Gość: Marek J.
IP: *.cps.pl
23.11.02, 13:53
Czy jest jakaś przestrzeń polityczna i intelektualna między polaryzującymi
się obozami eurofanów i eurofobów? Czy jest to tylko problem być albo nie być?
Gdzie - między Scyllą a Charybdą - jest miejsce dla takiej cieśniny, którą
musiał pokonać Odys w drodze do Itaki?
Lubię Europę,kocham jej kulturowe dziedzictwo,przyjaźnię się z
Duńczykami,Norwegami i Anglikami,uwielbiam podróże po Grecji, Hiszpanii,
Włoszech czy Portugalii. Czuję duchową wspólnotę z obywatelami Europy. Ale
jednocześnie mój wielki niepokój budzi system polityczno-ekonomiczny
kształtowany przez Unię Europejską i jej główne instytucje. Ten system
przybiera w swojej ewolucji coraz więcej cech państwa totalitarnego,
gwałcącego nie tylko prawa rynku ale i wolność ekonomiczną. W tym procesie
poszerzania zakresu eurokratycznej władzy pojawiają się liczne zagrożenia:
państwo o takim modelu stawać się będzie coraz bardziej represyjne wobec
swoich obywateli. Cały sektor rolno-spożywczy panstw UE to gospodarka
nakazowo-rozdzielcza ze wszystkimi dobrze nam znanymi z epoki socrealizmu
patologiami. Dominacja biurokracji/doskonale widoczna w procesie
negocjacyjnym/, przewaga planu nad rynkiem /uczono mnie tego w ramach
przedmiotu:ekonomia polityczna socjalizmu/i obmierzłe z minionej
epoki/okazuje się,że powracającej/ pojęcia limitów,kontyngentów,kwot,
dyrektyw,zarządzeń,norm,zakazów,nakazów - to wszystko trzeba polubić aby nie
narazić się na miano eurofoba! Wyznam,że mam ogromne opory.
Centralny problem: czy być w Europie można tylko przystępując do TAKIEJ Unii?
Czy nie ma dla nas tej cieśniny /Mesyńskiej/, którą pożeglował Odys? Czy to
naprawdę konieczność wyboru między Unią a Władywostokiem?/bp.Pieronek/. I czy
jest coś między ideologicznym zacietrzewieniem eurofanów i ponurym
nacjonalizmem eurofobów? Czy są jacyś eurocentrycy poszukujący "trzeciej
drogi". Proszę ich o refleksje choćby po to by upeewnić się, że sąsiednie
lądy zamknęły już tę cieśninę między Scyllą a Charybdą