Dodaj do ulubionych

Jak daleko od plagiatu?

IP: *.hsd1.ma.comcast.net 29.04.05, 06:33
Ale syf. Profesor czuje się współautorem pracy, bo był jej promotorem. Jego
zwierzchnik niewinnie stwierdza, że "promotor pomaga, dopisuje fragmenty. Jak
odmówić mu praw autorskich do pracy studenta?"

To w Polsce promotorzy PISZĄ STUDENTOM FRAGMENTY MAGISTEREK???
Wow. To wobec tego albo rzeczona studentka nie powinna była dostać dyplomu,
bo profesor za nią napisał część pracy - albo, co bardziej prawdopodobne,
profesor jest obrzydliwym plagiatorem i jeszcze do tego człowiekiem bez
żadnych jaj i honoru. Co za oślizgła obrzydliwość. I jeszcze ci jego
przełożeni co go bronią. A fe.

Obserwuj wątek
    • Gość: Autor Re: Jak daleko od plagiatu? IP: *.adsl.inetia.pl 29.04.05, 06:57
      nie odnoszac sie do tego konkretnego przypadku.
      Wielu studentow jest okradanych przez promotorow, ktorzy wykorzystuja ich prace
      Ale rownie wielu studentow, powinno jako wspolautorow swoich prac
      magisterskich podac opiekunow seminariow. Bez pomocy profesorow, bez poprawek,
      dopiskow ich, studenckie dziela, bylyby "pozal sie Boze"...
    • jhbsk Re: Jak daleko od plagiatu? 29.04.05, 08:13
      To jest niestety powszechne. Magister się narobi profesor się pod tym
      podpisuje. I nie tylko na uczelniach. W instytutach naukowych również.
    • Gość: ms Rewizja "dorobku naukowego" ! IP: *.chello.pl 29.04.05, 08:15
      Zbliża się czas, żeby zrobić rewizję "dorobku naukowego" wszystkich
      pseudonaukowców posiłkujących się pracami swoich studentów. Z tego co obserwuję,
      jest to obecnie plaga większa od plagiatu prac magisterskich i licencjackich. Im
      gorszy wykładowca, tym więcej zleca prac pod swoje potrzeby.
      • Gość: OK Re: Rewizja "dorobku naukowego" ! IP: *.resetnet.pl 29.04.05, 08:33
        Doskonały pomysł!A przy okazji odebrać tytuły magistra wszystkim którzy
        napisali prace pod ich kierunkiem!
    • Gość: zainteresowany Jak daleko od plagiatu? odległóść 0 IP: *.autocom.pl 29.04.05, 08:37
      Takie plagiaty to obraz porażającej patologii nauki i edukacji w Polsce więcej
      na www.nauka-edukacja.p4u.pl/
      Jesli prof plagiatuje swojego mgr to chyba znaczy , że jego poziom jest na
      poziomie mgr ? Czemu zatem jest wynagradzany wg stawek prof ?
      • Gość: aaaa Re: Jak daleko od plagiatu? odległóść 0 IP: *.hrk.pl 29.04.05, 10:08
        Ale przecież sprawę całkowicie załatwiłoby, gdyby gość po prostu podał pracę
        studentki jako źródło... Nic by mu się nie satło, jego dorobek nie byłby przez
        to mniejszy... Ale takich "profesotów" mamy...
        • itakdalej.itakdalej Nie wystarczy podanie źródła 29.04.05, 11:14
          Gość portalu: aaaa napisał(a):

          > Ale przecież sprawę całkowicie załatwiłoby, gdyby gość po prostu podał pracę
          > studentki jako źródło...

