edek40
10.09.08, 10:44
Wiadomo, ze niewiele psow rozumie ludzka mowe. Te zas, ktore to potrafia, charakteryzuja sie wystarczajacym rozumem, aby odsiewac sieczke od waznych informacji. Co wiecej, psy z reguly nie ogladaja telewizji i nie czytaja, uznajac ze to zwykla strata czasu, bo waznych rzeczy to one ucza sie na podworku, a pier....low wymyslanych przez zsocjalizowanych idiotow w ogole nie przyjmuja do wiadomosci, jako szkodliwych dla tzw. zdrowego rozsadku. Tyle tytulem ogolnego wstepu.
Dzis jechalem sobie uliczka osiedlowa. Chodnikiem spacerowal sobie pies z przyczepionym do siebie wlascicielem. I w pewnym momencie wlasciciel, ubezpieczany smycza oraz otumaniony "prawami pieszych" na drodze, zaczal wlazic prosciutko pod moje auto. Jechalem wprawdzie tylko okolo 40 km/h, ale odleglosc byla na tyle niewielka, a jezdnia waska, ze gosc dostalby strzala dwiema tonami pontiaca. Na szczescie pies, w odroznieniu do przyczepionego do jego obrozy idioty, spojrzaj i zatrzymal sie, pociagajac za smycz. Dzieki temu uratowal poszycia zewnetrzne pontiaca oraz siebie od utraty zycia lub zdrowia.
Wyglada na to, ze przepis wymagajacy przyczepiania wlascicieli do ich psow w miastach ma tzw. drugie dno. To akt desperacji jakiegos naprawde madrego czlowieka, sluzacy prawdziwej poprawie bezpieczenstwa. Mysle, ze przepis powinien, jako niezwykle skuteczny z powodow wymienionych w pierwszym akapicie, rozszezony na wszystkich pieszych, ktorzy uwierzyli w swoje prawa i magiczna moc przepisow i znakow drogowych.