qqbek
17.12.13, 09:15
Czyli o znajomości przepisów wśród NKE dziś będzie:
A było to tak:
Jako, że posiadam worek pcheł zwany psem, a worek ten co wieczór karmię, a trzeba dodać, że ten worek jest dziurawy, to każdy poranek spędzam na obserwacji zachowań kierowców na skrzyżowaniach równorzędnych, których mam masę w okolicy, a już z 5 to na pewno do skweru na którym mój worek pcheł uwielbia załatwiać to i owo.
No i wracam dziś rano z futrzastym workiem (już pustym) do domu i widzę osobliwą scenę.
Za jednym ze skrzyżowań, jakieś 25m za, gwoli ścisłości, za ściętym drzewkiem, szlakiem połamanych plastików i wytartym krawężnikiem stoi Clio koloru morskiego, któremu coś najwyraźniej od prawej w dupę przywaliło.
Podszedłem do lekko roztrzęsionej kobiety, która Clio prowadziła, zapytać czy wszystko w porządku, czy telefonu jej użyczyć, czy po jakieś służby nie zadzwonić?
Ta, lekko w szoku nadal, twierdzi, że "jakiś bandyta w czarnej terenówce ją rozjechał i uciekł", że nic nie trzeba, że już po policję zadzwoniła, że tamten się nie wymiga (rejestrację zgubił).
Jako, że miejscowa nie była, to na odchodne mnie zapytała, czy tak tu często bywa - odparłem, że stłuczki i owszem, bywają, bo skrzyżowania są równorzędne, ale żeby prawie 30m po takowej odjechał ktoś, to jeszcze nie widziałem.
"Skrzyżowania eee...?" z wielkim "a co to takiego" na twarzy pyta mnie kobieta.
No to tłumaczę, jak krowie na miedzy, że tu się z prawej ustępuje (kobita na oko 55+, więc zakładam, że jeździ już przynajmniej z 10-15 lat).
"A bo wie pan, tamten to stąd, od prawej jechał i we mnie wjechał, ale ja prosto przecież jechałam".
Grzecznie wyjaśniłem, że na mój gust, to ona wymusiła i ją sprawczynią kolizji uzna policja, a tamten odpowie jedynie za ucieczkę z miejsca zdarzenia... nic nie odpowiedziała... chwyciła za telefon, zaczęła gdzieś dzwonić. No to sobie polazłem.
Jak wychodziłem do pracy jakieś 10-12 minut później (po odstawieniu sierściucha do domu) na miejsce jechała właśnie na sygnale "wypadkówka" z drogówki.
Ciekaw jestem, czy Clio zastali na miejscu, czy też mąż/syn/brat pani, po którego tak panicznie zadzwoniła, już zdołali je gdzieś uprzątnąć?
A jeszcze bardziej ciekaw tego, dlaczego ten z terenówki/suv-a wiał, skoro to on był poszkodowanym a nie sprawcą?
Może był "wczorajszy". Ale jak znam swoje osiedle i to co się dzieje na tych wąskich uliczkach, to skłaniam się do twierdzenia, że sam po prostu nie wiedział, że miał pierwszeństwo.