sebpl
10.10.04, 03:35
Opera Salome.
To się dopiero nazywa czeska opera (nawiązując do reżysera, nazwisko
litościwie przemilczę). Salome w samych stringach podskakująca po scenie, toż
to ociera się o podkasaną muzę miast operę.
Wymachiwanie głową Jana Chrzciciela jak reklamówką, też jest chybionym
zabiegiem.
Reżysersko spektakl ustawiony pod Elianę Lappalainen - położony.
Scenografia - połozona totalnie (bliższe teatrowi Wiśniewskiego, którego
cenię za własną formę, ukazującą intencje reżysera) niż operze.
Czy w takim razie warto iść? Dla odtwórczyni roli Salome, Pawła Wundera
(Herod)i Stefanii Toczyskiej (Herodiada) oraz odpowiedzialnego za dźwięk
Jacka Kasprzyka - tak. W końcu zawsze można zamknąć oczy ;)
---
Śladami kota Filemona tup... tup... tup...