Gość: polimer
IP: *.it-net.pl
02.08.02, 21:16
Rządowi urzędnicy, którzy mają nas wprowadzić do Unii Europejskiej to ludzie
prezydenta Kwaśniewskiego
Ich troje z Brukseli
W roku 2004 Polska ma zostać członkiem Unii Europejskiej. Tak przynajmniej
twierdzą przedstawiciele obecnego rządu, który podporządkowanie naszego kraju
Brukseli postawił sobie za cel numer 1. O Unii mówią wszyscy ministrowie tego
gabinetu i to przy każdej okazji. Są jednak trzy osoby, które zostały
skierowane tylko na odcinek "integracja europejska". Gdyby brać poważnie to,
co głoszą euroentuzjaści, można by odnieść wrażenie, że właśnie od tej trójki
zależą dalsze losy naszego kraju.
Od Peerelu do kontrwywiadu
Przede wszystkim dotyczy to głównego negocjatora z UE, którym jest obecnie
Jan Truszczyński. Ten 53-letni warszawiak to typowy przedstawiciel PRL-
owskiej dyplomacji, która bryluje także w III Rzeczpospolitej. W 1972 r.
uzyskał tytuł magistra ekonomii po studiach na Wydziale Handlu Zagranicznego
Szkoły Głównej Planowania i Statystyki i zaraz potem rozpoczął pracę w
Ministerstwie Spraw Zagranicznych. Później zaczęły się wyjazdy: w latach 1978-
1982 był drugim sekretarzem ambasady w Hadze, od 1988 r. radcą w ambasadzie w
Brukseli, a w latach 1989-93 radcą-ministrem pełnomocnym w
przedstawicielstwie RP przy Wspólnotach Europejskich. Później opuścił MSZ i
pracował w Banku Inicjatyw Gospodarczych, a następnie w belgijskim Krediet
Bank.
W 1996 r. został ambasadorem Polski przy Unii Europejskiej i "zasłynął"
głównie tym, że za 10 milionów dolarów wybudował imponującą siedzibę ambasady
w Brukseli przy alei Trevuren, przy której stoją budynki Rady UE i Komisji
Europejskiej. Po powtórnym zwycięstwie w wyborach prezydenckich Aleksander
Kwaśniewski zatrudnił Truszczyńskiego w swojej kancelarii jako podsekretarza
stanu i szefa Biura Integracji Europejskiej. Stamtąd ściągnął go do MSZ nowy
premier Leszek Miller, również mianując podsekretarzem stanu i zarazem
głównym negocjatorem.
Niedługo po tej nominacji, w listopadzie ubiegłego roku, dziennik "Życie"
ujawnił, że Truszczyński współpracował z wywiadem PRL, ale jego oświadczenie
lustracyjne, w którym przyznał się do tej współpracy, nie zostało przesłane
do publikacji w "Monitorze Polskim". Podobno zawinił tu jakiś urzędnik z
Kancelarii Prezydenta i dopiero po interwencji rzecznika interesu publicznego
dokument trafił tam, gdzie powinien. Oczywiście Kwaśniewski nie omieszkał
zapewnić, że cała sprawa w ogóle nie odbije się na naszym wejściu do UE.
Brudne ręce Danuta Hübner
Formalną zwierzchniczką głównego negocjatora jest w tym rządzie Danuta
Hübner, sekretarz stanu w MSZ (czyli pierwszy zastępca ministra) i zarazem
sekretarz Komitetu Integracji Europejskiej. Rok starsza od Truszczyńskiego,
także rok wcześniej ukończyła ten sam wydział tej samej uczelni. Na studiach
związała się z ZSP, o którym później mówiła w jednym z wywiadów: - Zrzeszenie
Studentów Polskich było wtedy organizacją całkowicie apolityczną, działałam w
komisji kultury rady wydziałowej. W ciekawym towarzystwie, z Józefem Oleksym,
Dariuszem Rosatim, Leszkiem Balcerowiczem, Niką Bochniarz, Grzegorzem
Wójtowiczem ("Wysokie Obcasy", dodatek do "Gazety Wyborczej", 8.06.2002 r.).
W tym samym wywiadzie pani minister wspomniała, iż jej ojciec walczył w AK,
co oczywiście nie przeszkodziło jej wstąpić później do PZPR. Zresztą sama
przyznaje, że zrobiła to tylko dla kariery naukowej: trzy lata po studiach
uzyskała doktorat, później habilitację, a w 1992 r. została profesorem nauk
ekonomicznych. Jest też redaktorem naczelnym miesięcznika "Gospodarka
Narodowa" i zastępcą naczelnego w dwumiesięczniku "Ekonomista". Pracę naukową
kontynuowała także na uczelniach w Madrycie, San José, Berkeley i Sussex.
