Gość: polimer
IP: *.it-net.pl
14.09.02, 21:24
O efektach dotychczasowych negocjacji Polski z Unią Europejską z Carlem
Beddermannem rozmawia Waldemar Maszewski
W wywiadzie dla polskiej gazety ujawnił Pan ogromne marnotrawienie pieniędzy
w Unii Europejskiej. Czy to było oficjalnym powodem zdymisjonowania Pana?
- Nie przedstawiono mi do dziś oficjalnego powodu. Jedno jest pewne: polska
opinia publiczna nie ma prawa dowiedzieć się o gigantycznych zarobkach
unijnych ekspertów w porównaniu z wynagrodzeniem polskich specjalistów tej
samej klasy ani o zagrożeniach dla Polski, jakie płyną z Brukseli. Wystarczy
porównać zarobki szefa unijnej delegacji w Polsce. Bruno Dethomas zarabia
kilka razy tyle, co prezydent waszego kraju. Unijny ekspert w czasie pobytu w
Polsce pobiera cały czas swoją krajową pensję - ok. 18 tys. zł netto, ponadto
dostaje wynagrodzenie eksperta - przeciętnie około 840 zł dziennie, i zwrot
kosztów podróży plus diety - 1.500 zł dziennie. W sumie codziennie zarabia
ponad 3.100 złotych. Polski ekspert z tym samym doświadczeniem i
wykształceniem za miesiąc pracy dostaje przeciętnie 3 tys. złotych. Jak w
takim razie można mówić o sprawiedliwości czy równości?
Co wzbudziło Pana sceptycyzm wobec postępowania UE?
- Zaproponowali wam warunki nie do przyjęcia, jakich nie wolno wam
zaakceptować. Lepiej byłoby dla was poczekać kilka lat, aby uzyskać
sprawiedliwe porozumienia, o których dzisiaj nawet nie możecie marzyć. Co się
stanie z waszym rolnictwem? Na to, aby osiągnęło ono standardy zachodnie,
trzeba by poczekać 15 lat, a do tego czasu polscy rolnicy przestaną
egzystować. Musicie zachować swój własny rynek i przede wszystkim zamknąć
granicę dla zalewającego was towaru - często wątpliwej jakości - produkcji
zachodniej.
Władze w Warszawie przekonują, że po wstąpieniu do UE otworzy ona granice dla
naszego eksportu.
- Nie liczcie na wzrost eksportu. Już teraz kraje Unii nie mają gdzie
sprzedać swoich towarów. Więc co by zrobiły jeszcze z importem z Polski?
Owszem, zwiększy się import, ale towarów zachodnich na wasz rynek.
Społeczeństwo musi nareszcie uwierzyć, że na obecnych warunkach wejście do
struktur unijnych nie jest dla was żadnym interesem. Jedyna wasza nadzieja to
powiedzieć w referendum wyraźnie: NIE. Na takich warunkach - NIE, dziękujemy.
A warunki już teraz się nie zmienią, jest już za późno. Nie chcę przez to
powiedzieć, że za wszelką cenę należy odrzucić wizję wspólnej Europy. Ale na
obecnych zasadach należy powiedzieć tej "integracji" zdecydowanie NIE!
Polska nie powinna wejść do struktur unijnych na zasadach kolonialnych i
niewolniczych, lecz na zasadach partnerskich, a przy obecnie prowadzonych
negocjacjach jest to niemożliwe. Brukseli bardziej zależy na waszym wejściu,
niż wam się zdaje. A wy nie potraficie tego wykorzystać. Ja nie mam żadnego
interesu, aby was zrażać do UE. Lubię wasz kraj i życzę mu jak najlepiej.
Dlatego nie mogę się pogodzić z jawną niesprawiedliwością i wykorzystywaniem
was przez urzędników brukselskich. Będziecie całkowicie uzależnieni od władz
Unii. Nie liczcie na wielkie inwestycje w waszym kraju. Unia przede wszystkim
zamierza rozbudować w Europie Wschodniej i Środkowej swoje rynki zbytu.
Jak wytłumaczyłby Pan fakt usilnego wciągania naszego kraju do Unii przez
tzw. elity polityczne w Polsce?
- Właśnie one skorzystają naj bardziej, szczególnie ci, którzy znajdą się w
grupie oddelegowanej do pracy w Brukseli. Otrzymają wynagrodzenie miesięczne
po około 10 tys. euro (ok. 40 tys. zł) i będą zachwyceni, a reszta? Co na tym
zyska reszta społeczeństwa? Nic! Podczas referendum będziecie mieli ostatnią
szansę sami zadecydować o swoim losie, później będzie rządzić Bruksela.
Dzisiejsza Unia to już nie raj - niski wzrost gospodarczy, duże bezrobocie i
niesprawiedliwość społeczna. Straszą was, że jak nie Unia, to zacofanie, brak
kompetencji i korupcja. Tak naprawdę, to korupcja w krajach unijnych nie jest
mniejsza od tej w Polsce, tylko o tym u was się nie mówi. Nie ufajcie
bezgranicznie politykom unijnym. Oni mają w przyjęciu was do Unii wielki
interes.
Co zamierza Pan robić obecnie?
- Najchętniej wziąłbym bezpłatny urlop w ministerstwie i pojechałbym do
Polski, by spotykać się z rolnikami i innymi grupami społecznymi i otwierać
im oczy na wiele rzeczy, o których nie mają pojęcia i o których tendencyjnie
milczą zarówno wasz rząd, jak i władze w Brukseli.
Dziękuję za rozmowę.