          Podanie źródła nie wystarczy jeżeli ktoś umieszcza u siebie żywcem połowę pracy
          opublikowanej przez kogoś innego, kilkadziesiąt stron. Jest to nienormalna
          sytuacja. Jeżeli studentka spisywała w ponad 50% swej pracy przemyślenia
          profesora, to jej się nie należy dyplom, a jeżeli profesor w swoim dziele
          cytował studentkę to jest kiepskim profesorem, który ma tylko jakieś wstępne
          pomysły, ale ich nie doprowadza do końca, zostawia innym, jest powierzchowny i
          dlatego jego pozycja na uczelni jako osoby którą powinno być stać na jakąś
          głębszą refleksję budzi wątpliwości. Ktoś taki może jest dobrym managerem ale
          nie jest już osobą aktywną intelektualnie.
          Taka sytuacja jaka zaszła na SGGW jest całkowicie chora i patologiczna. Jest to
          jeszcze jednen przykład, że na polskich uczelniach trwają układy z czasów
          komunistycznych, kiedy prawa się nie szanowało, a osoby niższe w hierarchii
          lekceważyło i cynicznie eksploatowało.
          • itakdalej.itakdalej Uczciwe rozwiązanie 29.04.05, 11:36
            Tylko współautorstwo. Współautorem pracy dyplomowej jest z definicji promotor i
            widnieje na pierwszej stronie (zakłada się, że ten udział jest jednak dużo
            mniejszy niż 50%; inaczej dyplom się studentowi nie należy), a prace które
            później powstaną, i będą wykorzystywać tak obszernie wyniki pracy dyplomowej,
            muszą już być wspólne. Mogą to być tylko współne rozdziały, gdy cała książka
            jest profesora. Podobają mi się wypowiedzi prof. Kaźmierskiego oraz prof.
            Błeszyńskiego, którzy dokładnie wyjaśniają o co chodzi:
            miasta.gazeta.pl/warszawa/1,34862,2681512.html
            Jeżeli będą to artykuły opierające się na wynikach prac dyplomowych, musi być
            dwóch autorów. Student powinien brać udział w ich przygotowaniu. Jeżeli nie
            wyrazi zainteresowania, albo kontakt z nim się urwie, promotor powinien mieć
            prawo opublikowania tych wyników, ale oczywiście pod wspólnym autorstwem.
    • Gość: Adam Re: Jak daleko od plagiatu? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 29.04.05, 10:47
      Wielkie mi mecyje! Tajemnicą Polyszynela było, że promotorzy wykorzystują
      studentów do zbierania za nich materiałów, narzucją konkretny temat. Mój
      promotor poprosił nawet o wersję elektroniczną pracy, aby - jak się domyślam -
      nie musiał nawet wklepywać tekstu. Nie wiedziałem tylko, że mogę zarządać
      tantiemy do niego.
    • Gość: MZ Re: Standard na polskich uczelniach. IP: *.pwpw.pj / 217.168.193.* 29.04.05, 10:50
    • Gość: kynolog Re: Jak daleko od plagiatu? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.04.05, 11:27
      Pan Sciesiński jest znany z tego że nie ma honoru,ambicji.Kradnie nie tylko
      prace magistrantom ale i inne publikacje.Jest to człowiek moim skromnym zdaniem
      który juz dawno z uwagii na jego harakter i podejscie do człowieka nie powinien
      pracowac na Uczelniach-moim skromnym zdaniem jest to tylko wstyd dla uczelni
      ktora zatrudnia tak malo moralnego człowieka
    • fugazin Re: Jak daleko od plagiatu? 29.04.05, 12:18
      Przytocze opinie profesora ze USA: Earl Babbie twierdzi, ze plagiatem jest
      kazde cytowanie slowo w slowo jesli ma wiecej niz 8 (slownie osiem!!!) slow.
      Do przemyslenia :)
    • itakdalej.itakdalej Zwierzchnik ma trochę racji 29.04.05, 12:22
      Gość portalu: Michał napisał(a):

      > Ale syf. Profesor czuje się współautorem pracy, bo był jej promotorem. Jego
      > zwierzchnik niewinnie stwierdza, że "promotor pomaga, dopisuje fragmenty. Jak
      > odmówić mu praw autorskich do pracy studenta?"

