Gość: martiene
IP: *.konin.cvx.ppp.tpnet.pl
08.03.03, 11:48
Z góry przepraszam panie i dziewczyny, których to, co piszę nie
dotyczy, nie chcę urazić żadnej uczciwej osoby, mam jednak pytanie, na które
sama nie potrafię odpowiedzieć - chyba nie znam się na tej materii zbyt
dobrze. Otóż chodzi mi o próbki i testery kosmetyków. Jak żyję, nie dostałam
w perfumerii próbki podkładu, kremu lub perfum, gdy o nie poprosiłam - chodzi
mi o sytuację, gdy nie dokonuję zakupu. Myślałam, że polityka reklamowa firm
nastawiona jest na zdobywanie nowych klientek lub/i przekonywanie stałych do
kolejnych zakupów. Wiem, że nie jest tak, że próbkę otrzymuje się tylko za
zakup danej firmy np. kupuję Chanel-dostaję Chanel, bo wielokrotnie przy
zakupach dostawałam próbki innych firm, niż zakupiona.
Co więc muszę zrobić, żeby dostać próbkę np. podkładu, który
chciałabym nałożyć spokojnie w domu na twarz, na swoje kosmetyki, czystymi
rękami,siedząc przed lustrem, zamiast stojąc w płaszczu nad lusterkiem w
perfumerii pod okiem skwaszonego personelu smarować podkładem nadgarstek - to
nie na nim mam pryszcze i rozszerzone naczynka. Przy jakimkolwiek pytaniu o
próbkę słyszę "nie mamy". Jak to, nie macie? A gdzie one są? Czy dystrybutor
nie daje żadnych próbek? Czy wzięły je już wszystkie koleżanki pań z
perfumerii? Tak samo rzecz ma się z testerami - nie ma ich, bo...? No
właśnie - kilentki pokradły? A może zostały sprzedane za pół ceny?
Jestem zirytowana :/ Nie stać mnie na finansowe wpadki rzędu 200
złotych, już zakupiłam jeden podkład, który straszy mnie z półki, bo nie
miałam jak go dobrze ocenić. Kilkakrotnie wydałam kilkaset złotych na
kosmetyki i nie dostałam ani jednej próbki, przed samą gwiazdką straciłam 490
zł na kremy Shiseido dla mamy i dostałam kupon rabatowy, który setkami walał
się po perfumerii, dostępny za darmo dla wszystkich. Próbek nie ma bez
zakupu, nie ma za zakupy. Mieszkam w Poznaniu, gdzie jest kilka dużych
perfumerii. Nie wiem, jak mało zarabia ich personel, ale trudno liczyć na
pomoc gdziekolwiek. Ewentualnie dostanie się od pani starannie wymalowanej
(czym? testerami!) jeden (!) wacik nasączony mleczkiem do zmycia makijażu i
miejskiego pyłu z całej twarzy - na to można się pod czujną obserwacją
wysmarować jednym podkładem z dwóch dostępnych odcieni i obejrzeć w
halogenowym świetle w małym lusterku postawionym na ladzie. Płatek chowam do
kieszeni, gdyż nie ma śmietniczki... Kiedyś w małym miasteczku w Niemczech
poszłam do perfumerii, gdzie posadzono mnie na krześle, zmyto dokładnie,
dobrano mi krem, nałożono podkład i pożegnano z uśmiechem bez najmniejszej
aluzji co do zakupu - to ta pensja w euro tak działa? Do kupionego podkładu
dostałam torebkę z kilkunastoma próbkami dla mojego wieku i typu skóry. Witaj
Unio Europejska...
To nie jest mój życiowy problem. To nie spędza mi snu z powiek.
Jednak raz na jakiś czas przypominam sobie o tym. Zarabiam dość sporo, jednak
nie lubię wyrzucać pieniędzy - kto zresztą lubi? Mam wrażenie, że perfumerie
to raj dla pracujących tam osób i ich przyjaciółek, co widać w makijażach i
czuć w perfumach personelu - ja natomiast zarabiane po 12 godzin dziennie
pieniądze wydaję w stresie i z obawą, że zakłócam komuś jego komfort
psychiczny prosząc o pomoc w doborze preparatu i że poniżam się pytając o
bonus do zakupu za 20% mojej miesięcznej pensji :( Kiedyś któraś z
dziennikarek napisała, bardzo słusznie zresztą, żeby nie brać do siebie
humorów obsługi, gdyż ich zarobki na pewno nie pozwalają im na zakup
sprzedawanych przez nie kosmetyków. To prawda, ale to JA się stresuję. A one
kosmetyki i tak mają za darmo.
Martiene