Dodaj do ulubionych

Fatalna pomyłka

13.08.07, 12:17
Pracujac swego czasu w handlu zagranicznym, podejmowalem Niemca,
ktorego znajomosc polskiego mnie zadziwila. Na pytanie skad tak
dobrze zna polski, opowiedzial mi przygode swojej zony, ktora
doprowadzila go do poznania naszego jezyka. Otoz Niemiec ow ozenil
sie z Polka. Zona jego miala szczere checi nauczyc sie niemieckiego.
Pewnego razu podeszla do grupki ludzi aby zapytac gdzie jest sklep
spozywczy, bo nie znala jeszcze dobrze miasta. Nie zdajac sobie
sprawy z niewlasciwego rozroznienia slow, zadala pytanie: “Wo sind
die liebesmittel?” Salwa smiechu jaka wywolala tym pytaniem
skutecznie odwiodla ja od nauki niemieckiego, stad maz jej zmuszony
zostal do nauczenia sie polskiego.
Obserwuj wątek
    • Gość: borgia a lol.... normalna rzecz... obojętnie czy w DE, IP: *.iesy.net 13.08.07, 13:20
      a lol.... normalna rzecz... obojętnie czy w DE, Francji, USA...
      Tuvalu, Vanuatu lub Timbuktu.... Scheißegal! Wszędzie, gdzie
      człowiek próbuje dukać w jakiejś tubylczej gadce - można natrafić na
      śmieszki, głupie dowcipy... docinki - po wzruszenie ramionami,
      obojętność, niezauważenie... a w najgorszym przypadku - to i po
      pysku można dostać - niektóre nieporozumienia, mogą być fatalne...
      To żaden tam niemiecki fenomen - czy specjalność ...- ten kto
      doświadczył np. we Francji - ich "języczną" gościnność - kann
      bestimmt ein Lied davon singen....

      A jak to było z tym jej mężem w Polsce? Kiwano mu ze zrozumieniem
      głowami? Ja wiem, z radością i uśmiechem, starano okazać
      wyrozumiałość cudzoziemcowi - tylko jak już się naprawdę nie dało -
      padały nielicznie i bardzo po cichu - niewielkie korekturki - no
      cacy, nic tylko się polskiego - w Polsce uczyć...

      Ja to mam w ogóle bardzo łatwą - zupełnie uniwersalną metodę nauki
      języków obcych --> einfach reden, wie einem der Schnabel gewachsen
      ist - mówić, co ślina na jęzor przyniesie, otwarcie, bez zahamowań i
      żadnych schnick-schnacków... Po prostu - najpierw gadać, a potem się
      zastanawiać co się powiedziało! Najważniejsze to pozbyć się tej
      blokady, tego wstydu - on często jest w ogóle bezpodstawny! Ta
      blokda powoduje często, że stoimy w miejscu, wpadamy w panikę czy
      paranoje... Wtedy to jesteśmy rozproszeni, zamiast koncentrować się
      na tym - co chce się powiedzieć, uważamy za to na objawy
      najmniejszej krytyki, zamieniamy się w słup soli, zaczynamy się
      pocić i zachowywać jak Kaninchen vor der Schlange...Wtedy to - parę
      uśmieszków - rośnie do "salwy śmiechu" - a normalne "noch mal
      bitte..." - wydaje się aroganckie i wrogie... A tak wcale nie jest -
      zwykła bagatelka...
      pozdro.

      • Gość: jecki jakbys Waszmoscina balsamem IP: *.pools.arcor-ip.net 13.08.07, 17:52
        malutkie duszyczki posmarowala... :-)

        j.
        • Gość: borgia a co? czyżbyś Waćpanna, też podobnych IP: *.iesy.net 13.08.07, 23:53
          do moich harców doświadczyła? ... A jakimi Twojimi poradami czy
          podpowiedziami byś nam Waćpana mogła służyć?
          Bo moim zdaniem, cha! rzucić męża na pastwę jakiś tam obcych
          języków - to raczej głupotka niezła.... żeby nie powiedzieć
          zaściankowość i kołtunizm (kołtuństwo?)... To cieszy się baba, że
          niby zabłysła inteligencją i babskim sprytem - obracając kota do
          góry ogonem - triumfując, że tak pozbyła się tego przykrego
          obowiązku - nauczenia się języka - no... jej jakby nie było męża...
          No chyba że mit Absicht - na pogaduszkę z mężem - nie miała od
          samego początku - zbytnio ochoty... To taka Scheinehe chyba była...
          No ale i tak moim zdaniem - mogła przecież szansę chwyćić za kark -
          i się uczyć tego DOICZA... Ja nie wiem - takie babsztyle - to moim
          zdaniem - to są urodzone... wieczne ofiary - niewolnice własnej
          głupoty... A niech się cieszy z tej swojej własnej głupoty... Nigdy
          i tak nie pojmie, że sama się wykiwała... No ona to umrze głupią,
          ohne Chance auf Verbesserung - jak Amen w pacierzu...
      • al.1 Re: a lol.... normalna rzecz... obojętnie czy w D 14.08.07, 10:06
        Gość portalu: borgia napisał(a):
        ...
        > A jak to było z tym jej mężem w Polsce? Kiwano mu ze zrozumieniem
        > głowami? Ja wiem, z radością i uśmiechem, starano okazać
        > wyrozumiałość cudzoziemcowi - tylko jak już się naprawdę nie dało -
        > padały nielicznie i bardzo po cichu - niewielkie korekturki - no
        > cacy, nic tylko się polskiego - w Polsce uczyć...

        Z tym czlowiekiem, co mi opowiedzial te historie, widzialem sie
        tylko raz. Com uslyszal, tom opisal. On sie polskiego uczyl w
        Niemczech, glownie od zony. Co do reszty, poglad podzielam.

        Pozdrowiska

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka