aniol172
04.01.06, 23:00
To bylo w sylwestrowa noc...bylo pieknie jak zawsze gdy jestesmy
razem.Sylwestrowy nastroj,szampan,romantyczna muzyka i my sami swietujacy w
pokoju...zaczelismy sie namietnie calowac i przytulac.Pragnelismy sie
niesamowicie,wystarczylo tylko...ale w ostatniej chwili powiedzialam sobie
nie i sie wycofalam...Myslalam ze moje zasady nie pozwola mi tak daleko sie
posunac..Jednak to prawda ze gdy sie kogos kocha naprawde to trudno jest
myslec rozsadnie.W tym przypadku jednak moje zasady zwyciezyly(na szczescie)
Wiem ze jak sie kogos naprawde kocha to dusza i cialem ze nie ma sie zadnych
oporow...ale ja zaczelam watpic w to czy on darzy mnie takim samym
uczuciem...Mianowicie chodzi mi o to ze po tym sylwestrze to zmienil sie jego
stosunek do mnie.Odnosze wrazenie tak jakby byl zawiedziony ze do niczego nie
doszlo tamtej nocy...tak jakby mu juz nie zalezalo...I co ja mam teraz myslec?
Czy jakbym sie z nim kochala to by on inaczej sie zachowywal?wychodzi na to
ze on tylko czeka na seks.Nie zaluje tego bo uwazam ze to nie ja jestem
niegotowa tylko on..i pewnie bym zalowala.Nie chce byc zraniona.Chce byc
poprostu kochana!Czy tak wiele wymagam?Co ja mam teraz myslec ?Co robic?Jaj
zatrzymac mezczyzne nie oddajac mu sie?i sprawic zebym byla dla niego
najwazniejsza?Pomozcie!!! Przeciez ja nie uznaje seksu przed slubem!no coz
zycie plata nam rozne figle...