      Mimo mojej krytycznej oceny postępowania profesora z SGGW (pisałem o tym
      wcześniej; tutaj - powyżej), uważam że trochę racji ten zwierzchnik jednak ma.
      Praca dyplomowa nie jest samodzielną wypowiedzią, znaczący wpływ miał na nią
      (tzn. powinien mieć) promotor. Na pewno praca ta nie jest własnością
      intelektualną jedynie studenta. Problem polega na tym, że specyficzne role
      promotora i jego podopiecznego odnosi się do prawa autorskiego, a ono dotyczy
      twórczości samodzielnej. Więc nie jest prawdą, że promotor jest autorem, ale
      podejście że całkowitym autorem i właścicielem wszystkich praw do dzieła jest
      student, też nie jest sprawiedliwe. Może w ustawie o prawie autorskim trzeba
      poświęcić jakiś fragment dziełom naukowym oraz pracom dyplomowym? To jest
      jednak specyficzna dziedzina, trochę coś innego, niż pisanie książki
      beletrystycznej, piosenki, malowanie obrazu czy rzeźbienie.
      • khmara Re: Zwierzchnik ma trochę racji 29.04.05, 16:10
        Nie ma racji. Są prace magisterskie, w których promotor poprawia jedynie
        przecinki. Wrzucanie ich do jednego wora z wypocinami, za które tytuł magistra
        się nie należy i obejmowanie tego jakąś odrębną regulacją prawną to pomyłka.
        Potem okazuje się, że każdy plagiator miał samych dennych magistrantów, za
        których trzeba było wręcz pisać prace.
      • Gość: Michal Nie zgadzam sie IP: 140.247.23.* 29.04.05, 17:56
        Pomoc merytoryczna promotora, pomoc w sprofilowaniu tematu, ewentualnie doborze
        lektur, sugerowaniu poprawek do "brudnopisow" nie mozna nazwac wspolautorstwem
        pracy. Wspolautorstwo to by bylo gdyby promotor i student razem ustalali, jaka
        ma byc argumentacji i wnioski pracy, i razem pisali jej tekst.
        No chyba, ze w Polsce rzeczywiscie

        a) Studenci pisza w swoich pracach nie to, co mysla, tylko to, co im
        profesorowie kaza, co byloby bardzo przykrym przypadkiem intelektualnego
        ubezwlasnowolnienia studentow przez profesorow

        b) Profesorowie rzeczywiscie siedza po nocach i pisza studentom i redaguja ich
        prace magisterskie. Ale w to raczej nie wierze, bo slyszalem raczej, ze w
        Polsce profesorowie maja pod opieka nawet i dwudziestru seminarzystow na rok, i
        czasem nawet nie wiedza, o czym sa ich prace.

        Ja nie studiowalem w Polsce, skonczylem jeden z najlepszych uniwersytetow w
        USA, wiec moze nie powinienem sie tak autorytatywnie wypowiadac. Ale ta
        sytuacja wydaje mi sie chora. Na mojej uczelni profesorowie oczywiscie
        doradzali swoim studentom przy precyzowaniu tematu, doborze lektur etc. ale
        nigdy nie ingerowali w tresc pracy. Studenci sa tu od pierwszego roku uczeni
        samodzielnego poszukiwania zrodel i rozwijania wlasnej argumentacji, a
        profesorowie sluza jako intelektualni partnerzy, ktorzy sluza krytyka naszych
        pomyslow. Nigdy by im nie przyszlo do glowy przypisywanie sobie wspolautorstwa
        pracy. Zreszta prosze zauwazyc, ze w anglosaskich ksiazkach naukowych przyjete
        jest pisanie w podziekowaniach, ze autor pragnie podziekowac X, Y i Z za
        mozliwosc przedyskutowania z nimi tez zawartych w pracy, uwagi krytyczne etc.
        but "they are in no way responsible for the views expressed in the book or the
        errors that might remain."
        Poza tym jak ja oddawalem swoja prace dyplomowa, to nawet nie wolno mi bylo
        umiescic na stronie tytulowej nazwiska promotora, zeby moi recenzenci nie mogli
        swiadomie czy podswiadomie kierowac sie ta wiadomoscia przy ocenie mojej
        pracy...
      • Gość: Michal Z szacunkiem, nie zgadzam sie IP: 140.247.23.* 29.04.05, 17:59
        Pomocy merytorycznej promotora, pomocy w sprofilowaniu tematu, ewentualnie
        doborze lektur, sugerowaniu poprawek do "brudnopisow" nie mozna nazwac
        wspolautorstwem pracy. Wspolautorstwo by bylo gdyby promotor i student razem
        ustalali, jaka ma byc argumentacji i wnioski pracy, i razem pisali jej tekst.
        No chyba, ze w Polsce rzeczywiscie

