Gość: jaxa
IP: *.acn.waw.pl
06.11.10, 20:24
Centrum Nauki Kopernik działa jak to zwykle w Polsce... Mówię to z żalem, bo spodziewałem się czegoś lepszego.
Biletów, nawet rocznych (takie chceiliśmy kupić), nie można kupić w internecie, jak w normalnym europejskim kraju (patrz - Legolandy, Disneylandy, muzea itd.), tylko jak w XIX wieku trzeba przyjechać i stanąć w kolejce.
Autobus uruchomiony przez miasto (902) z Dworca Centralnego do CNK po pierwsze dla połowy miasta jest bez sensu, a po drugie jest na maksa nieprzyjaźnie oznakowany. Co mam na myśli? Jak ktoś mieszka na Saskiej Kępie, Gocławiu, Grochowie czy Targówku, to musi minąć CNK i pojechać na Dworzec Centralny, żeby wsiąść w 902 jadący z powrotem? Bez sensu. Oczywiście ten autobus został uruchomiony z myślą o lewobrzeżnych warszawiakach - prawobrzeżni są nieistotni i niech nie pyskują. Po drugie, w całym tym autobsie na rozkładach jazdy, schematach linii, gdziekolwiek, próżno szukać jakiejkolwiek wzmianki o CNK. Trzeba po prostu WIEDZIEĆ, że trzeba wysiąść przy BUW, a potem dymać w ciemnościach ul. Lipową (nie działa oświetlenie uliczne).
Pojechałem z sześcioletnim synem, byliśmy na miejscu o 17.40. Przy samym CNK kałuże, i na ul. Wybrzeże Kościuszkowskie strasznie ciemno - no w sumie jest późno, ciemno, o tej porze roku to prawie noc - ale jednak jakoś naiwnie sobie wobrażałem, że w 2010 roku w dużym europejskim mieście obok wielkiej atrakcji turystycznej powinny być oświetlone ulice - byłem jednak w błędzie, na latarnie uliczne chyb brakło kasy. Centrum podobno czynne do 19 - spodziewałem się, że to znaczy, że do 19 wpuszczają, ale nie. Na końcu ok. 500-osobowej kolejki stały dwie miłe osoby z tabliczkami, że to jest koniec kolejki na dziś i że zapraszamy jutro. Dlaczego? Bo zdążą jeszcze tylko te 500 osób wpuścić - i wygonić - przed dziewiętnastą, a potem won. Możemy oczywiście odstać godzinę w deszczu i na zimnie, żeby dojść do kasy, kupić roczne bilety i naturalnie nie zostać dziś wpuszczonymi, jeśli bardzo chcemy.
Dziecko mi się popłakało, zrobiło nam się smutno, bo spodziewaliśmy się, że rzeczywiście zgodnie z zapowiedziami jest to jakiś przełom, XXI wiek, itd. Niestety, jak to w Polsce - zamierzenia szczytne, zadęcie na maksa, koszty wywalone w kosmos, obok przedstawienie "Wielki wybuch", bajery, lasery, a komuś zabrakło wyobraźni, żeby dołożyć 5 tysięcy złotych i uruchomić sprzedaż biletów online oraz rezerwację wejścia przez internet.
Nie było mi dane sprawdzić, więc chętnie się dowiem od kogoś, kto tam doszedł do kasy i kupił - da się przynajmniej za roczne bilety zapłacić kartą, czy przy okazji trzeba kesz w zębach nosić? Mają tam toalety? Szatnię? Coś mi to słabo wygląda...