Gość: Pawel
IP: *.zgora.sdi.tpnet.pl
31.08.04, 15:47
Historia pewnej Suzuki GSX-R 1000 K4
Pewnego pięknego dnia kiedy uznałem że mój nowy wymarzony motorek jest już
dotarty, przebieg około 4-5 tys. km chciałem zobaczyć jak się kręci w górnym
przedziale obrotów tak 10-12 tys. to co takie motorki lubią najbardziej a
tuu… Bum pstryk i czkawka nie kręci się grypa, raczej nie, zastanowienie
jeszcze jedna próba znowu przycięcie DRAMAT !!! Mój skarb nie gada,
desperacka próba, gaz przytrzymanie na obrotach szarpnięcie przycięcie -
pęka moje serce i zapala się kontrolka czerwona i komenda F1 na display`u ,
już wiem awaria. Książka serwisowa zaglądam z bijącym sercem o mój najdroższy
skarb, jest tak jak myślałem awaria systemu wtryskowego. Pozbierałem się
jakoś, myślę trzeba poszukać najlepszego serwisu w pobliżu padło na
autoryzowany serwis Pana Mielocha w Poznaniu L dobra reklama syn startujący
na wyścigach, myślę bratnia dusza uratuje mój skarb. Pełen nadziei zawiozłem
na przyczepce moją Suzi do serwisu Pana Mielocha. Przyjęto z wielkim bólem bo
musiano poczekać na mnie dosłownie 10 minut, to nic że jechałem 180
kilometrów w deszczu , mimo niemiłego traktowania pełen nadziei i ufny w
geniusz firmy Mieloch Motocykle nieuprzejmość zrzuciłem na karby ekscentryzmu
geniusza. Następnego dnia przepełniony troską o mój skarb, dzwonie
przepychany od jednego telefonu do drugiego i z powrotem w końcu docieram do
kompetentnej osoby i pytam co tam z moją nianią, niestety okazuje się, że mam
założony wydech Akrapović nadmienię że wydech ten był założony u dilera
Suzuki Pana Adamiszyna gdzie kupioną moją Suzi, nota bene przemiłego
człowieka . Konkretnie to miałem końcówkę tego wydechu i co za tym idzie
utraciłem możliwość serwisowania, nieoficjalnie od pracownika docelowo
również od Pana Mieloch dowiedziałem się, że przez głośność mojego wydechu i
problemu z sąsiadami, nie zostanie motocykl naprawiony chyba że zapłacę za
naprawę( w tedy sąsiedzi mają gorszy słuch). Ponieważ biłem się o dobro
mojego skarba do krwi ostatniej, nalegałem i prosiłem. Pan Mieloch
powiedział „ktoś inny spija śmietankę a nam zostają tylko fusy i gdyby ten
motocykl był kupiony u nas, nie u innego dilera to była by to inna sprawa”. W
desperacji poprosiłem by dano mi te decyzje na piśmie z odmową naprawy, gdzie
w uzasadnieniu że cześć zastosowana w tym motocyklu jest nieoryginalna,
wymieniono że chodzi tu o końcówkę wydechu Akrapović. Pan Mieloch powiedział,
że nie udzieli mi takiego pisemnego oświadczenia ale może zadzwonić do Suzuki
motor - poland i to wyjaśnić. Byłem załamany, nici z uzdrowienia mojego
wymarzonego bika, co dalej myślę dzwonię do Pana Adamiszyna który wstawił się
za mną niestety i on nic nie wskórał. Gdy załamany jechałem dnia następnego
po motorek wpadliśmy na pomysł by zadzwonić do Mieloch motocykle i zapytać
się podając za klienta o kupno motocykla marki Suzuki, oraz ewentualnie
zakupienie amortyzatora skrętu jak i zmianę wydechu w tym sprzęcie. Okazało
się że nie ma najmniejszego problemu motorek sprowadzą, sprzęt założą nawet
cały wydech Akrapović i absolutnie nie będzie żadnych problemów z utratą
gwarancji, tylko brać… BRAWO PANIE MIELOCH !!! Myślę sobie zostałem
spławiony, bo nie dałem zarobić cóż dorobkiewiczostwo jest na pierwszym
miejscu. Przyjechałem do serwisu odebrać moją nianię, stała biedna, brudna,
upaćkana a atmosferę można sobie tylko wyobrazić zapakowałem swoje cacko na
przyczepkę i do domku. Całą drogę myślałem jak to jest możliwe zapłaciłem za
motorek 60tys plus jeszcze kilka tys. za dodatki do tego płacę 370zł za
przeglądy serwisowe i nie mogę byś dobrze potraktowany, choć nie na tym mi
zależy chodziło mi tylko o zdrowie mojej Suzi, niestety jak ją odbierałem
czułem się tak jak by była zgwałcona, jak by to nie był mój ukochany motorek.
Radość z kupna tego sprzętu i czar osiągnięć torowych prysł jak bańka mydlana
i pozostał tylko żal jak i niesmak, ze spotkania z przedstawicielem Suzuki.
Szkoda kupując ten sprzęt byłem święcie przekonany że nie będzie awarii
flagowego modelu w klasie sport, a jeśli się stanie to naprawianie odbędzie
się w miłej atmosferze i w atomowym tempie, jak wielka była moja naiwność.
Dziś mam wadliwy sprzęt 400km zrobionych z motorem na przyczepie zmarnowane
trzy dni dwa na dowóz i przywóz jeden na bezsensowne dywagacje przez telefon.
Na szczęście jest Pan Adamiszyn, zobaczymy co on wskóra z tym motorkiem,
niemniej jednak dziś myślę że może lepiej było wziąć tak jak zrobili moi
trzej koledzy Yamachy R1 bo oni są szczęśliwi a ich serwisy wyglądają
inaczej. Szkoda bo myśleliśmy o zakupie jeszcze krosa ale chyba nie będzie
to już Suzuki .
Z poważaniem pechowy klient Suzuki, nieszczęśliwy właściciel GSX-R 1000 K4
Paweł S.