Gość: Pepe
IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl
01.03.03, 00:09
Za: http://www.opcja.pop.pl/
Benjamin Kuras
Tożsamości wam się zachciało?
Czy mógłby pan, pisarz z Brytanii, przytoczyć jakiś
przykład utraty brytyjskiej tożsamości w konsekwencji
członkostwa w UE, ale inny niż ten, że dziś się w
Brytanii lepiej je? Pytanie to zadano mi niedawno w
Pradze, podczas jednej z debat publicznych. Cięty
dowcip zasługuje na głębsze rozważenie i co najmniej
trzy przykłady. Przytoczę sześć. Być może, powiecie
sobie, że nie mają one nic wspólnego ze sprawą
tożsamości, lecz jedynie z suwerennością, a tę przecież
my, Europejczycy z radością i dobrowolnie oddajemy na
rzecz czegoś większego, bardziej wzniosłego,
sprawiedliwszego.
Przykład 1 miał początek rodem z komedii. Parę miesięcy
temu został zamknięty proces sądowy sprzedawcy warzyw –
po kilku apelacjach i na koszt podatnika (w wysokości
około pół miliona funtów) wydano wyrok: kara więzienia.
„Przestępca” sprzedawał owoce i warzywa ważone w
funtach i uncjach, tak jak chcieli jego klienci i jak
to robił podczas całej swej owocowo-warzywnej kariery.
Zaskarżyła go jakaś nadgorliwa towarzyszka z miejscowej
rady narodowej. Przeczytała gdzieś sobie, że prawo Unii
Europejskiej, które rząd brytyjski zaakceptował
(poprzez podpis), pozwała na sprzedaż artykułów tylko i
wyłącznie w kilogramach i gramach. Brytyjska ustawa,
według której można sprzedawać w obydwóch wagach, nie
została dotychczas zmieniona przez parlament, co
oznacza, że w świetle prawa brytyjskiego sprzedawca
warzyw jest w porządku. Ale stało się inaczej, sędzia
wykorzystał sprawę do tego, by obudzić polityków
brytyjskich i doprowadzić ich do odkrycia: poprzez
przyjęcie ustaw Unii Europejskiej utraciliście prawo do
stosowania własnych, brytyjskich ustaw.
Są one teraz podporządkowane ustawom europejskim.
Ponieważ w Wielkiej Brytanii obok europejskiego prawa
pisanego nadal obowiązuje system prawa zwyczajowego, w
którym wyrok staje się precedensem dla przyszłych
podobnych spraw, funty i uncje zostały w ten sposób
wyjęte spod prawa i odtąd każdy sprzedawca warzyw,
który jeszcze waży w starych miarach, jest przestępcą.
Parlament wcale nie musiał oficjalnie zmieniać
brytyjskiego prawa, po porostu stało się.
Co tam, powiecie sobie Państwo, niech już ci
Brytyjczycy wreszcie się podporządkują Napoleonowi,
który pokonał ich przecież pod Waterloo (prawda?).
Przykład 2 pochodzi z dziedziny budownictwa i praw
człowieka. W Wielkiej Brytanii obowiązuje ustawa o
planowaniu budowlanym, według której każdy właściciel i
użytkownik budowy ma obowiązek wystąpić o pozwolenie na
budowę, a miejscowe urzędy mają prawo projekt odrzucić,
jeśli narusza on miejscowe ustalenia dotyczące
środowiska, kwestii technicznych lub estetycznych,
wielkości itp., albo gdyby z tego wynikały jakieś
niedogodności dla sąsiadów. Mniej więcej w tym samym
czasie, gdy skarżono brytyjskiego sprzedawcę warzyw,
właściciel pewnego nowego domu zaskarżył zarząd gminy,
że przeszkadza mu w wykończeniu budowy domu, którą
zaczął bez pozwolenia na własnej działce, ale też
częściowo na publicznym miejscu – na pięknej leśnej
polanie. Powoływał się na europejską ustawę o prawach
człowieka gwarantujących prawo do mieszkania,
prywatności itd. Spór prawa europejskiego z brytyjskim
został rozstrzygnięty na korzyść tego pierwszego i
powstał w ten sposób precedens, który w praktyce
uniemożliwia miejscowym władzom przeszkadzać w budowie
czegokolwiek i gdziekolwiek. Rezultat? Duże firmy
budowlane już przymierzają się do zabudowania na wielką
skalę dotąd tradycyjnie nietykalnych tzw. „zielonych
stref” wokół brytyjskich miast. Powstaną wille,
osiedla, hotele, centra wypoczynkowe. Miejscowe urzędy
i obywatele nic nie zdziałają przeciwko temu. Za parę
lat nie będzie już miejsca na wypoczynek na łonie natury.
Ale, po co Brytyjczykom przyroda? – i tak nie jedzą
grzybów i wszędzie mają te swoje ogródki, gdzie im w
nocy szczekają lisy i huczą sowy, powiecie sobie Państwo.
