ilnyckyj
25.03.12, 21:41
Po raz kolejny zachwyciłem się tym filmem-musicalem. Samo dzieło jest jeszcze z fiftisów, ale film z Natalie Wood - już sixtiesy, dokł. 61. Taka trochę sentymentalna historyjka, ale jednak mocna, współczesna wersja Romea i Julii, wniosła ten pierwszy klimacik buntu, kontestacji no i miłości, która przezwycięża wrogość i agresję, jakby wstęp do epoki flower power. No i świetne kompozycje: "Somewhere". "America", mistrzostwo Leonarda Bernsteina!