zwingli
05.08.03, 17:24
Od ponad dwóch lat pani Steinbach forsuje projekt budowy centrum
poświęconego wypędzeniom. Chodzi oczywiście o cierpienia wypędzonych
Niemców. Temat ten wraca niczym bumerang. Dyskusja ożywia się zawsze przed
wyborami. Nic dziwnego, że zaczyna już przybierać na sile - we wrześniu
odbędzie się głosowanie w Bawarii, tradycyjnym bastionie tzw. wypędzonych,
którzy zawsze mogą liczyć na opiekuńcze skrzydła niedoszłego kandydata na
kanclerza, premiera Bawarii Edmunda Stoibera.
Tzw. wypędzeni zyskują również poparcie innych polityków - w czerwcu
Bundesrat wystąpił do Czechów o uchylenie dekretów Benesza. Niepokojąca jest
zmiana stosunku socjaldemokratów do ich hałaśliwych pokrzykiwań. Dawniej
hamowali oni rewizjonistyczne pomruki dochodzące z grupy tzw. wypędzonych. W
2000 r. kanclerz Gerhard Schroeder, jako pierwszy socjaldemokratyczny szef
rządu, wziął udział w Dniu Stron Rodzinnych. Otto Schily, minister spraw
wewnętrznych z SPD, popiera panią Steinbach i Centrum, które ma powstać w
Berlinie i już zamierzał powołać komisję, która wyszukałaby w Berlinie
odpowiedni budynek. W fundacji BdV działają socjaldemokratyczni politycy,
wspólnie z panią Steinbach kieruje nią polityk SPD Peter Glotz.
Ukłony w stronę wypędzonych składają też europejscy politycy, by przypomnieć
deklarację szefa Parlamentu Europejskiego, liberała Pata Coksa, który w
czerwcu podczas zjazdu Niemców sudeckich zapewniał, że cierpienia
wypędzonych nie zostały zapomniane podczas ostatnich negocjacji o
przystąpieniu nowych krajów do UE (...)
(...)Centrum w Berlinie, gloryfikujące cierpienia Niemców po II wojnie, nie
ułatwi sąsiedzkiego porozumienia. Dla neonazistowskich grup może zaś stać
się miejscem pielgrzymek. Ale to będzie już problemem władz w Berlinie.
MAŁGORZATA BARWICKA TRYBUNA