Gość: Maricn Osikowicz
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
03.02.06, 10:30
Ten tekst już się pojawił na forum w formie notatek. To co poniżej jest
produktem gotowym. Nowością jest taśma 1. Wapsowi dziękuję za korektę.
Taśmy
Chore pomysły - wiadomo skąd się biorą. Z gazetek gromadzonych w łazience. Z
filmów DVD, dołączanych niefrasobliwie do popularnych miesięczników. I przede
wszystkim ze snów. Rodzą się zwykle w czasie pracy. Robię coś pożytecznego,
nawet niezbędnego. Przykładam się. I nagle - cyk. Przychodzi do głowy. Nikt
nie zauważa, że się już nie przykładam. Pracuję automatycznie, a moc
obliczeniowa mózgu rozwiązuje skrycie problem niezwykłej wagi - jak
zamontować kamerę na motocyklu.
1
Aleksander - jedyny mężczyzna, którego całuję - leży na motocyklu i próbuje
dosięgnąć rękami kierownicy.
- Będziemy kręcić filmek o ptaszkach?
- Nie, to nie będzie o ptaszkach.
Próbuję przypasować kamerę do motocykla.
- Dlaczego filmujesz, żeby było widać ulicę?
Obraz miga.
- Mogę wejść?
- Mhm… Za chwilę – odpowiadam niedbale.
- Proszę mnie złapać z tej strony – woła Olo, pakując się na podnóżek.
- Nie, z drugiej strony się wsiada.
- Dlaczego?
- Bo z tej strony motocykl się nie przewraca.
Aleksander wspina się na motocykl.
- A dlaczego nie ruszać kamery?
- Bo się nagrywa. Teraz zapalaj.
- Tu?
Olo naciska guzik i silnik zaczyna pracować
- A światła? Mogę zapalić światła?
Jedziemy. Aleksander czarnej ramonesce i kasku rowerowym siedzi na
baku. Patrzy w obiektyw.
- Nie chcę iść do przedszkola.
2
Rzecz dzieje się w Poznaniu.
Pierwsze ujęcia - pokój hotelowy, nasze motocykle zaparkowane w Sali Chwały.
Na ścianach fotografie mistrzów, najmłodszy ma chyba ze 4 lata.
Wpisy na listę startową wraz z podpisem nieczytelnym.
Sprawdzamy ciśnienie. Ja zakładam 2,3 bara z przodu i z tyłu.
W depo przemawia i macha flagami Jacek Grandys - połowa duetu składającego
się na Grandys Duo Promotion.
3
Rozpoczyna się sesja 1 grupy B. Ustawiam się za zawodnikiem Pfajferem .
Przed zakrętem N wyprzedza mnie czerwony nie wiadomo kto, na nie wiadomo
czym. Przez chwilę udaje mi się za nim utrzymać.
Goniąc czerwonego wyprzedzam innego kolesia
Zrobiliśmy kółko. Wciąż widzę czerwonego. Nie jest źle.
Mała patelnia – mam go!
Zakręt G. Jednak nie. To się nawet rymuje.
Lasek. Wciąż gonię czerwonego. Niebieski blokuje nas obu.
Łykamy niebieskiego. Czerwony – będziesz mój!
Łykam czerwonego za Dużą Patelnią.
Przed Drugim Lewym bierze mnie Pfajfer na swojej Aprilii Mille. Ładnie idzie.
Chwilka przerwy. Rączki się spociły i rękawiczki nie chcą zejść. Butelka
mineralnej do gardła i wio.
Przed Sławiniakiem wyprzedza mnie Pfajfer. Ma pomarańczowe rękawy, więc
zawsze go poznam. O! Zawodnik Pfajfer jedzie w buraki!
Początek 1 sesji grupy C. Jedziemy gęsiego. Pierwszy Stachowiak, później
czterech leszczy i ja. Obroty między od 4 do 5 tys., co akurat generuje
wibracje i jakość obrazu spada.
Idzie się zanudzić.
Łykam dwóch i jadę za Piotrkiem. Koleś ma taką samą cebeerkę, jaką mi
ukradli. Tak się zresztą poznaliśmy, bo jak go zobaczyłem na ulicy, to
najpierw serce mi stanęło, a potem musiałem go dogonić i sprawdzić, czy to
nie TA.
No dobra, dość tego. Łykam Piotrka – sorry kolego - i gonię pana Stacha.
O, jest! Rozgląda się i drapie po łydkach.
Daje znak, żebym go wyprzedził. No dobra. I w palnik! A tamci niech nas
gonią. Swoją drogą braciom Grandysom należą się brawa. Na żadnej z 3
niemieckich imprez, na których byłem, nie ma tak fajnie. Nie tylko dlatego,
że wszyscy mówią językiem Reja, ale przede wszystkim jaki Brandt ściągnie do
Poznania całą czołówkę zawodników żeby uczyli leszczy?
Rozglądamy się za kolegami, ale gdzie oni są? Wyprzedza mnie pan Stach i
teraz on pokazuje kto tu rządzi, a ja się pocę. Super!
Pan Stach zwalnia, mijamy grupę żółwi w pomarańczowych kamizelkach, czekamy
na resztę paczki.
