Gość: Agata
IP: *.chello.pl
03.05.03, 20:26
Nauczyciele często zadają prace domowe przekraczające możliwości nawet
zdolnego ucznia.Prace, które ma "samodzielnie" wykonać np. szóstoklasista
wymagają wiedzy ucznia liceum albo studenta. Czasem trzeba zgromadzić wśród
znajomych, rodziny lub sąsiadów specjalistw z danej dziedziny, którzy także
muszą nieźle się nagłowić.Kochani nauczyciele nie przyjmują do wiadomości
tłumaczeń, że tego typu praca domowa jest zbyt trudna i stawiaja pały. Na
pierwszy rzut oka widać, którą pracę robiło dziecko samodzielnie, a którą
rodzce wspomagani gronem konsultantów- specjalistów. Oczywiście prace
samodzielne sa gorsze i oceniane gorzej. To frustruje dzieci, które proszą o
pomoc przy kolejnym absurdalnym zadaniu domowym. I tak powstaja prace
rodziców, którzy szkoły dawno już pokończyli i swoje oceny mają tu i ówdzie
zapisane.
Dziś mało nie trafił nas szlag. Syn miał prace domową wymagającą posługiwania
się SKALPELEM ( dla niewtajemniczonych - to bardzo ostry nóż chirurgiczny).
Po pierwsze - mało kto dysponuje kolekcją skalpeli ( toteż rozdzwoniły się do
nas telefony, bo rodzice słusznie sądzili, że takowe posiadamy).
Po drugie - skalpelem trzeba umieć się posługiwać, żeby nie zrobić sobie lub
innym krzywdy. I tu do akcji wkroczył mój mąż - chirurg, który pracowicie
odrabiał lekcje za , prawie wszystkich, kolegów syna. Czekamy na ocenę
efektów jego pracy (środa). Tak więc - do roboty rodzice!