Przykład 3 utworzył z europejskich praw człowieka
bardzo atrakcyjny interes dla skorumpowanych prawników.
Prawo europejskie daje bowiem imigrantom nie tylko
prawo do pomocy finansowej i pomocy mieszkaniowej, ale
także i do darmowej pomocy prawnej przez cały okres
odwoływania się od decyzji nieudzielenia azylu, co może
trwać aż trzy lata... Dalej, gwarantuje im, że podczas
załatwiania podania nie będą łamane ich prawa
człowieka. Takim złamaniem ich praw może być np.
obowiązek powrotu do obozu do godziny dziesiątej
wieczorem (czyli ograniczenie wolności poruszania się)
lub brak dostatecznej ilości wykwalifikowanych tłumaczy
w języku pasztuńskim (czyli ograniczenie komunikowania
się) albo też brak przyprawy piri-piri (ograniczanie
prawa do własnej kultury). Przynajmniej jedna trzecia
ubiegających się o azyl skarży dziś państwo za
pośrednictwem prawników, opłacanych przez to państwo, z
powodu naruszania praw człowieka, powołując się na
prawo europejskie. W maju parlament domagał się od
rządu wyjaśnienia: jak to możliwe, że pomimo
nieznacznego spadku liczby podań o azyl w tym roku,
wydatki na reprezentację prawną nielegalnych imigrantów
podniosły się w ciągu roku o 111 procent i wyniosły 129
mld funtów.
A może powiecie sobie Państwo, że Wielka Brytania przez
cztery wieki tyle nakradła w świecie, że coś z tego
może teraz zwrócić?
Przykład 4 nie ma nic wspólnego z żadnymi przepisami
UE, tylko z jej interesami handlowymi.
Po roku brytyjskiej epidemii pryszczycy, podczas której
zlikwidowano dziesięć milionów sztuk bydła, a
dziesiątki tysięcy ludzi utraciło źródło utrzymania,
tamtejsza prasa w małym niezauważalnym artykuliku
potwierdziła, że zakaz szczepienia i nakaz masowego
uboju nadszedł wprost z Komisji Europejskiej. Obawiała
się ona, że zakrojone na szeroką skalę szczepienia w
jednym kraju mogłyby zagrozić wszystkim państwom UE.
Brytyjski eksport mięsa miał roczny obrót około 650
mln, a na jego ratunek brytyjski podatnik wydał 5 mld,
nie wliczając w to straty dochodów tych branż, które
zostały poszkodowane, jak np. turystyka. W rezultacie
powstała nowa ustawa, której parlament nie może
odrzucić, bo jest zamaskowana jako statusowy szczegół w
ramach szerszej legislacji rolniczej. Ustawa ta
umożliwia rządowym przedstawicielom swobodny wstęp na
dowolną działkę rolniczą z prawem do zabicia
jakiegokolwiek zwierzęcia, bez podania przyczyn i bez
pozwolenia właściciela. Tu muszę się przyznać, że nie
wiem na pewno, czy jest to część prawodawstwa
europejskiego, czy tylko eksces totalitarny brytyjskich
laburzystów.
Może powiecie sobie Państwo razem z wegetarianami i
ekologami, ze może już nadszedł czas najwyższy
przeorientować się na produkcję roślinną, gdyż mięso
jest niezdrowe, a bydlęce purknięcia tworzą efekt
cieplarniany?
Przykład 5 wyszedł na jaw poprzez ogłoszenie, że po
wprowadzeniu autonomii dla Szkocji, Północnej Irlandii
i Walii rząd Blaira zamierza podzielić Anglię na osiem
regionów, które zastąpiłyby obecny tradycyjny system
hrabstw. Celem jest podobno ułatwienie bezpośredniego
kontaktu regionalnego z instytucjami europejskimi. W
praktyce oznaczałoby to koniec ostatnich kompetencji
rządu i parlamentu brytyjskiego. Rządowa propozycja
regionalnej mapy przypomina tajną, przypadkowo odkrytą
mapę, którą opracował niemiecko-francuski zespół
regionalnych planistów Komisji Europejskiej już w 1971
roku (dwa lata przed przyjęciem Brytanii do UE), mając
na celu przemianę „Europy narodów” w „Europę regionów”.
Co sobie powiecie Państwo w tym przypadku, nie wiem,
ale pewnie coś wam przyjdzie do głowy, jeżeli
przypomnicie sobie, że gdyby sześćdziesiąt lat temu nie
było twardogłowej wyspiarskiej Brytanii, może by Was
już dawno nie było i takie bzdury, jak tożsamość
narodowa, nikomu by już nie zaprzątały głowy.
Przykład 6 co prawda brzmi jak nieudana farsa, ale
niebawem to będzie prawda.
W pewnym północno