wilk.podhalanski
23.11.08, 11:52
Równo 45 lat temu, jakoś o tej porze (koło poludnia) na ulice
Warszawy wybiegli gazeciarze z popołudniówką "Express Wieczorny" i
okrzykami "Prezydent Kennedy nie żyje!". Tak POlska dowiedziała sięo
zamachu na JFK.
Był 23 listopada, słoneczna sobota (w którą wszyscy pracowali),
dzień następny po samym zamachu. Jako że nie było internetu -
agencje prasowe działały teleksami, telefonicznie z USA mozna się
było łączyć po kilku dniach oczekiwania, a jeszcze musiała całośc
przejśc przez cenzurę, uzyskać przemyslaną reakcję komunistycznych
władz - więc nieco to czasu zajęło.
Wieczorem roztrzęsiony Paul Anka wyszedł na scenę Sali Kongresowej
ipowiedział, że nie może śpiewać, bo jest załamany. Ludzie ze
zrozumieniem opuścili sale Pałacu Kultury nie doczekawszy się
uwielbianej "Diany", największej piesni tego czasu:
mr-kwaki.wrzuta.pl/film/u6Q2dE0htR/paul_anka_-_diana_57
Do dziś funkcjonuje pytanie "Co robiłeś w dniu, kiedy zabito
Kennedy'ego?" które określa ludzi tamtego pokolenia.
Teraz tę funkcję przejęły inne pytania, także w Polsce: Co robiłeś
13 grudnia? Co robiłeś 11 września?
A mnie ten Kennedy nie daje spokoju, bo tyle w nim było nadziei.
Pewnie iluzorycznej, ale jak tu żyć bez niej?
Pozdr.
Sentymentalny Wilk