Pan Stach pokazuje żeby go wyprzedzić, ja się waham. Uprzejmie byłoby kogoś
przepuścić, ale skoro nalega…
Zabawa wygląda tak: Stachowiak zwalnia, ogląda się, daje w palnik, przejeżdża
szybko 3 zakręty i znowu na nas czeka. A ja pruję za nim jak za panią matką i
tylko patrzę, żeby się nie zgubić w tłumie.
Znowu przed Stachem i trzeba się starać, bo patrzy i widzi. Konkluduję przy
okazji, że rzadko kiedy przekraczam 10000 obrotów. Trzeba będzie następnym
razem dociągać do 11000 i nie bać się, że silnik się rozleci.
Piotrek dzieli się wrażeniami. To jego pierwszy wjazd na tor. Chyba mu się
podobało.
- Nie poczekaliście, ale jesteście koledzy –żali się. Wyrzuty sumienia trawią
moje wrażliwe wnętrze.
Jacek Grandys trąbi, żeby wszyscy przyszli i wysłuchali.
- Nie wiem, jak ty, ale ja chyba wygrałem - rzuca zawodnik z grupy A.
Jest przemówienie Grandysa. Bardzo mądre, ale nie chce mi się przepisywać.
Następnie Wilczyński Bartek poproszony o komentarz eksperta zaczyna od
słów: „Generalnie nie oto mi chodzi, żebym jak ja puszczam jakiegoś
zawodnika, to żeby on od razu tak zapie..ł.” Zaznaczam że zdanie jest
wyrwane z kontekstu.
Gadamy z Stachowiakiem. Moja kochana żona siedzi obok i grozi rozwodem, jeśli
nie ściszę. Dlatego nie napiszę o czym rozmawiamy - pan Stach tylko rusza
ustami.
4
Początek drugiej sesji grupy B. Rozgrzewka. Przyjemnie byłoby mieć koce do
nagrzewania opon. Ostatnio tanieją - 1400 zł za komplet. Podobno zwracają się
już po 10 oponach. No i nie musisz ślimaczyć pierwszych 2 okrążeń każdej
sesji – czysta oszczędność.
Ktoś pcha motocykl po wewnętrznej.
Wyprzedzam dwóch w lasku. Jeden czerwony na zielonym - myk go z lewej, drugi
niebieski - cyk go z prawej.
Ktoś pcha zeszlifowany motocykl do wyjścia. Jesteśmy między Sławiniakiem, a
zakrętem D, więc domyślam się co się stało. Zwłaszcza po rozmowie z
zawodnikiem Grausmanem, znanym z zaparkowania motocykla zaraz za ogrodzeniem
na giełdzie samochodowej , a ściślej w Golfie stan bdb, mały przebieg.
Przed ostatnim zakrętem wyprzedza mnie Pfajfer. Nie mam szans.
Coś mnie wyprzedza znowu i znika.
Znowu. Kurcze, jakiś niebieski na niebieskim. Chłopaki, poczekajcie!
Wciąż widzę niebieskiego na horyzoncie.
Coś mnie łyka po wewnętrznej na zakręcie D. Biało-czerwony na białym.
Zakładam dubla zielonemu na czerwonym. Morale wzrasta.
Doganiam jeszcze kogoś. Ale ten chyba na kogoś czeka, bo się rozgląda.
Zaczyna się druga sesja grupy C. Tym razem jadę w ekipie za Mariuszem
Grandysem. Teoretycznie jedziemy gęsiego i patrzymy co robi mistrz. Mistrz
jest na horyzoncie, a ja wlokę się za całym stadkiem. Jest dosyć tłoczno,
wyprzedzamy wolniejsze grupki, ale generalnie wieje nudą.
Dosyć certolenia. Wyprzedzam ekipę. Grandys pokazuje, żebym jechał przodem,
to jadę. Kiedy się oglądam po raz drugi, nikogo z nich już nie widzę. Po
drodze wyprzedzam jakąś stado kolesi, ale satysfakcja z tego niewielka. O,
gość na „Jamesie Bondzie” przyjechał. Trzeba mieć szacunek dla jego decyzji.
Pogadanka Alka Dubelskiego. Mądry gość. Kurka nie mam pojęcia, o czym mówi.
Ale puszczę to sobie jeszcze 5 razy, to zrozumiem.
5
Początek sesji 3 grupy B Kółko rozgrzewające. Wyprzedza mnie Bandzior na, a
jakże, Bandicie 1200. Muszę mu nagrać ten kawałek.
Między nas wcina się gość biało-czarny na białym, a Bandzior blokuje go w
lasku.
Na ostatnim zakręcie łyka mnie tamten biało-czarny i jeszcze jeden czerwono-
czarny. Dlaczego nie mają numerów na plecach? Dobra, koniec rozgrzewki,
gonimy Bandziora
Bierze mnie przed Małą Patelnią biało-żółty. Bandzior tuż.
Lasek. Łyknąłem Bandziora!
Dochodzę do super-zielonego na zielonym. Zajebisty kombinezon. Łykam go na
Dużej Patelni po wewnętrznej.
Żółty wciska się przed prostą startową. Chyba mam szansę go dojść.
Jest tuż!
Kurczę, odjeżdża mi na prostych. Mam szansę przed Sławiniakiem.
Znów go mam przed lask