Dodaj do ulubionych

Cho no i objaw się

23.11.09, 08:43
bo zapytanie na gwałt mam ;-}
Obserwuj wątek
    • wacikowa Re: Cho no i objaw się 23.11.09, 08:47
      Objawiam się i słucham?:)
      • modliszka61 Re: Cho no i objaw się 23.11.09, 18:40
        wacikowa napisała:
        wacikowa napisała:
        Pani Wacikowa,ja mam towarzyski szlif i do osobniczek żeńskich nigdy cho
        no....no co Pani..? To jest źle widziane i niepochlebnie świadczy o wołającej.
        Zbyfa wołałam,bo wczora pobłąkał się na Hali i nie zdążyłam go pobrać. ;-]
    • zbyfauch Re: Cho no i objaw się 23.11.09, 08:49
      Ale nie chodzi o powershota A580, bo to m.in. widnieje w informacji
      exif rzeczonego zdjęcia?

      Ale żeby od razu na gwałt? ;)
      • wacikowa Re: Cho no i objaw się 23.11.09, 08:58
        No to mam wolne:]
        • zbyfauch Re: Cho no i objaw się 23.11.09, 09:04
          wacikowa napisała:
          > No to mam wolne:]

          Myślisz, że jak wróciłem z urlopu to możesz się odwrócić na drugi
          bok i zachrapać?
          Oooooooooo nie! ;)
          • wacikowa Re: Cho no i objaw się 23.11.09, 09:15
            Tak,tak:) Ja jeno pogotowie kanalizacyjne:)
      • modliszka61 Re: Cho no i objaw się 23.11.09, 18:58
        zbyfauch napisał:
        > Ale nie chodzi o powershota A580, bo to m.in. widnieje w informacji
        O powodzenie misji chciałam na gwałt zapytać.Czy wsunąłeś ZALAKOWANĄ kopertę w
        szczelinkę?.....bo jakoś pragnienie się nie sprawdza...
        Co do powershota A580 to nie chodziło o ten kawałek boskiego różowego ciała com
        go na uciechę dla wielu wystawiła wczora...
        ALE!!!!!!!! cudowny jest tok Twojego legendowania!
        No,kurde,perełka :-}}}}}}}}}
    • zaza.isztad Re: Cho no i objaw się 23.11.09, 15:02
      Tey, cho no tu!
      tak to szło.
      Było ich zazwyczaj trzech, w porywach pięciu.
      Gdy było pięciu, był z nimi herszt. Jak ja się w nim kochałam!
      Zawsze stali przy ogrodzeniu przed dziedzińcem szkolnym i gdy się dzieciarnia w
      tornistrach z niego wysypywała, wszystkie zaskórniaki oddać im musiała.
      Rozbiłam skarbonkę, zawartość podzieliłam na ilość dni szkolnych i z działką
      poszłam do szkoły. Gdy nadszedł czas okupu, wyciągnęłam
      na ręce swoją dolę.
      Herszt spojrzał na mnie jak na dżdżownicę, którą właśnie rozdeptał. Ty, mała,
      jaja sobie z nas robisz?
      Tłumaczę, chcę codziennie udział w darowiźnie mieć.
      Zawrzeć przymierze z nami chcesz? Krwi? zapytałam.
      Jutro się poleje, gdy całości nie zobaczę.
      Nawet żyletkę ze sobą nazajutrz zabrałam.
      Potem ich długo nie widziałam. Jakieś temu dwa lata ich widziałam,
      podtatusiałych, brzuchatych i Rutkowskiego z brygadą, i okrzyki: gleba! gleba!
      słyszałam. I dobrze ciemno już było.
      • zbyfauch Re: Cho no i objaw się 24.11.09, 08:59
        zaza.isztad napisała: (...)

        Bardzo smutna historia i bardzo piękna.

        Czyżbyś Królowo z Kwiatkowską spokrewniona była? Z tą, co ją
        katować i tratować...?

        Ja znałem jedynie Fumisia Słoneczko.
        Chodził ze mną do pierwszej klasy i któregoś pięknego poranka
        pojawił się w klasie ze sporym, wymazanym długopisem na czole kołem
        (nie okręgiem). Na pytanie pani, "Fumiś,co to?" zeznał "słoneczko".
        Niestety, nie dane mi było partycypować w jego dalszych losach.
        Poszedł drogą kształcenia specjalnego.
        Może dzisiaj jest jakimś zblazowanym artystą na ostatnim piętrze
        nowojorskiego drapacza chmur, gdzie za tysiąc dolarów można
        obejrzeć jego słoneczko?
        • zaza.isztad Re: Cho no i objaw się 24.11.09, 10:55
          O Królu.
          Serce Twe jak kryształ, na miliardy cząsteczek światło rozbija i tyluż obdarować
          światłem może bogaczami ich czyniąc.
          Smutku się dopatrzyłeś tam, gdzie ja go wtedy nie zauważyłam, a przecież życie
          na mych oczach dżdżownica straciła.
          Radosny był ten czas, każdy dzień nowymi doznaniami pulsował. Gdy Herszt
          drobniaki z mej dłoni co do jednego zbierał, królową w gronostajach się czułam.
          W sentymentalizm jednak nie chcę popadać i nad losem owych zwierzątek i ich
          ogonków się rozwodzić, by zaledwie jedną pelerynkę
          uszyć.

          Twój kolega Fumiś niebywałą fantazję miał. Kto wie, kto wie, może to jego
          właśnie obraz mam? Pierwszy, jaki kupiłam. Wprzódy prawie codziennie do galerii
          zachodziłam zachwycać się nim. Na jasnym tle, czarną farbą maźnięty kwadrat.
          Znajomy ojca, z którym w brydża grywa i który ma hobby ogródek uprawiać, gdy
          obraz ten zobaczył, spytał; sam żeś go se pan namalował?
          • zbyfauch Re: Cho no i objaw się 25.11.09, 09:10
            Smutkum się dopatrywał w zakończeniu, w Rutkowskim walczyka
            wołomińskiego wiodącym.

            A obrazu Fumisia raczej nie masz.
            On to bowiem, sam dziełem sztuki będąc, być jedocześnie twórcą i
            tworzywem nie może, że tu tak sobie klasyka zacytuję.
            • zaza.isztad Re: Cho no i objaw się 25.11.09, 14:30
              Tak jest, Sokole.
              Nie wszystko Słoneczkiem jest, co nas oślepia czasami.
              A siła rażenia owym światłem większa bywa, niźli siła rażenia tsunami.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka