Gość: Piaseczno_rulez
IP: *.internetdsl.tpnet.pl
04.08.09, 15:47
Brak ograniczenie ilości kadencji w przypadku wójtów czy burmistrzów to
największy błąd w dość mimo wszystko dobrych regulacjach samorządowych w
naszym kraju. Znam wiele małych gmin, gdzie wójtowie rządzą od lat i nie mają
konkurencji. Taka sytuacja (autentyk) z gminy, gdzie mieszkają moi rodzice.
Gmina ma ok. 2 tys. mieszkańców i każda próba zmiany wójta (przy kolejnych
wyborach)kończy się fiaskiem. Nawet jeśli mieszkańcy tego oczekują i nie
wierzą, że ktoś może pokonać Pan X, który jest od zawsze (od początku reformy
samorządowej). Ostatnio jak pojawił się znaczący kontrkandydat to urzędnicy w
urzędzie gminy stosowali mniej więcej taką strategię do interesantów (mała
gmina=wszyscy się znają), którym mówili, że jak ten nowy ew. wygra to wiadomo,
że nas wszystkich zwolni. Podtekst był prosty; "Pani Zosiu droga, niech Pani
zagłosuje na naszego starego wójta - nawet jak Pani go nie lubi - to on
przynajmniej mnie nie zwolni, a wie Pani jak o robotę na tej wsi ciężko".
To oczywiście tylko jeden ze "sposób" prowadzenia kampanii samorządowych w
małych gminach.
Ograniczenie do dwóch kadencji piastowania stanowiska wójta jet absolutnie
konieczne. Tak swoją drogę to Wyborcza mogłaby z tego niezły temat zrobić. Na
prowincji różne rzeczy się dzieją, jeśli chodzi o władze samorządowe. Niestety
degeneracja postępuje po te wszystkie sprawy nie są na widelcu mediów jak w
dużych miastach.