Za pierwszych rządów koalicji SLD-PSL, w 1994 r., Danuta Hübner została
wiceministrem przemysłu i handlu, zajmując się negocjacjami o członkostwo
Polski w OECD. Wtedy też znalazła się na liście wysokich urzędników
państwowych, pobierających wynagrodzenia za pełnienie funkcji w spółkach
skarbu państwa, którą przedstawił ówczesny minister sprawiedliwości
Włodzimierz Cimoszewicz (tzw. akcja "czyste ręce"). Zasiadała bowiem w Radzie
Nadzorczej Powszechnego Banku Kredytowego. Po ujawnieniu tego faktu miała
zrezygnować z pobieranych tam pieniędzy.
W październiku 1996 r. ten sam Cimoszewicz, już jako premier, powierzył jej
zadanie utworzenia, a następnie kierowania Komitetem Integracji Europejskiej.
Natomiast pod koniec 1997 r., gdy zmienił się rząd, została szefem Kancelarii
Prezydenta, którą to funkcję pełniła tylko przez rok, by przenieść się do
Genewy. Tam bowiem powierzono jej stanowisko zastępcy sekretarza wykonawczego
Europejskiej Komisji Gospodarczej ONZ. W lipcu 2000 r. awansowała na
sekretarza wykonawczego Komisji w randze zastępcy sekretarza generalnego ONZ.
Dopiero zeszłoroczne zwycięstwo wyborcze SLD skłoniło ją do powrotu do kraju
i ponownego objęcia kierownictwa KIE.
Wiatr poniewierany w piaskownicy
Ale na tle Hübnerowej i Truszczyńskiego naprawdę barwny jest życiorys
trzeciego głównego "europejczyka" w tym rządzie, Sławomira Wiatra. Urodził
się w roku 1953, gdy jego ojciec, partyjny socjolog Jerzy Wiatr, wykładał już
marksizm na Uniwersytecie Warszawskim. Socjologiem była też jego matka
pochodząca z rodziny o silnych komunistycznych tradycjach. Po latach tak
wspominał dzieciństwo: Z polskim antysemityzmem zetknąłem się przed 1968
rokiem, w warunkach piaskownicy. Byłem trochę poniewierany. Tak wyglądało
moje dzieciństwo na warszawskiej Starówce i pierwszy etap uświadamiania sobie
żydowskiego pochodzenia ("Gazeta Wyborcza", 24.06.1996 r.).
Po rozwodzie rodziców ojczymem Sławka został Gustaw Alef-Bolkowiak, dawny
partyzant GL, który w latach 60. był oficjalnym "Żydem Moczara". To właśnie
gen. Mieczysław Moczar mianował swojego dawnego przyjaciela przedstawicielem
ZBoWiD-u w Międzynarodowej Organizacji Kombatantów w Wiedniu i tam swoje
pierwsze austriackie kontakty nawiązał młody Wiatr. W 1968 r. jego matka
zamierzała na stałe zostać za granicą, ale ostatecznie wróciła do kraju -
skończyło się tylko na rozwodzie z Bolkowiakiem, który zadeklarował swoją
lojalność wobec Moczara.
Sławomir Wiatr ukończył Wydział Prawa i Administracji UW, zrobił doktorat z
nauk politycznych, później pracował m.in. w Instytucie Nauk Politycznych
Uniwersytetu Wiedeńskiego, w Centralnym Ośrodku Metodycznym Studium Nauk
Politycznych UW i w Zakładzie Nauk Zarządzania PAN. W czerwcu 1976 r., w
dniu, kiedy premier Piotr Jaroszewicz ogłaszał podwyżki cen żywności, młody
Wiatr wstąpił do partii. Jednak prawdziwą karierę zaczął robić pod koniec lat
80., kiedy został jednym z liderów wewnątrzpartyjnego "reformatorskiego"
Ruchu 8 Lipca, do którego należeli m.in. Zbigniew Siemiątkowski, Danuta
Waniek, Tomasz Nałęcz.
Od marca 1989 r. Wiatr kierował Sekretariatem Komisji Młodzieży, Stowarzyszeń
i Organizacji Społecznych w KC PZPR, a od sierpnia do rozwiązania partii w
styczniu 1990 r. był sekretarzem KC jako jeden z młodych wybrańców
Mieczysława Rakowskiego (obok Marcina Święcickiego, później polityka UW, i
Marka Króla, redaktora naczelnego tygodnika "Wprost"). Znalazł się oczywiście
wśród założycieli SdRP, ale po przegraniu wyborów parlamentarnych w 1991 r.
zrezygnował z funkcji partyjnych i zajął się biznesem. Karierę polityczną
robił za to jego ojciec, który w rządzie Cimoszewicza był nawet ministrem
edukacji.
Wykorzystując swoje austriackie kontakty, Sławomir Wiatr wprowadził do Polski
sieć supermarketów Billa. Jego nazwisko figuruje także przy wielu innych
przedsięwzięciach: od 1993 r. kierował firmą Mareco Polska/Gallup
International zajmującą się badaniami rynku i opinii publicznej, od 1994 r.
zasiadał w zarządzie Alpine Service Sp. z o.o. (branża budowlana), od 1999 r.
przewodniczył Radzie Nadzorczej Mitpol Sp. z o.o. (impo