Gość: Agnieszka
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
19.09.05, 23:12
Uważam się z bardzo zieloniutkiego kierowcę. Prawko od paru miesięcy, ale na
co dzień samochodu używa mąż. Ja raczej od święta, ale staram się sporo
jeździć. Z tego też powodu najczęściej prowadzę 'w trasie'. Jeżdżę spokojnie i
niezbyt szybko - do 120, dodam jeszcze, że samochodem powszechnie uważanym za
dostawczaki - renault kango. Z tego też powodu jestem bardzo często
wyprzedzana - za wolno jadę:) Moje obserwacje - mało kto wykonuje ten manewr
poprawnie. Albo zmuszają jadącego z przeciwka do hamowania, albo zajeżdżają
drogę, albo po wyprzedzeniu zajmuje miejsce trzy metry przede mną i tak się
ciągnie uniemożliwiając wyprzedzającym za nimi powrót na właściwą stronę
drogi. Zmusza mnie to do ciągłego kontrolowania we wstecznych czy ktoś mnie
przypadkiem nie zamierza wyprzedzać i myślenia co też może z tego wyniknąć
ciekawego. Na ogół jak mnie wyprzedzają to muszę zdjąć nogę z gazu (ja
rozumiem, że jak jestem wyprzedzana to mam nie przyśpieszać, ale dlaczego im
się wydaje, że ja mam zwalniać)i takim tam (brzydko mówić nie będę) wydaje
się, że dobrze jeżdżą - kiedy tak naprawdę nie potrafią zupełnie ocenić ani
odległości ani możiwości swojego samochodu. Szczytem był samochód z
przyczepką, który wyprzedził mnie tak jakby nie miał przyczepki - tu zdjęcie
nogi z gazu nie pomogło, musiałam hamować, a gość odjechał przekonany o
własnej doskonałości. Pozytywnie zdziwiłam się tylko raz. Ciągnę się jakieś 90
za ciężaróką i nie bardzo chce mi się ją wyprzedać - jak dla mnie za mało
miejsca (jak mówiłam jestem zielonym kierowcą) - we wstecznym widzę 'niezłą
brykę' (nierozpoznawalnej dla mnie marki), za kierownicą młody facet, obok
laska i nic... jadą za mną. Zdziwona patrzę czy nie skręcają czy coś, bo w
identycznych warunkach inni już muszą wyprzedzić, nawet jeśli mieli by się
wpasować między mnie a ciężarówkę (stosowny odstęp przewidująco mam
zachowany). A gość nic, spokojnie jedzie za mną. Dopiero jak się zrobiło
luźniej z przeciwka (nawet jak na moją percepcję) to wyprzedził. Spokojnie,
bez szarpania odjechał w siną dal. Nie wymagało to ani odrobiny mojej uwagi.
Mój apel - nauczcie się tak wyprzedzać. Podobno wyprzedzanie to jeden z
trudniejszych manewrów, a wszystkim się wydaje, że doskonale to potrafią.
Z ciekawostek, na tej samej trasie, ciągnę się za maszyną rolniczą, cholerstwo
szerokie, wlecze się wąską drogą przez las przez trzy zakręty. Gość za mną
strasznie chce wyprzedzić - widoczność zerowa, ja wiem, że tam są trzy
zakręty, więc się grzecznie ciągnę za urządzeniem. Jest prosta. Coś tam z
przeciwka, ale się zmieszczę. Wyprzedzam momentalnie - silnik niezły, samochód
pusty. I po zakończonym manewrze zerkam we wsteczne i co widzę - piruety
gościa, który jechał za mną. Wydawało mu się, że skoro ja wyprzedzam, a taka
jestm lękliwa (nie wyprzedziłam na zakrętach) to i on się zmieści. Na
szczęście zdążył się schować, ale rozbawił mnie nieźle.