gossie
14.08.07, 11:28
z przyjemnoscia wpuszczam pod dyskusje moj problem, z nadzieja ze
ktos udzieli mi jakiej rady-porady.
zyje sobie w zwiazku na odleglosc juz 2 lata i poki co dobrze mi z
tym. tesknota - tak i owszem, ale czeste spotkania, skajp, komorka
bardzo w tym pomagaja. ostatnio moj luby zaczal cos napomykac o
przeprowadzeniu sie do mnie - do mojego miasta, celem zamieszkania
razem. troche mnie to zbilo z tropu, gdyz nie chcialam zamieszkiwac
z nim (ani z zadnym innym przed zamazpojsciem - gdyz wychodze z
zalozenia, ze wtedy malzenstwo nic nie zmienia, wiec traci to sens).
on chce miec ze mna prowizoryczny dom (musielibysmy cos wynajac),
bedziemy spedzac troche czasu razem, z zaznaczeniem,ze on bedzie
czesto wyjezdzal - 50% czasu spedzalby tu, a 50% gdzies indziej, ale
on chce miec do kogo wracac. hmmm. nie wiem jak sie do tego
ustosunkowac. kocham go oczywiscie, wiem ze nasza sytuacja jest
wyjatkowo skaplikowana (ja nie moge jeszcze podejmowac powaznych
decyzji bo studia, robota, rodzina i dlugo by wymieniac, a on tez
jest zwiazany z pewnym srodowiskiem z ktorym ja mam niewiele
wspolnego), mamy za soba powazny kryzys, ale ciesze sie ze jakis
wspolny plan na przyszlosc jest. teraz on codziennie pyta czy
myslalam nad jego propozycja, ja mu na to ze troche i ze nie jestem
pewna, a on mnie dalej przekonuje.
drogie panie i drodzy panowie, co sodzicie nt propozycji, ktora
przedstawil mi moj luby? potrzebuje swiezego spojrzenia na sprawe.
jak mam do niego przemowic, nie ujmujac tego zbyt dosadnie, ze
mieszkanie przed slubem ma tez swoje minusy - ja nawet widze ich
wiecej. (zaznacze tu ze nie jestem konserwatywna panna, wrecz
przeciwnie--czerpie radosc z seksu oraz z codziennego zycia pelnego
mniejszych i wiekszych przyjemnosc, bywaly czasy kiedy mieszkalismy
razem przez miesiac, czesto wyjezdzamy wspolnie. Mam jednak pewne
zasady, obawy, jak i marzenia i pomysly na wspolna przyszlosc i nie
chce tego wszystkiego niepotrzebnie przyspieszac)
jezeli cos jest niejasne, prosze pisac.
pzdr
g.