marcus_crassus
27.03.03, 11:02
USA zwiększają liczebność swych sił na południu i północy Iraku zgodnie z
wcześniejszym planem, a nie w reakcji na bieżącą sytuację w terenie,
zapewnił amerykański minister obrony Donald Rumsfeld.
Coraz więcej żołnierzy do Iraku (AFP)
Rozkaz wyjazdu do Iraku otrzymała między innymi licząca 16 tysięcy żołnierzy
4. Dywizja Piechoty, która pierwotnie miała być rozmieszczona w Turcji.
Władze w Ankarze nie zgodziły się jednak na zaatakowanie Iraku z ich
terytorium. Statki ze sprzętem i uzbrojeniem dla tej jednostki opuściły w
ubiegłym tygodniu tureckie porty i płyną do Kuwejtu.
Stacjonująca w Fort Hood w Teksasie 4. Dywizja Piechoty jest uważana za
najnowocześniejszą w amerykańskiej armii. Dysponuje ona 200 czołgami M1A2
Abrams, które wyposażono w cyfrowe systemy kontroli i dowodzenia. Według
wojskowych, dają one załodze szeroką wiedzę o tym, co dzieje się na polu
walki.
Poza 4. dywizją piechoty do Iraku skierowano także 5200 żołnierzy z 3. Pułku
Kawalerii Pancernej. Pentagon nie ujawnił, jakie jeszcze jednostki wzmocnią
oddziały prowadzące obecnie działania wojenne w Iraku. Według nieoficjalnych
informacji, 30 tysięcy żołnierzy, którym wydano rozkaz wyjazdu do Zatoki
Perskiej będzie gotowych do walki w połowie kwietnia.
"Niektóre rzeczy zorganizowaliśmy przed kilkoma miesiącami i wszystko się
odbywa dokładnie tak, jak było przewidziane" - odparł Rumsfeld na pytanie,
czy zwiększanie liczebności wojsk to reakcja na rozwój sytuacji.
Rumsfeld wystąpił wraz z przewodniczącym połączonych kolegiów szefów sztabów
gen. Richardem Myersem na konferencji prasowej po spotkaniu z kongresmenami
i senatorami, które odbywało się za zamkniętymi drzwiami.