        a) Studenci pisza w swoich pracach nie to, co mysla, tylko to, co im
        profesorowie kaza, co byloby bardzo przykrym przypadkiem intelektualnego
        ubezwlasnowolnienia studentow przez profesorow

        b) Profesorowie rzeczywiscie siedza po nocach i pisza studentom i redaguja ich
        prace magisterskie. Ale w to raczej nie wierze, bo slyszalem raczej, ze w
        Polsce profesorowie maja pod opieka nawet i dwudziestru seminarzystow na roku,
        i czasem nawet nie wiedza, o czym sa ich prace.

        Ja nie studiowalem w Polsce, skonczylem jeden z najlepszych uniwersytetow w
        USA, wiec moze nie powinienem sie tak zdecydowanie wypowiadac. Ale ta sytuacja
        wydaje mi sie chora. Na mojej uczelni profesorowie oczywiscie doradzali swoim
        studentom przy precyzowaniu tematu, doborze lektur etc. ale nigdy nie
        ingerowali w tresc pracy. Studenci sa tu od pierwszego roku uczeni
        samodzielnego poszukiwania zrodel i rozwijania wlasnej argumentacji (i bardzo
        duzo pisza, nawet jeden esej na tydzien) a profesorowie sluza jako
        intelektualni partnerzy, ktorzy sluza krytyka naszych pomyslow. Nigdy by im nie
        przyszlo do glowy przypisywanie sobie wspolautorstwa pracy. Zreszta prosze
        zauwazyc, ze w anglosaskich ksiazkach naukowych przyjete jest pisanie w
        podziekowaniach, ze autor pragnie podziekowac X, Y i Z za mozliwosc
        przedyskutowania z nimi tez zawartych w pracy, uwagi krytyczne etc. but "they
        are in no way responsible for the views expressed in the book or the errors
        that might remain."

