cardemon
08.05.03, 05:50
Znalazł te zapiski na pewnym starym zapomnianym strychu, w sędziwej i
zakurzonej skrzyni. Ich autentyczność nie pozostawiała żadnych wątpliwości.
Musiały pochodzić z czasów, kiedy na Karaibach aż roiło się od pirackich
statków. Większość pisma była nieczytelna, ale na szczęście to, co
najważniejsze zachowało się. Tyle razy wpatrywał się w zapisany rulon, że
mógł go nawet zacytować z pamięci:
"...straszna burza, straciliśmy... statek osiadł na brzegu wyspy. Następnego
słonecznego ranka postanowiliśmy ukryć skarby. Po rekonesansie okazało się,
że na wyspie są tylko dwa punkty orientacyjne: diabelska skała i kamienny
posąg jakiegoś bożka. Wyciągnęliśmy skrzynie ze statku i po podzieleniu się
na dwie grupy zrobiliśmy co następuje: pierwsza grupa poszła od wraku statku
do diabelskiej skały, tam zrobiła zwrot w lewo pod kątem prostym i znów
przeszła dokładnie tę samą odległość, jaką uprzednio pokonała od statku do
skały. Druga grupa w tym czasie przeszła odległość od statku do posągu,
zrobiła zwrot pod kątem prostym w prawo, po czym - podobnie jak pierwsza –
też przeszła tę samą odległość, jaką uprzednio pokonała od statku do posągu.
Postanowiono, że skrzynie ze skarbami zostaną zakopane dokładnie w połowie
drogi między pozycjami, w jakich znalazły się teraz obie grupy. Wyznaczyliśmy
więc, jaka jest odległość w linii prostej między nami, po czym znaleźliśmy
dokładnie środek tej linii i tam zakopaliśmy skrzynie... Wróciliśmy do
statku, odczepiliśmy łodzie i ruszyliśmy szukać naszej drogi powrotnej do
domu..."
Dalej były obliczenia i opisy pozycji wyspy, z których, dla kogoś tak
obeznanego w karaibskich wyspach jak on, nie stanowiło większego problemu
zidentyfikowanie, o jaką wyspę chodzi. Długo rozważał, czy warto porywać się
na skarb, którego mogło już dawno nie być na miejscu. W końcu powziął
decyzję. Wsiadł na swój jacht i popłynął. Po kilku tygodniach dotarł na Wyspę
Skarbów - jak ją w myślach nazwał - i ruszył na rekonesans. Wyspa nie była
zbyt duża, więc po niecałym dniu znalazł skałę z odciśniętą jakby głową
diabła i kamienny posąg jakiegoś bóstwa. Postanowił następnie poszukać wraku
statku, jakim rozbili się piraci. Ruszył więc wzdłuż brzegu wyspy wypatrując
szczątków. Zabrało mu to prawie trzy dni, by przejść całą piaszczystą plażę
wokół wyspy, ale nic nie znalazł, ani śladu. Morze musiało wszystko wypłukać
przez te kilkaset lat. Usiadł i zaczął się zastanawiać, co dalej począć.
Co wymyślił?
Życzę wszystkim powodzenia ze znalezieniem skarbu i proszę o nierysowanie w
odpowiedzi szkiców. ;)
CdM