie na uniwersytetach ludzi o innych
poglądach) jeszcze ich nie szurnęli na Kubę, do Iraku, czy
Północnej Korei czyli, jak kiedyś śpiewał Rosiewicz: „Do domu,
po prostu do domu”?
Wydaje mi się, że każdy intelektualista lub kandydat na niego
powinien być zaproszony na spotkanie ze 100-osbową grupą
wylosowanych rodaków, którzy wręczyliby mu/jej pięknie oprawiony
wierszyk, napisany ponad 200 lat temu i kończący się takimi
słowami:
„Dzieci, źle się bawicie, dla was to jest igraszka, nam chodzi o
życie”.
Jan K.