mejson.e
23.04.07, 13:59
Ubezpieczyciele niemal już wymagają, by do wszelkich "zdarzeń drogowych" -
nawet głupiego zarysowania lakieru - wzywać policję.
Biorąc pod uwagę, jak dużo poważniejszych spraw ma drogówka na bieżąco,
wzywanie ich do każdej dupereli to co najmniej nadużycie.
Bezwzględnie musimy ich wezwać, jeśli jest ktoś ranny.
Jeśli już przyjadą (czasami odmawiają) do owej dupereli, to często po dłuższym
czasie i zazwyczaj mocno wku...eni, że zawraca sie im głowę czymś takim.
Leci wtedy kilkuset złotowy mandat dla sprawcy, a czasem i dla poszkodowanego,
jeśli blokuje niepotrzebnie ruch.
Spisują mozolnie notatkę, potem mija czas, nim notatka trafi do ubezpieczyciela.
Często jeszcze ubezpieczyciel i tak żąda potwierdzenia okoliczności zdarzenia
od sprawcy i sprawa przeciąga się ruski miesiąc.
A po co to wszystko?
Wystarczy, że ubezpieczyciel "ma jasność w temacie" i potwierdzenia obu stron
zdarzenia.
Ostatnio miałem nieprzyjemność uczestniczyć w takim "zdarzeniu". Poprzedniczka
z opóźnieniem ruszyła na zielonym, daliśmy więc oboje buta i nagle ostre
hamowanie, bo jakaś baba postanowiła zakończyć skręt w lewo na mocno czerwonym.
Trąciłem poprzedniczkę w zderzak, wydawało się że nic się nie stało, ale
jednak pękł jej zderzak.
U mnie poszła tylko ramka tablicy rej.
Udało mi się przekonać poszkodowaną do niewzywania policji i pojechaliśmy do
najbliższej siedziby ubezpieczyciela.
Wypełniliśmy oboje dokumenty, poświadczyłem okoliczności, napisałem
oświadczenie, dałem kopie dokumentów moich i pojazdu.
W efekcie poszkodowana zaoszczędziła kilka dni/tygodni na zakończenie sprawy,
a ja kilkaset zł.
Nie bądźmy końmi dorożkarskimi pędzonymi wygodnickimi zaleceniami
ubezpieczycieli tylko myślmy! Nie tylko przed szkodą ale i po... ;-)
Pozdrawiam,
Mejson
--
Automobil
Forum pozytywnie zakręconych automaniaków.