        Poza tym jak ja oddawalem swoja prace dyplomowa, to nawet nie wolno mi bylo
        umiescic na stronie tytulowej nazwiska promotora, zeby moi recenzenci nie mogli
        swiadomie czy podswiadomie kierowac sie ta wiadomoscia przy ocenie mojej
        pracy...
        • itakdalej.itakdalej Do Michała a także khmary 29.04.05, 23:32
          Sądząc po tym co i jak napisał Michał (np. "uczeni [...] bardzo duzo pisza,
          nawet jeden esej na tydzien) jest on reprezentantem nauk humanistycznych. Tam
          rzeczywiście chodzi głównie o "rozwijanie wlasnej argumentacji" i można
          stosować zasady własności intelektualnej takie same jak do twórczości dzieł
          artystycznych czy książek beletrystycznych. Natomiast w naukach ścisłych,
          przyrodniczych czy technicznych, gdzie postęp i konkurencja są szalone,
          dodatkowo przyśpieszone przez Internet, a w wyścigu biorą udział firmy, nie ma
          mowy o tym, żeby ktoś coś napisał nie znając ostatnich publikacji, a tylko
          jakieś stare lektury, albo żeby student tracił przynajmniej kilka miesięcy na
          poszukiwanie źródeł. Od tego są wyszukiwarki i bazy danych i to się robi w góra
          kilka dni. Cudów nie ma: bez know-how promotora na wstępie nie będzie ciekawych
          wyników! I żaden student nie napisze niczego istotnego bez pomocy i ścisłej
          współpracy z promotorem. Oczywiście ja zakładam, że promotor czy opiekun jest
          kompetentny i zna State of the Art w swojej dziedzinie, co w Polsce, gdzie
          większość profesorów nie ma żadnej publikacji na Liście Filadelfijskiej, jest
          niespełnione. Ala ja piszę o świecie normalnym, a nie o skansenie, bo do
          normalności powinniśmy dążyć, a nie utrwalać w prawie to co chore. A
          niewątpliwie to, że jakiś profesor ma dwustu magistrantów i 50 doktorantów i im
          w ogóle nie pomaga, bo jest to NAWET fizycznie niemożliwe (o tym pewnie pisał
          khmara) jest patologią. Ale w konkurencyjnej dziedzinie student, choćby stanął
          na głowie, nie stworzy nic na poziomie LF.
          Nie dajmy się zwariować, ja czytam wiele publikacji amerykańskich i potem
          często sprawdzałem kto je napisał. Jest bardzo dużo artykułów profesorów i ich
          podopiecznych z materiału M.Sc. Jakby udział profesora polegał tylko na
          stawianiu przecinków, nie sądzę, że w wolnym i demokratycznym kraju, gdzie
          ciekawe rzeczy szybko zamieniają się na pieniądze i prawnicy tylko czekają na
          okazję, ta publikacja miała dwóch autorów.
    • Gość: Grisza To bardzo nieeleganckie tak kogos cytowac IP: 64.28.22.* 29.04.05, 15:16
      i mimo,ze dotyczy to dyplomantki pana profesora to jest w tym jakis posmaczek
      dyskwalifikacji etycznej.Ale mnie to zupelnie nie dziwi ,bo wiekszosc
      profesorow w uczelniach technicznych,akademiach medycznych,szkolach glownych
      handlowych i tym podobne to bezczelni karierowicze dzieci PRL,gdzie
      falsyfikaty,plagiaty,wymyslanie prac do bibliografii,naciaganie wynikow lub
      wrecz wysysanie z brudnego palucha wynikow eksperymentow oraz inne sprawki po
      linii i na bazie byly nagminne.Wystarczy chocby przyjrzec sie znajomosci
      jezykow obcych w tym srodowisku-jak wiec kol. Iksinski piszac habilitacje i
      cytujac obficie anglosaskie pismiennictwo mogl je czytac nie znajac
      angielskiego?No chyba,ze swoistym brajlem.Najserdeczniejsze zyczenia wszelkiej
      pomyslnosci wszystkim panom i paniom profesorom.
    • Gość: Iwona Jestem promotorem prac IP: *.aster.pl 29.04.05, 16:03
      ale do głowy by mi nie przyszło cytowanie prac studentów bez ich wiedzy i
      zgody, ja nie jestm autorem prac, a ich PROMOTOREM. To niepojęte i naganne
      tłumaczenie. Wstyd
      • Gość: Michal Re: Jestem promotorem prac IP: 140.247.23.* 29.04.05, 18:05
        Fajnie, ze sie Pani wypowiedziala. W pewnym sensie Pani glos likwiduje czesc
        niesmaku, ktory pozostaje po czytaniu wypowiedzi profesorow z SGGW. Mam
        nadzieje, ze tacy ludzie, jak Pani w koncu przewaza na polskich uniwersytetach
        i zaczna narzucac tam odpowiednie etyczne i intelektualne standardy. Serdeczne
        pozdrowienia.
      • Gość: Michal Re: Jestem promotorem prac IP: 140.247.23.* 29.04.05, 18:05
        Fajnie, ze sie Pani wypowiedziala. W pewnym sensie Pani glos likwiduje czesc
        niesmaku, ktory pozostaje po czytaniu wypowiedzi profesorow z SGGW. Mam
        nadzieje, ze tacy ludzie, jak Pani w koncu przewaza na polskich uniwersytetach
        i zaczna narzucac tam odpowiednie etyczne i intelektualne standardy. Serdeczne
        pozdrowienia.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka